Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezioro Tarnobrzeskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezioro Tarnobrzeskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 września 2022

na tropach leliwy

Leliwa to herb - herb zdobyty na saracenach, krwią zdobyty, więc tym bardziej cenny. herb przynależny do rodu Melsztyńskich i Tarnowskich. A burzliwe to rody, krwiste, wyrywne - jednak wydały osoby książęcej i hetmańskiej miary, z którymi mariaż był postrzegany jako zaszczyt przez wszystkie rody europejskie, które miały szczęście się z Tarnowskimi spotkać. Ród który wyprzedzał swoją epokę - dzieła obronne Tarnowskich były by nie do zdobycia dla wszystkich europejskich armii (gdyby tylko jakiś powiew szaleństwa przywiódł władców do pomysłu wojny z Rzecząpospolitą) nawet ich nagrobki są największymi renesansowymi nagrobkami na świecie! Ród po prostu wielki - rozczłonkowany. Ród który w pewnych okresach dzięki koligacjom władał obszarem równym dzisiejszej Polsce! Wielki ród - wielki herb!
(jaki ktoś będzie w Tarnowie, niech napisze, pokażę w katedrze, malowaną historię jego nadania)

Leliwa to także herb tarnobrzeskiej linii Tarnowskich - skonfliktowanej z Ostrogskimi (kto miał rację nie mi rozstrzygać - czy po wygaśnięciu męskiej linii Tarnowskich tarnowskich, władzę senioralną nad rodem powinni sprawować Ostrogscy, jak by nie patrzeć, tylko dlatego że Zofia została jedyną ich dziedziczką po bezpotomnej śmierci swego brata Jana Krzysztofa? - czy może boczna prężna linia Tarnowskich z Tarnobrzegu?!

Historia potoczyła się tak jak się potoczyła - tarnobrzescy Tarnowski, zdobyli zamek (praktycznie nie broniony) ale miasta już nie. A kto w polu racji nie wywalczył, nie wywalczył jej też w sądzie.

Nic to - są miejsca gdzie moja dusza czuje się dobrze - i jednym z takich miejsc jest Tarnobrzeg (że o Mielcu nie wspomnę).

Dziś wypad piątką uczestników. Jedziemy z Tarnowa w czwórkę. Julia dziewczyna Mikołaja, Mikołaj, Kudłacz i ja. Anię zgarniamy z Mielca i już prosto do Tarnobrzega nad zalew. Zalew zwany jeziorem to wielka niecka po odkrywkowej kopalni siarki. Siarkę czuć zresztą w powietrzu a woda tam jest naprawdę czysta...

W planach okrążenie wkoło jeziora, być może zjazd tyrolką i piwo w tarnobrzeskim zamku. A wszystko to z opuchniętą u mnie lewą stopą, bo dwa dni wcześniej nad Dunajcem zostałem dziabnięty chyba przez osę i to w okolice stawu - jakieś wredne są w tym roku - nawet nacieranie hydrokortyzonem nie pomaga.

Mikołaj sprawnie dowozi nas na miejsce, szybko się zbieramy i ruszamy - mamy zesobą jeszcze kajak i stroje kąpielowe, tak na wszelki wypadek - ale to opcjonalnie - lepiej mieć i nie skorzystać, niż nie mieć i mieć żal że się nie ma... na razie jednak rowery.

Baza nurkowa LOK Machów
doookoła
dookolusia
siedzi w sakwie idealnie - ale nie mogę zatrzymać się nawet na zrobienie zdjęcia, bo momentalnie wysiada
pomnik poległych w Smoleńsku - ani miejsce niefajne, ani forma?... nie wiem. ale pokazuję z kronikarskiej potrzeby
wielki radioaktywny granitoid narzutowy - zwróćcie uwagę jak bardzo ma ostre krawędzie! To nie była bryła poddana erozji wodnej i wietrznej oraz lodowej - wmarzł i z lodem tu przybył, a potem szybko musiał zostać zakopany przez piachy
Cmentarz poległych CK wojaków w czasie kontrofensywy 1915 roku
Tajemnicze fundamenty - nadal nic konkretnego na ich temat nie wiem... ale może być to coś ciekawego
Muringo/chaszczing
A ognisko już płonie
Pycha pachnie - kudłacz dostaje głupawki od tych zapachów.
jak Aneczka, delikatne z zewnątrz a wewnątrz... ;)
Futszak - się ochładza - ale też pewnie pić się chce, bo pikantne te kiełbaski były...
"zamek" Tarnowskich w Dzikowie
zamek nie zamek -  bardziej pałac - o pewnych zdolnościach obronnych ale niewielkich - za to jednak ładny
A zegar już z lat 30-ych XX wieku - dlatego pokazuje czas mniej więcej środkowo europejski - choć na pewno nie astronomiczny.
Nas troje ;)
Nie tędy droga dla rowerzystów!
Sobie połaziłem - chłodno, miło, nikt  nie goni, nikt na kasę nie naciąga!!! Chce się wracać.
W kawiarni oryginalny Hiszpan - Aneczka już się ślini ;)
Cymbał - albo je albo śpi...

