piątek, 17 września 2021

Banał ale z górskim akcentem.

Jak myślicie co to może być za miejsce? Prócz akcentu górskiego będzie też akcent religijny i historyczny, a nawet mistyczny i jeszcze słoń dość niesamowity i lasy i dolina i rzeczka bystra... ba nawet Maczuga Herkulesa będzie ;)

No to teraz chyba nikt nie ma wątpliwości o jakim miejscu mówię.

W zasadzie sam nie wiem co nas podkusiło by jechać właśnie do Ojcowa, Po prostu chcieliśmy gdzieś wyskoczyć, a z różnych względów góry nie wchodziły w rachubę - więc wybór padł na Ojców. W sumie to ostatnio byłem tu prawie dwadzieścia lat wcześniej (nic się nie zmieniło) a Miłosz nie był wcale.

Jazda ani trudna ani męcząca, jedyny zgrzyt to Krakusiki które najwyraźniej uważają że "płynna zmiana pasów ruchu" to domena nowoczesnego kierowcy, żywiąc przy tym nadzieję że w ten sposób dotrą wcześniej tam gdzie zamierzają - no cóż kiedyś Krakowianin był goły i inteligentny (konkurs z nagrodami dla tego kto zgadnie do czego piję?), dziś ma wypasioną furę ale inteligencja w Krakowie wyraźnie jest odwrotnie proporcjonalna do stopnia wypasienia fur...

Na szczęście Kraków szybko mija i dalej... wcale nie jest wiele lepiej, ale przynajmniej na tyle wąsko, że nikt się nie bierze za wyprzedzanie i można jechać w miarę spokojnie.

Na miejscu też zonk - parking przy zamku odcięty kordonem policji która zawraca nas do tego położonego w lesie. Ok jedziemy tam - tyle że tam są parkomaty i mam sam określić ile godzin będę parkował!!!! A skąd ja mam to wiedzieć? Dwie trzy... może dziesięć! Widać komuś w Ojcowskim Parku Narodowym zabrakło wyobraźni... rozumu? A czemu nie ma opcji "cały dzień" tak jak wszędzie indziej? Albo parkingowego, naliczającego opłaty za rzeczywisty czas korzystania z parkingu?! Jeszcze nigdy przy Ani nie okazałem takiego wku..u jak wtedy! Ale na złość, licząc się nawet z tym że sprawa wyląduje w sądzie kupuję bilet... jednogodzinny!

A potem to już sama radość z włóczęgi   - no prawie... bo psuje ją obecność setek ludzi, w większości dziwnych, nawet nie "niedzielnych turystów", to co tam spotykamy to kwintesencja krakówka. Można by zrobić dowolne ujęcie na tłumek i mieć to jako ilustrację do "Moralności Pani Dulskiej", zapewniam nic fajnego. 

Sama trasa już lepsza... dużo, duuuużo lepsza. Naprawdę fajnie się tam maszerowało, z oczywiście koniecznym akcentem pobłądzenia ;) . A poza tym Ani się podobało i Miłoszowi się podobało, a skoro im się podobało, to mi się podobało że im się podobało, więc wszyscy byliśmy zadowoleni.

Dość nietypowy zarys wysokości, prawda? Ano to dlatego że doliną Prądnika szliśmy zaledwie dwa niezbędne odcinki, starając się trzymać wzniesień i urwisk. Zaraz zresztą zobaczycie.

Szlaków ci tam dostatek


Tak wiem... całkiem po mugolsku...


Pod jaskinią Łokietka byliśmy... do środka nie chciało nam się wchodzić, potem chwila błądzenia, bo szlakiem szliśmy dobrym ale w złym kierunku...

