Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epitafia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epitafia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 listopada 2017

Epitafia na murze.

Listopad - czas kilka postów poświecić cmentarzom. Plany mam rozbudowane, co się uda zrealizować? Nie wiem, życie pokaże! Czas co prawda jest pojęciem względnym, ale dopokąd nie umiem się poruszać z prędkościami przyświetlnymi, to muszę się liczyć z jego ograniczeniami. 

Wróćmy jednak na cmentarze.
Jest rok 1784 gdy syn Marii Teresy Habsburg, Józef II edyktem nakazuje zamykanie i likwidacje cmentarzy w obrębie miast a wyznaczanie miejsc pogrzebów poza ich terenem. Pamiętajmy, to czasy Oświecenia, czyli bałwochwalczego wręcz uwielbienia dla ludzkiego rozumu, a co się z tym wiąże; pogardy dla wszelkich "zabobonów". Ponieważ w/g encyklopedystów człowiek był tylko porcją mięsa i kości, tedy po śmierci należało jak najszybciej owe zutylizować. Cesarz Austrii był zaś nieodrodnym synem swojej epoki i w pełni podzielał owo przekonanie.  Prawdopodobnie gdyby nie opór ze strony Chrześcijaństwa i trudności techniczne nakazał by kremacje wszystkich zwłok. Ale że nawet Cesarz musi się liczyć z oporem materii, skończyło się na kategorycznym  nakazie pochówków ziemnych i zakazie stawiania nagrobków, tak by po dwudziestu trzydziestu latach, można było miejsce pochówku wykorzystać po raz kolejny.  Jedynym dopuszczalnym sposobem upamiętnienia zmarłych były epitafia na murach cmentarnych. I nimi dziś się zajmiemy.

Ps. Cesarz daleko i być może pochwali  gorliwość urzędniczą (jak się jakimś cudem o niej dowie), ale rodziny zmarłych blisko i na pewno wdzięczne nie będą, a że tacy Radziwiłłowie (którzy wszak mściwi nie są, ale pamięć mają...) mogli "uprzyjemnić" życie urzędnika na odległej prowincji, tedy prawie równo z zakazem, zaczął być on łamany - co wyszło nam na dobre... Ale to osobna historia. 

Zatem mamy epitafia na murach - Cmentarz Tarnowski na Zabłociu - bo tak się wówczas nazywał - okolony był murem w zasadzie tylko z dwóch stron, od Wątoku i od południa było tylko ogrodzenie "polowe". Na tych odcinkach należy więc szukać najstarszych tablic epitafijnych. Wiele ich nie zostało - masowo padały ofiarami czasu, te wykonane z piaskowca rozmywały się, te marmurowe pękały, a i granit przecież niezniszczalny nie jest.  Straciliśmy ich mnóstwo podczas kilku remontów jakim mury poddano. Niemniej jednak sporo zostało. 

I właśnie teraz chcę Wam je pokazać.
Mam do tego spaceru zapis trasy z Traso, ale GPS takie cuda wyczyniał, że i tak nikt nie trafi wg wskazań jego zapisu. Po prostu wchodzimy głównym wejściem robimy kilka kroków prawo i tam napotykamy pierwsze zachowane epitafia na murach.
  

 Warto zwrócić uwagę że tablice znajdują się w swoistych kilkucentymetrowych niszach. To nie oryginalny wygląd - były montowane na licu. Po prostu wraz z kolejnymi remontami, mur pokrywano tynkiem i zapewne pod jego warstwą znajdują się inne, prawdopodobnie przykryte ze względu na zniszczenie i nieczytelność. 
Akurat nie widzę powodu, by się do nich "dokopywać" brak pieniędzy na ratowanie odsłoniętych nagrobków, a tamte już i tak bardziej niszczały nie będą. Ktoś kiedyś do nich dotrze, wyasygnuje środki, odtworzy i będzie miał frajdę. 
 

Najstarsze z zachowanych epitafiów pochodzą z drugiej dziesiątki lat XIX stulecia. Prawdopodobnie wcześniejsze znajdowały się na zburzonym podczas budowy koszmarku jakim jest pomnik grunwaldzki i ofiar II wojny, odcinku murów na wprost Kościoła Matki Bożej Szkaplerznej - bo tam wtedy była główna brama cmentarza i tam były najwcześniejsze pochówki. 

 Zwróćmy uwagę na ciekawe spolszczenie 
"Pamiętnik" 
- nie przyjęło się jednak. 
 








 Część tablic została już odnowiona, część odnowienia nie wymaga,
ale poniżej seria tych w stanie tragicznym. Są prawie nieczytelne. 
Co ciekawe poruszam się cały czas wzdłuż muru i nie wybieram co pokażę wcześniej a co później - tak się po prostu układa. 
Moje prywatne zdanie jest takie:
O ile wcześniej epitafia robione były na zamówienie osób majętnych, o tyle kilkadziesiąt lat później, ci bogatsi "inwestowali" w nagrobki i grobowce, lubo kaplice, zaś mur pozostał dla tych uboższych, nie najbiedniejszych, bo im musiały wystarczyć drewniane krzyże wetknięte w kopczyk ziemny, po których już ślad nie został, ale tych z niższej klasy średniej (jak byśmy to dziś ujęli), na tyle zamożnych że rodziny stać było na trwalszą pamiątkę, ale już nie na spory wydatek jakim był nagrobek.
   
  
Dlatego epitafia powstawały w miękkim, tanim, łatwym do obróbki piaskowcu.


 To trwa zresztą do dziś. 
Ba nawet samo zawołanie "być pochowanym pod murem" jest obelżywe i sugeruje iż mamy do czynienia z kimś niegodnym bardziej honorowego miejsca. 




Czasem jakiś "mistrz ślusarski" usiłuje przechytrzyć czas... z widocznym efektem.
 

 Czasem można trafić na prawdziwe skarby - dobrze że odnowiono właśnie to miejsce.
Aczkolwiek nie udało i się dowiedzieć niczego więcej. 

Na południowym murze - tylko to jedno miejsce.

A potem już wyjście z cmentarza - i koniec pewnej przygody.
Rzecz jasna jeszcze tu wrócę...
o ile dożyję rzecz jeszcze jaśniejsza ;-)