Fajnie, taką rodzinną ekipą wyjechać, a do tego jeszcze Kudłacz tez zadowolony. I wiecie co? Wakacje się jeszcze nie kończą i choć czytacie ten post dopiero we wrześniu, to ja napisałem go jeszcze w Sierpniu i do końca wakacji zostało 10 dni, więc było by dziwne gdyby żadna przygoda się nie wydarzyła.

sobota, 18 grudnia 2021

Palimy w Tarnobrzegu

Jak Tarnobrzeg to wypadało by palić siarkę ;) Nie jestem pewien czy to takie eko, a zwłaszcza jak by smakowała kiełbaska z takiego ogniska? Zatem zapalimy zwykłe ognisko... ale to za chwilę. Wpierw jeszcze kawałek drogi. Wpierw z Tarnowa do Mielca, potem po zabraniu Aneczki do Tarnobrzegu, a potem jeszcze... tankowanie - kurza twarz tam mają o ponad 10 groszy tańsze paliwo niż w Tarnowie!!!

A ludzie z Tarnobrzeskiego PTT już czekają... zastanawiam się czy istnieje jakaś grupa turystyczna z którą Ania by nie wybywała na akcje? Hmmm... może istnieje, gdzieś na pomorzu, albo dalej... Ona zna wszystkich.

No w każdym razie bardzo, bardzo wielu...

Wkrótce ruszamy, grupa ani szalenie liczna ani jakaś garstka osób - ot tak w sam raz... Szybko łapię z nimi wspólny język, w końcu kto jak kto ale wędrowcy się zawsze ze sobą dogadają, zwłaszcza gdy w powietrzu czuć nalewki - sam niestety muszę ograniczyć się do przysłowiowej połówki naparstka, ot tyle by poczuć smak ale alkoholu przyswoić minimalną ilość. W końcu w kilka godzin po ognisku muszę znów prowadzić.


Kościół p.w. Św. Marii Magdaleny. Ciekawy    

Nie będę tu wrzucał jego historii, w końcu nie poznałem jej sam, tylko znalazłem na stronie parafii zapraszam warto. Tyle Wam napiszę że na pewno będę się starał tam wrócić!



Grupa zasuwa szybkim tempem - dla Nich to pewnie normalka, musieli tędy przechodzić setki jeśli nie tysiące razy, więc nie ma przewidzianego czasu na zwiedzanie - no trudno. gonię za nimi, ale kościół pozostał mi w sercu.

Czołówka - tak wiem, Mikołaj i to już wiele razy mówił - mój aparat robi tragiczne zdjęcia... ale nie nabiera wody... coś za coś...

Jezioro Tarnobrzeskie - czyli świetnie zrekultywowane wyrobisko kopalni siarki.

Byliśmy tu z Aneczką już na rowerach, byliśmy już kajakiem... no to teraz przyszła pora na rajd pieszy


Cmentarz z pierwszej wojny

A tam za brzózką solidny kawał eratyka - miałem go przebadać licznikiem Geigera - ale mi chyba przez dziurę w kieszeni wypadł (bo to taka duperela, dodatek do smartfona) - bóóóól - ale trudno. Granitoidy lekko promieniują - nie jest tego wiele nie mniej jednak daje się zarejestrować, nawet amatorskim sprzętem.

Anucha kupiła jakieś niesamowite kiełbasy - ani nie trzeba dodatków - same się jedzą!

Odnoszę wrażenie że ta czapka jest na mnie ciut za mała - Ania nic nie mówi, ale...

A potem przyszła pora wracać... No trudno - wprawdzie padło hasło żeby iść dookoła zalewu - lecz padło ;)

Za to... zabrali nas do miejsca... no mówię Wam rewelacja - wyobraźcie sobie skrzyżowanie schroniska górskiego, z "klubo-kawiarnią" osiedlową i ... "mordownią" - Stachura zakochał by się z miejsca, Stasiuk padł by na kolana i już pisał drugą część "drogi do Babadag" (tak wiem że w oryginale jest "Jadąc..." ale mi droga fajniej do układu zdania pasowała). Ja jestem zauroczony!




Ceny nieprzyzwoicie niskie, klimat gorący, ludzie przyjaźni... o rany aż nogami przebieram żeby tam kiedyś kolegów z pracy zabrać  i moją Korbę, na jakąś objazdówkę rowerową. Od Kuflandii zaczniemy.
 