A propos znacie ten nerdowski kawał gdy podróżny pyta dwóch fizyków o drogę?
No więc jedzie człowiek drogą w okolicach Torunia  (czasy były przed GPSowskie), widzi dwóch młodych ludzi, więc zatrzymuje samochód i pyta czy to kierunek na Warszawę? Oczywiście odpowiada jeden z fizyków, człowiek rusza dalej uspokojony, a drugi z fizyków stwierdza: "no to zajedzie nad morze", na co pierwszy stwierdza: "trudno pytał o kierunek nie o zwrot"... 
Jeśli nie jesteście nerdami to właśnie czujecie dziwną suchość w ustach ;) 

Brama Krakowska
Na pierwszym planie Miłosz.

Aneczka myje ręce w Źródle Zakochanych... jak mam to rozumieć? ;)

Fajne urwiska i wiecie co?
Będziemy tam!!!


Wejście na szlak


Pierwszy z punktów widokowych

A to drugi

trzeci i dalej już nie liczę


Brama Krakowska

To samo, ale z ciut innego punktu. Szczerze mówiąc cieszy mnie to górowanie nad mugolami. Z kilku osób które poszły za nami na ten szlak zostały dwie osoby i pies, reszta sobie odpuściła...



Wychodzimy już z Doliny Prądnika, ale to nie koniec przygody, przed nami jeszcze "Kaplica na wodzie"  - czyli dawne kąpielisko -wiecie kuracjuszki wsadzano do koszy i powoli opuszczano do spiętrzonej w tym miejscu wody Prądnika. Podobno to leczyło - portfel z otyłości na pewno. Po tym gdy okazało się iż wody Prądnika nie mają jakiś wyjątkowych własności zdrowotnych i uzdrowisko zaczęło podupadać - obiekt przerobiono na kaplicę. Historia ta wyraźnie udowadnia nam iż "taki duży, taki mały może świętym być" ;) 


Zamek Ojców

A to już siedziba Ojcowskiego Parku Narodowego

I o dziwo - nie ma mandatu, nie ma nic, ani śladu że ktokolwiek kontrolował bilety parkingowe... Ale za to płacimy daninę krwi komarom, podczas posiłku.
Wsiadamy w Auto i jedziemy... No właśnie gdzie jedziemy! Do wyboru jest albo podjechać autem, albo zaparkować je na przydrożnym parkingu i z buta dojść do miejsca które chciałem odwiedzić od trzech dziesięcioleci! Mo stali czyteln8cy na pewno przypomną sobie historię rotundy z Cieszyna. No to tu jest podobnie - wiele razy byłem w pobliżu, a nigdy w miejscu do którego teraz zmierzamy - Aneczka to jednak niesamowita osoba, problem w tym że coraz mniej mi zostaje tych miejsc które chciał by zobaczyć przed śmiercią... co będzie gdy się skończą?  ;)





Niby nie daleko, ale podejście całkiem fajne, cieszy nogi i płuca.




















 
 
Zapewne zauważyliście że nie było żadnych opisów - faktycznie nie było, zafascynowało mnie to miejsce, jak zrestą większość pustelni i miejsc zasiedlanych onegdaj przez mistyków. Najzwyczajniej na świecie zabrakło mi konceptu w zderzeniu z duchowością którą tam czołem.

A potem jeszcze na moment pod Maczugę Herkulesa (rany ale pretensjonalna nazwa) i pod Pieskową Skałę - która ma legenda równie pretensjonalną jak nazwa na tego ostańca.




Alkierz - charakterystyczny dla późnego renesansu i wczesnego baroku element architektury obronnej. W teorii miał likwidować martwe strefy, w praktyce był tylko elementem ozdobnym i reprezentacyjnym.

Zamek już zamknięty, jakoś nam  nie szkoda - idziemy poskakać po kamieniach i powoli kierujemy się do samochodu.

Po drodze taka kolumna pod krzyżem

i sam krzyż






I to już koniec tej przygody...
Tak wiem, marudziłem, częściowo dlatego byście nie myśleli że jestem jak pensjonarka żyjąca w świecie ciągłego zachwytu, a częściowo dlatego że... Czasami lubię pomarudzić ;)

No nic, wkrótce kolejna akcja. Tym razem jedziemy na kresy... dzisiejsze kresy... ;)