Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Jastrząbka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Jastrząbka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 października 2021

Skaczący piesek

Czy tylko mi się tak wydaje? Ale ja tu widzę zarys skaczącego psiaka... Tak wiem apofenia itp. ale przyglądnijcie się:

W sumie to zarys ten powstał całkowicie spontanicznie, nikt trasy tak nie planował... no ale pewnie chcecie poznać jego historię?

A więc było to tak - W pewnej miejscowości pod Tarnowem, urodził się chłopczyk, chory chłopczyk. W miejscowości tej działa grupa kobiet pod dźwięczną nazwą Baby Jagi i swego czasu zwróciły się One do Korby abyśmy jeżdżąc z aplikacją konkursową zbierali dla nich punkty. Problem w tym że apka ta działa szalenie marnie, a ponadto są liczniejsze grupy, które "wykręcają" wyniki zbiorcze, zostawiające nas daleko w tyle. Jednak nie zapomnieliśmy o Nich.

W stosownym momencie padło hasło, by zbierać dla Bab Jag nakrętki, a jeszcze jak by się dało zorganizować rajd rowerowy... było   fajnie.

Ale co to dla nas, rajd rowerowy zorganizować? Wystarczyło tylko uzgodnić w miarę odpowiedni dla wszystkich termin i trasę. Termin znalazł się stosunkowo szybko, gorzej z trasą. Wierzcie mi sam nakreśliłem co najmniej trzy opcje, a jeszcze kilka miałem w głowie, na wypadek potrzeby korekty. Tyle że te trasy nie znalazły uznania w oczach innych, znaczy uznanie znalazły, ale nie wobec spodziewanej grupy uczestników, czyli osób o doświadczeniu rowerowym, powiedzmy, średnim. Akurat okazało się że były same osoby już doświadczone, a amatorów odstraszyły (jak myślę) niepewne prognozy. W ostateczności padło na to że Paweł będzie prowadził rajd, jako miejscowy. A ja zajmę się doglądaniem trasy, Ela zaś z Wieśiem będą zamykali. Mnie najbardziej cieszy to że mogła z nami pojechać Ania i to że był z nami Piotr (znacie Go już z innych postów) - który już oficjalnie do Korby przystał.

Zatem co? W drogę?

Rankiem, delikatnie odsypiam sobie po nocnej zmianie, tak, ot tyle żeby się rozprostować, a Aneczka śmiga z Mielca. Pisze że jedzie gdy została godzina do odpalenia rajdu, cokolwiek jestem zaniepokojony, sugeruję Jej spotkanie pod McDonalds'em gdzie będę czekał już z rowerami. Na szczęście precyzuje że jedzie już w Tarnowie - czyli mamy godzinę na spokojnie. Szybko przygotowuję kawy i coś słodkiego na poczęstunek. Nie omieszkałem się też zawczasu przebrać.

Na miejsce docieramy kilka minut przed wyruszeniem. Szalenie cieszy liczna grupa Sokołów

Ruszyliśmy - jako "pies pasterski" kręcę się w koło peletonu, z przodu, z tyłu z boku...

Serwisówka przy autostradzie - prowadzą Paweł z Robertem




I tym sposobem docieramy do Nowej Jaastrząbki

Doskonale znam ten widok - mijam ten hotel i restaurację za każdym razem gdy jadę do Aneczki

Ale pierwszy raz piją tu kawę !
Ela (tyłem), główka Aneczki, Wiesław, Piotr (jak zwykle mi imponuje - jest po imprezie, a kręci jak zawodowiec)
Potem odbijamy w lasy, nabyło się asfaltu ;) - jak dla mnie bajka, innym też się podoba, jedynie Ela na swojej "Violet Lady" cierpi, bo to praktycznie szosa, tylko oponami do gravela upodobniona. Tu, w lasach już zdjęć nie robię - zbyt ciasno jedziemy, za wiele dziur, korzeni i innych nieprzyjemnostek, które wymagają obu rąk na kierownicy, a w dodatku, przecież te lasy pokazywałem już wiele razy, więc spokojnie mogę sobie ich nie pokazać teraz.  Choć w pewnym momencie...

Z tego co mówi Paweł, ceny mają dość wysokie, ale... na większą imprezę, lokacja w sam raz, jest plac na ognisko, jest na zabawę, jest się gdzie przekimać i... na pewno nikt się nie przyczepi.

Ale wkrótce dojeżdżamy do Jodłówki-Wałek (o ile dobrze odmieniam nazwę miejscowości która w mianowniku brzmi: Jodłówka-Wałki?)
A tam...
Czeka nas iście Babajagowe powitanie.

Tak wiem... tragicznie w tym kasku wyglądam... Ale wiecie, ojczyzna żąda ofiar i dobry przykład trzeba dawać nawet kosztem złego wyglądu...


A potem IMPREZA!!!!
A żebyście tych ciastek skosztować mogli... bajka!!!

Pytałem psychiatry jak moje rockowania... uciekł z wrzaskiem ;)


Wolicie nas na ciepło

Czy na chłodno?

No cóż trzeba wracać, część jedzie stroną północną, przy Autostradzie, inni, których ja prowadzę, kręcą wzdłuż torów kolejowych. Tu nie miła niespodzianka, trzech wyrostków na motorach crossowych - policja tych durniów nie ściga, a tu ani rejestracji, ani umiejętności jazdy i mniejsza o to że sam się zabije! Jestem wychowany na prawie rzymskim a tam stoi jak włos na łbie Irokeza, że "chcącemu nie dzieje się krzywda"! Więc nie o nich chodzi, ale o to że jadąc w ten sposób, w jaki jeździli, zmuszają nas do wdychania kurzu i sypią nam w twarze szuter z którego jest nawierzchnia tej drogi. Zakładam że równie debilnie zachowują się jeżdżąc po lasach i polach. W każdym razie omal nie dochodzi do rękoczynów, ale uciekają...

Potem jeszcze szybka modlitwa u Marzenki i zasłużona pizza w Białym Piecu.

I tylko żale że taka fajna przygoda tak szybko się kończy...

niedziela, 23 sierpnia 2020

Rada myśl jechać na Radomyśl

Nie będę ukrywał, że pomysł tego wypadu ani pobudek turystycznych, ani sportowych nie miał, przynajmniej nie jako te pierwszorzędne. Owszem fajnie jest przed pracą gdzieś sobie "uderzyć", fajnie jest sobie pokręcić, coś zobaczyć itp itd. Ale tym razem akurat to zeszło na dalszy plan.
Także rozeznanie tras w kierunku Mielca mimo iż istotne, nie było powodem pierwszorzędnym. To był poryw serca i tyle. Zatem sercem wiedziony, musiałem tam pojechać, po prostu musiałem.

Nie ukrywam, że założenie obejmowało Mielec, ale już zabrakło nań czasu. Pewnie bym się pokusił, gdyby nie świadomość silnego, niskiego wiatru północno zachodniego, o ile w drodze tam przeszkadzał w sposób umiarkowany (baksztag z tendencjami do półwiatru) to już wracając miał bym przez 2/3 drogi silny bajdewind (a na drodze publicznej halsować się nie da!) i dopiero na końcówce (kiedy i tak był bym w dolinie Białej i wiele wiatr by mi nie pomagał) dostał bym silnego kopa w postaci fordewindu...

Ale gdyby nagle warunki wietrzne się zmieniły, to dojechali bym i do Mielca - zresztą jest w planie. 

Inna sprawa że ciut za późno wyjechałem, moje zwierzęta mają tak dziwną tendencję do ujawniania się właśnie w momencie gdy w pośpiechu wychodzę z domu, nagle wtedy chcą jeść, pić i  głaskać się. Po drodze byłem też u Marzeny na krótkiej modlitwie, więc jak sobie podliczyłem trasę, to było by akurat na Mielec starczyło - no trudno, ani ze zwierzaków, ani z modlitwy na grobie Żony nie zamierzam rezygnować.  

Za to droga przednia - choć nie ukrywam - gravel poradził by sobie tam zdecydowanie lepiej niż trekking (a MTB to w ogóle była by męka), cały czas asfaltem, i często po drogach gdzie samochody śmigają ponad setką (sam tam tak jeżdżę, więc do innych żalu mieć nie mogę) inna sprawa że ani razu nie byłem wyprzedzany bliżej niż dwa metry - więc pełen komfort. 


Jak widzicie mimo wszystko trochę kilometrów wpadło. Wpadło też niemało ciekawostek terenowych. ale to pokażę zaraz na zdjęciach. 


Kozłówka - przysiółek taki, opodal inny pod nazwą Kraków. Za to zabudowania świetne, skansen na żywo. Tak - to na pierwszym planie to żuraw i wiele wskazuje na to że nie jest to atrapa. 

Kręcę drogami bocznymi, nieledwie dojazdówkami, ruch minimalny i tak jest aż do Nowej Jastrząbki tam wjeżdżam już na główny trakt Tarnów - Mielec i sytuacja ulega gwałtownej zmianie. Trudno, spodziewałem się tego.

Za to Nowa Jastrząbka wita mnie takim o to kamiennym krzyżem przydrożnym. Nader ciekawa konstrukcja. Zwróćcie uwagę na ogólną formę - jest barokowa. Ale już same przedstawienia figuralne jak gdyby zatrzymały się w czasie i nawet w Średniowieczu nie budziły by sprzeciwu. Formy proste oszczędne, dalekie od barokowej ekspresji, za to robione tak by nic się nie "ukrzyło" (znaczy odłamało).
 
 
Można by zaryzykować tezę że to kwestia mody, ale raczej nie, bo już wtedy przecież zaczynał swoją błyskotliwą karierę neogotyk, wypierając ze sztuki sakralnej barok, zresztą gdzie tu na prowincji ... moda?

Brak innych wytwórców? Być może, lecz przecież z tego okresu można znaleźć także zdecydowanie bardziej misterne wykonania. Surowiec? Zapewne też swoją rolę odegrał - ani piaskowiec ciężkowicki, ani magurski, czyli najpopularniejsze w tym regionie, nie pozwalają na zbyt wyrafinowane formy. Z drugiej strony nie wymuszają też form tak prostych. Cena? na pewno sam ten krzyż kosztował jak na warunki galicyjskiej wioski krocie - więc wydaje się iż przy tej skali inwestycji zwiększenie kosztów o kilka procent nie powinno już mieć znaczenia.
Osobiście stawiam na to że warsztat Musiałów z Tarnowa (bo na ich robotę mi to wygląda - ewentualnie robotę kogoś kto się od nich uczył) celowo, tworzył takie a  nie inne formy by przypaść do gustu swym odbiorcom.

Przede mną aż do Radomyśla droga głównie prosta i szeroka. już bez ciekawostek przydrożnych, albo po prostu nie umiałem ich dostrzec. 

Za to w samym Radomyślu ich nie zabrakło. A zaledwie liznąłem temat i na pewno jeszcze nie jedno jest tam do odkrycia.

ciekawy choć toporny neogotyk, ale za to...

z jaką przeszłością!

Jak na tereny w koło Mielca przystało, na rynku samolot! 
W ogóle, nie jest źle - nawet udaje mi się kupić kartki pocztowe i do siebie wysłać! 

A jak trafiam na całkiem przyzwoitą kebabiarnię - no to już jest pełna radość - nie powiem, ciut mi już głodno się robiło... chłodno wcale choć do domu daleko ;) 

Cmentarz i kaplica. Koniecznie do powtórnego odwiedzenia, bo myślę że niejedną ciekawostkę tam znajdę. 

Wracam drogą na Dąbrowę Tarnowską.  Wprawdzie na Lisią Górę było by szybciej, ale jak przekalkulowałem czas, to po rezygnacji z bardzo ryzykownej jazdy do Mielca, zostało mi go na tyle by do pracy jechać nieco okrężną drogą - z drugiej strony omijam wtedy zatłoczone centrum i mogę jechać po prostu znacznie szybciej, niż bym dał radę przez Tarnów. oczywiście otwieram sobie w ten sposób także tereny do eksploracji, których wcześniej nie znałem. 

Choćby Radgoszcz i nader urokliwy drewniany kościół p.w. Św. Kazimierza - budynek z roku 1860, konsekrowany dwa lata później,

Na pewno nie arcydzieło, na pewno nie na listę UNESCO ale... wart zobaczenia. 
Daje mi też kilka minut na modlitwę.

Pomimo wmordęwindu trasa idzie gładko i szybko. Ani się obejrzałem już byłem w Dąbrowie Tarnowskiej. Zgodnie z przewidywaniami, ruch był niewielki, samochodów ciężarowych praktycznie żaden. Z drugiej strony, droga o słabszej nawierzchni i bardziej meandrująca -  wprawdzie dla roweru, większego znaczenia to nie ma, ale... zawsze jest obawa że któreś auto nie wyrobi na wirażu... a ja będę akurat w niewłaściwym miejscu...

Biblioteka i Informacja turystyczna w Dąbrowie Tarnowskiej

Park Miejski w Dąbrowie Tarnowskiej, zza drzew mało wyraźnie ale prześwieca ciekawa bryła kościoła  Najświętszej Marii Panny Szkaplerznej. Kościół stoi dokładnie na fundamentach zamku Lubomirskich, z którego pozostała jedynie bogata barokowa brama - obiecuję kiedyś przybliżyć temat. 
 
A potem już jazda do Żabna - między Dąbrową a Żabnem jest pewna, niewielka różnica wysokości, na tyle jednak istotna by w kierunku w którym jadę praktycznie móc się w całości powierzyć opiece grawitacji i pokonać go bez wysiłku. Tym razem jednak wiatr jest tak dokuczliwy iż nie ma szans na zjechanie, muszę cisnąć na pedała by w ogóle nie być przezeń zatrzymanym. Do tego zaczyna dość ostro padać.  

Krzyż przydrożny - ciekawa snycerka, warto się przy im chwilę zatrzymać z racji na zawartą symbolikę. Ja jednak kręcę do pracy - mam wprawdzie niemały margines czasu, ale z doświadczenia wiem, jak łatwo go utracić podczas nieopatrznego zatrzymywania się przy każdej ciekawostce. Niestety ta będzie musiała poczekać. Za to pozwalam sobie na wytchnienie. Zresztą od Niedomic mam wiatr już praktycznie tylko w plecy i gdy by nie mokre ciuchy i śliska nawierzchnia mógł bym gnać jak szalony.
W pracy jestem tuż po drugiej.