No był bym zapomniał ;)

poniedziałek, 27 września 2021

Jezioro Tarnobrzeskie

W zasadzie zalew, bo jeziora tą są naturalne a tu mamy wyrobisko pokopalniane. W zasadzie dwa wyrobiska połączone w jeden zbiornik. Całkiem niepłytki bo miejscami do 110 metrów! No to już robi wrażenie. kolejne wrażenie to czystość wody, może nawet nie tyle czystość co klarowność - podejrzewam że ma z tym coś wspólnego fakt że to wyrobiska po kopalni siarki i tejże siarki w wodzie musi być sporo, co zapewne działa na drobnoustroje zazwyczaj powodujące mętność wody w sposób cokolwiek hamujący.

Obecnie zbiornik wygląda całkiem interesująco, na pewno interesująco dla mnie. Objazd z Aneczką mamy już za sobą, teraz przyszła pora na zapoznanie się z wodą.

CHMS "Beskidnick" na pakę T5, potem po Aneczkę i do Tarnobrzega - jest parcie czasowe, bo muszę zdążyć do pracy na drugą zmianę, więc zero zabawy, ani nawet piwa na brzegu. Ale za to jest świetna przygoda.

Już na brzegu, Ania decyduje że jednak chce płynąć w kapoku. Idzie go więc wypożyczyć. Generalnie prawo wodne mówi iż statek wodny musi mieć tyle środków ratunkowych (kół, kapoków, miejsc w szalupach (wyobrażacie sobie kajak z szalupą na pokładzie?) ile osób jest nim transportowanych. O ile ma to sens w przypadku żeglugi komercyjnej, o tyle w przypadku kajakarzy jest tylko ciut mądrzejsze od wymogu by lotniarze mieli obowiązkowo... spadochrony! (tak był kiedyś taki przepis!) Co oczywiście nie znaczy że jestem przeciwnikiem pływania w kapokach! Co to to nie! Jestem przeciwnikiem regulacji zmuszających ludzi do tego (tak samo jak jazdy w kaskach, czy zapinania pasów - to indywidualna sprawa każdego z nas, a coś do powiedzenia może mieć najwyżej rodzina i... firma ubezpieczeniowa!)
Na dzień dzisiejszy kwestia prawna wygląda tak - jako osoba dorosła mam mieć kapok w kajaku ale zakładać gonie muszę.
Zatem w czasie gdy Aneczka organizuje dla siebie kapok, ja dymam naszą łupinkę , przy okazji tłumaczę jednemu z plażowiczów o co chodzi w kajakach. Człowiek jest rozsądny ale... zielony! Radzę mu żeby najpierw nim kupi cokolwiek wziął udział w spływach organizowanych przez profesjonalne firmy, zapoznał się ze sprzętem i kupował dopiero wówczas gdy już będzie wiedział czego chce/potrzebuje.

Ja z mojego ITWIT'a zadowolony jestem bardzo, ale nie zaprzeczę iż marzy mi się porządna "skorupa", tyle że z transportem pneumatyka problemów nie mam żadnych, a z przewozem "skorupy" wiązała by się konieczność inwestycji w specjalny bagażnik.

Ale nic, Ania wraca i płyniemy...

Już na wodzie





Marina

A my płyniemy kanałem odpływowym z zalewu. To pewnie tędy go zalewano (kurza twarz ale to musiał być widok!) a teraz służy do regulacji poziomu.

Cokolwiek jak na Mazurach... ;)

 


Niestety, dopływamy do ściany, czyli tamy, aż prosi o śluzę o połączenie z Wisłą... ale chyba komuś brakło wyobraźni



Znów otwarty akwen


A na bezludnej wyspie - całe gaje rokitnika. Ciekawe czy ktoś posadził i się rozrosły, czy ptaki przyniosły gdzieś znad morza?


Tyle naszej wodniackiej radości - do przeciwległego brzegu wiosłujemy już... "biegiem" ;)  Szybka akcja spuszczania powietrza z kajaka, Ania biegnie oddać kapok, i niestety musimy dołożyć szmat drogi, bo ta jest jednokierunkowa - ktoś nie przewidział że gośćmi nad zalewem będą nie tylko mieszkańcy Tarnobrzegu - i musimy dojechać prawie do centrum miasta!!! (tak wiem tam jest chyba taki skrót polną drogą, ale to temat do wybadania)

Czasy są tak dobrane że spokojnie zdążę... bym zdążył - między Tarnobrzegiem a Mielcem dochodzi do wypadku i czekamy, wiele minut... Niby nic poważnego a droga zablokowana. Dzwonię do pracy, spóźnienie jest nieuniknione, trudno.

Samochód na pierwszym planie NIE JEST uczestnikiem wypadku, czeka jak my.

Ps. myślicie że mapka Wam się upiekła? NIC bardziej mylnego ;)

Hmmm ciekawy ten wykres... o ile jeszcze prędkość to faktycznie raz było szybciej raz wolniej... ale profil wysokości? GPS zaprzecza prawom fizyki? ;)