wtorek, 26 października 2021

Coś a'la wprawka przed rajdem na... Ciudad Blanca

Wiecie co to Ciudad Blanca? Pewnie nie wiecie, to poczytajcie, ale nie ten post, tylko książkę Douglasa Prestona. Ja w tym czasie co Wy będziecie czytać, przygotowuję się w wyprawy w terenie ;)

Przede wszystkim liczy się zawziętość i wola przetrwania a, kolejny raz to powtórzę, zapytajcie kogoś kto straszy Was dżunglą, czy przedzierał się przez ostrężynę poprzerastaną pokrzywami i głogiem w "gaju" tarninowym... A dodajcie do tego jeszcze łany kukurydzy i fakt że przedzieracie się z rowerem...

W jedno opowieściom o przedzieraniu się w dżungli uwierzę... to pochłania masę czasu.

Ale do pracy zdążyłem.

Podrapany, obrany w miliony rzepów, drzazg, strzępów liści i roślin... ale zdążyłem! Choć w sumie to kombinowałem nad inną trasą, ale trudno... teraz już mogę rowerem do "Białego Miasta" jechać ;)


 ciasno... ale jadę

A tu już jechać się nie, nawet iść się nie da... co gorsza zmarnowany wysiłek, bo tam dalej jest ogrodzenie domów i zwyczajnie przejścia nie ma, bez wtargnięcia na czyjąś posesję... Co innego pobuszować po polach a co innego włazić komuś na ogród.

Więc wracam do "głównej" drożynki i próbuję inną... 

Daje w kość, ale można przepchać się z rowerem

Wreszcie przy obwodnicy teren wykoszony, tu już mogę jechać, ale czasu zostało całkiem niewiele, ot tyle by do pracy dokręcić.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz