poniedziałek, 11 grudnia 2017

Zawody z sobą samym

Nie jestem miłośnikiem sportu, nie cieszy mnie rywalizacja, fanfary, medale, puchary. Bo niby czemu miała by cieszyć? Czemu moje zwycięstwo musi koniecznie oznaczać czyjąś klęskę? Pamiętacie łzy Messiego na ostatnim mundialu? 
Jest taka opowieść o starym mistrzu który na widok szalejącego w tryumfie swojego ucznia odzywa się doń:
- Zatem pobiłeś wszystkich?
- Jasne! Wygrałem każdą walkę!
- Zatem, skoro wygrałeś to byłeś od nich silniejszy?
- Masz rację Mistrzu - dzięki Tobie!
- Zatem, skoro byłeś najsilniejszy, to oni byli słabsi od Ciebie!
- Tak, Mistrzu! 
- Zatem z czego się cieszysz, z tego że pobiłeś słabszych? 
...

Na takich opowiastkach uczono mnie przez wiele lat. Mogę się cieszyć że rozbiłem ileś tam dachówek, ale nie z tego że rozbiłem komuś twarz.  

Jak pamiętacie niedawno zmieniłem nick (Makro - kojarzyło się z siecią sklepów, a jako że od dawna już nie zajmuję się makrofotografią po prostu straciło sens, wiem że wiecie - ale czasem warto przypomnieć) - razem z nickiem zmieniłem blogi i profile. W tym także te na serwisach rejestrujących trasy GPS.   


W pewnym momencie zorientowałem się iż moja pozycja w rankingu Traseo stale rośnie, zdziwiło mnie to, bo przecież nie robiłem więcej niż jedną dwie trasy tygodniowo. Zerknąłem na ów ranking i okazało się że na 90 tysięcy zarejestrowanych gdzieś tak koło tysiąca jest aktywnych, znaczy takich którzy kiedyś jakąś trasę opublikowali, z tego takich naprawdę aktywnych jest około setki. 

 

Naszła mnie myśl że fajnie było by do nich dołączyć. I to jeszcze do końca tego roku.
Zwłaszcza iż Traseo w przeciwieństwie do kilku innych tego typu serwisów nie nagradza "kilometrówki" (byłbym bez szans wobec kierowców TIRów, kolarzy szosowych, czy turystów samochodowych), ale na ogólną liczbę punktów - składają się; sposób rejestracji trasy, zdjęcia i opisy. 
Czyli faktycznie jest fair - wyczynowcy mają inne miejsca, tu jest coś dla krajoznawców. Dla pewności przeglądnąłem stochastycznie kilkanaście różnych profili, osób z pierwszej setki - w rzeczy samej; zdjęcia, opisy, często naprawdę na poziomie dobrego krajoznawczego bloga.
Do tego Traseo daje możliwość komentowania zadawania pytań itp. 

 

I wtedy pomyślałem sobie że stanę do zawodów. Nie z nimi, tylko ze sobą - zadanie brzmiało - zrobić w ciągu czterech miesięcy (bo tyle zostało do końca roku) tyle tras, żeby znaleźć się w pierwszej setce. 
I od razu obłożyłem się handicapem: ani jedna trasa nie może się w stu procentach pokrywać, do każdej musi być ilustrujący zestaw zdjęć, które także nie mogą się powtarzać, nic nie może być rysowane przy monitorze (nie licząc korekty nagranej trasy, GPS czasami wariuje), żadnych zdjęć które nie powstały bezpośrednio w trakcie pokonywania odcinka. 
W przeciwnym razie - bez trudu pobrał bym w formacie GPX zapisy moich poprzednich tras, okrasił je setkami zdjęć z cyfrowego archiwum, jakie zrobiło się samo przez lata wędrówek i spokojnie wyawansował do  pierwszej setki - tylko czy to było by dla mnie satysfakcjonujące? Równie dobrze mógł bym nagrywać codzienne trasy samochodowe z młodymi do szkoły, z Żoną do pracy, potem po młodych, po Żonę, na zakupy... codziennie z psem wkoło osiedla... Tylko jaki by to miało sens? 

Przyznam że nie było łatwo. Wprawdzie mam sporo różnych tras alternatywnych dojazdu rowerem do pracy (lub dojścia piechotą), ale z racji na kurczące się okresy jasności, wkrótce poranne trasy stały się zdjęciowo niewydolne, a te popołudniowe były wyścigiem ze Słońcem. rzecz jasne stale w tle była rodzina i jej potrzeby - więc musiałem zrezygnować z wielu potencjalnie ciekawych marszrut. Pomysłów miałem i nadal mam multum, same tematyczne spacery po Tarnowie to kilkanaście ciekawych, niebanalnych tras - szlak harcerski, węgierski, eklektyczny, kapliczkowy; ot tak wymienione na poczekaniu.   Problemem był jednak i jest nadal... czas.

Ale...

ZROBIŁEM TO!!! 


Jestem w pierwszej setce! I mam nielichą satysfakcje - nie dlatego że wygrałem z kimś, bo oni wszak nie ściągali się ze mną, nie mieli nawet świadomości że jakikolwiek wyścig trawa, musiałem pokonać czas, pogodę i okoliczności by zdążyć przed końcem roku, a przede wszystkim udowodnić samemu sobie iż jestem w stanie wymyślić i pokonać kolejny odcinek, zrobić kolejną "pętelkę", znaleźć następny obiekt do sfotografowania. 

Zapraszam Was do weryfikacji moich słów. Wejdźcie na Traseo  - wpiszcie beskidnick w wyszukiwarkę - znajdziecie wszystkie moje publiczne trasy i oceńcie sami. Jeśli ktoś znajdzie trasę która jego zdaniem będzie nieadekwatna, naciągana, lub nie warta zamieszczenia - to proszę o komentarz tam, lub na tym blogu - usunę lub wytłumaczę czemu koniecznie zasługuje na zamieszczenie.  

sobota, 2 grudnia 2017

Zajazd na Mikołajwice

Prawdę powiedziawszy, wcale a wcale tego wypadu nie planowałem. Była ochota, jeszcze z niepadającej jesieni skorzystać, ale planów jako takich konkretnych nie było. Za duży kierat. Nie wyrabiam z czasem - niby mam go sporo - ale strasznie poszatkowany. To zrób, tamto dostarcz, tych odwieź, owo ugotuj, siamto posprzątaj, a potem znów zwóź rodzinę w domowe pielesze. Między jednym a drugim koniecznym zajęciem czasu w sam raz tyle by wypić kawę, poczytać posty, otworzyć książkę - ale na rajd już czasu za mało.

Tego dnia akurat Miłosz miał być odebrany ciut wcześniej, a mi "zbywała" godzina, czyli miałem dwie godziny czasu, przed rozpoczęciem pracy. I wykorzystałem je.

  
Zobacz trasę w Traseo

Przebieg trasy rysowany z pamięci, bo  GPS odmówił współpracy. Sama trasa zaś, wyszła całkiem spontanicznie. Ot, podjechałem w jedno miejsce i okazało się że mam duuuużo czasu, potem w kolejne i tam miałem duuużo czasu, a potem w dwa następne i tam też miałem czasu duużo oraz dużo czasu, a jak się okazało że już mam mało czasu, to i tak nie miałem wyboru...

Więc o ile pierwszy etap, to lajcikowy rowerowy spacer, o tyle na końcówce był to wyścig z czasem okupiony na drugi dzień bólem kolan i niemożliwością wejścia na schody, choć krajoznawczo było warto.

TARNÓW 
 

 Dwustuletnia klasycystyczna kapliczka przy ulicy Krakowskiej. setki raz obok przejeżdżałem ale piszę dopiero teraz. Powstała z fundacji rodziny Wronów. Wewnątrz jest jeszcze starsza rzeżba Chrystusa - ale akurat była tam osoba która się modliła - nie uznałem za stosowne by jej przeszkadzać. Jak dożyję, będzie jeszcze sporo okazji by tam wejść i zdjęcia zrobić - zresztą, mam je gdzieś, ale mam też wściekły bałagan w archiwum i nie mogę znaleźć.    

Ogólnie traso wzdłuż Krakowskiej jest lekka - gdyby jeszcze nie tak potężny ruch samochodowy...
Ścieżka rowerowa (bardziej ścieżka niż rowerowa) daje namiastkę komfortu. W pewnym momencie jednak zostaje gwałtownie zakończona remontem, o którym NIKT nie uznał za stosowne powiadomić użytkowników ścieżki wcześniej. Za czasów prezydentury skazanego za korupcje w drogownictwie Ryszarda Ścigały, Tarnów od jakieś nikomu nieznanej organizacji otrzymał dyplom "Miasto Przyjazne Rowerzystom" wywołało to wtedy fale śmiechu i szydery - ale zarząd mógł się w mendiach wykazać - ta pogarda dla cyklistów trwa w Tarnowie nadal. Przekraczam Krakowska wykorzystując chwilową dziurę w sznurach aut - oczywiście nielegalnie (nie w miejscu wyznaczonym) licząc na interwencje policji (wcześniej udokumentowałem na zdjęciach stan oznaczenia), odmowe przyjęcia mandatu i koniec akcji w sądzie - gdzie mógł bym zaprosić prasę i zrobić legalną awanturę policji (bo to ich rzecz zadbać o prawidłowe oznaczenie) i władzom miasta (domagał bym się zawezwania przedstawiciela) a wszystko to kosztem stu złotych grzywny (którą musiał bym rzecz jasna zapłacić) więc sądzę że opłacalne.  
Niestety albo policjantów nie było - albo poznali po robieniu zdjęć że szykuję im podpuchę. 

No nic - co odwlecze nie uciecze!  

ZBYLITOWSKA GÓRA
 
Na umownej granicy Tarnowa i Zbylitowskiej Góry (administracyjnie inaczej to wygląda, ale w terenie można dostrzec różnicę) spotykamy Cmentarz Pierwszowojenny (właśnie skasowałem słowo "żołnierski" - bo sami twórcy tych cmentarzy wystrzegali się słowa soldatenfriedhof, zamiast niego konsekwentnie stosując kriegerfriedhof - różnica zdecydowana, cmentarz żółnierski, w języku polskim brzmi dostojnie, ale w niemieckim już nie koniecznie - co innego cmentarz wojowników, który znów w języku polskim brzmi pretensjonalnie ale w niemieckim dumnie) nr 199
Zatem mamy cmentarz z okresu okupacji Tarnowa przez żołnierzy Carskich (celowo nie pisze Rosjan, bo na tym skrawku ziemi, spotkać można i nazwiska polskie!), w tym czasie linia frontu zatrzymała się na Dunajcu - tam byli Austro Węgrzy tu Moskale  - łączyły ich trajektorie lecących pocisków...


Krzyż przed cmentarzem, nie należy do jego obrębu, tam dominują krzyże prawosławne - też zgoła stawiane za mundur, bo można spokojnie przyjąć iż wielu pochowanych tam było Katolikami - z drugiej strony... co za różnica dla poległego?
Bóg nie będzie patrzył na kształt krzyża. 

 
 Ostatnia tegoroczna ważka.

 Wzniesienie Zbylitowskiej Góry - bynajmniej nie kulminacja, ale stąd najlepiej widać... by było gdyby nie zamglenia, kotlinę Wojnicza. 

 Dunajec

SIERAKOWICE
 Maleńki cmentarzyk nr 216.

 I tak wszystko co o nim wiem pochodzi z tej tablicy, wiec nie ma sensu przepisywać.
Nie wiem jak polegli - czy w czasie zastoju frontu, czy podczas majowego szturmu. 
 
 Pokazywany już przeze mnie krzyż z łusek manlicherowskich. 
Mój kolega Maciej Stecz wykonuje prace artystyczne posługując się właśnie wykopanymi łuskami, odłamkami, elementami wyposażenia wojennego - wstrząsające dzieła. 
Zapytam może dostane pozwolenie na zamieszczenie kilku fotografii. 

TOPOLINA  
 Późno barokowa figura madonny z dzieciątkiem fundacji Adama Brettnera z 1852 roku. 

ZAKRZÓW

Ciekawy założony na planie koła cmentarz nr 284. 
Na krzyżu centralnym napis 
IM TOD
IST FRIEDE
co się przekłada
w śmierci
jest pokój

Akurat zaprzeczyć temu nie sposób...
 
 Miejsce niezwykłe samo w sobie, dostało szczególny anturaż w postaci przezroczystych ekranów akustycznych oddzielających je od bardzo ruchliwej trasy Tarnów - Kraków.
Dają jakąś namiastkę wyłączenia ze świata - widzimy ruch, ale słyszymy tylko delikatny pomruk, nie możemy dotknąć, poczuć - jedynie cienie z oddalenia - czy tak wygląda śmierć? 

 Kamienny krzyż przydrożny, niegdyś na rozstaju dróg, obecnie na uboczu.
Samotny strażnik poległych.
 
 Choć stojący tam ćwierć wieku ponad nim przyszli tu ci którzy pozostać mieli już na zawsze. 

Tu jeszcze miałem dużo czasu

MIKOŁAJOWICE

 lecz tu  przy kościele w Mikołajowicach już "na styk".
Ale tak ciekawego kościółka nie mogłem sobie darować.
W zasadzie nie samego kościoła - bo nowy, to co w nim może być ciekawego? 
Tylko otoczenia - bardzo niebanalnie rozwiązanego.



I w tym momencie zorientowałem się iż ja już WCALE NIE MAM CZASU!!! 
że będę jechał nieznanymi mi drogami, że nie znam skrótów i że muszę zdążyć. Nie ma już mowy o zdjęciach, nie ma mowy o zatrzymywaniu się, nie ma mowy o niczym poza ciśnięciem pedałów ... 
przepustkę odbijam minutę przed gwizdem syreny  

środa, 29 listopada 2017

Epitafia

Epitafia - wiele by pisać. Powstały pewnie całe naukowe dzieła poświęcone epitafiom, i niejeden zrobił na tym doktorat.
(A na nagrobku epitafiologa takie epitafium:
Całe życie w epitafia wpatrzony
Zaniedbywał, domu, dziatek, żony 
Na koniec kostucha o łeb go skróciła 
A nas do wywieszenia tej tablicy zmusiła...
;-D)
no dobrze bez jaj, bo temat do zadumy skłaniający.

Na tarnowskim Starym Cmentarzu epitafiów nie brakuje (znalazłem nawet jedną perełkę - ale z tego będzie osobny post, bo jeszcze kilka rzeczy muszę się dowiedzieć, a wujo Gugiel jest w tym konkretnym przypadku bardzo mało pomocny) - są różne, od najtańszych, "maszynowo" powielanych wierszydeł, na poziomie średnio rozgarniętego grafomana (czyli moim), poprzez utwory dużo bardziej autentyczne, aż po treny może nie na poziomie Kochanowskiego, ale na pewno niosące ogromny ładunek uczuć przy wsparciu sporej dozy talentu.

Niektóre zdjęcia zostawiam  bez opisu, bo epitafia są doskonale czytelne, inne przepisuje, mi było łatwiej odnotować z natury niż Wam wyznawać się ze zdjęć.



 

 Na progu życia los nieubłagany
zabrał nam Ciebie Michasiu kochany
A serca nasze co dla Ciebie biły
przykuł na zawsze do twojej mogiły.

Dwa epitafia praktycznie jednobrzmiące, podejrzewam iż "ryte" przez ówczesnych kamieniarzy z szablonu, tak jak dziś z szablonu robi się kiczowate obrazki na chińskim granicie.
    


Wszystko co najdroższego
W tym grobie się mieści
Śmierć Cię Matuś droga zabrała
Nie wzięła jednak boleści

Także stosunkowo często spotykana rymowanka - na tyle prosta, że sam bym takich naklepał pęczek, a potem spieniężał rodzinie zmarłego... 

 

 Tu też nagrobek dziecka - w ogóle zauważyłem iż epitafiów, w formie wierszowanej (lubo zgoła pięknego wiersza, bo i takie znajdziecie) na dziecięcych mogiłach, tudzież miejscach pochówku ludzi młodych, jest zdecydowanie więcej niż u osób starszych - tam zazwyczaj znajdziemy odwołanie do Boga, jakąś krótką wzmiankę i dorobku i w zasadzie tyle, choć oczywiście są też i wyjątki. 

 

Z Wyroku Pana z światem się rozstali
Wyroku tego i my nie ujdziemy
Lecz dozwól Panie bym Cię ubłagali
By kiedyś gdy się znów razem zejdziemy
Zechciałeś przyjąć nas do swojej chwały
I by twe względy nas nie rozłączały



 

Robi się coraz ładniej.
Na koniec trzy epitafia z grobu nieszczęsnej rodziny Sekundów. 
Zamożna, rodzina, kilku pracowników sądowych wysokiej rangi, a dzieci umierały młodo.



Śpij spokojnie w welony i mirty spowita
Niby anioł co dobrą straż dzierży nad nami
A kiedy promień słońca nad Tobą zaświta
Jasnością czystej duszy zabłyśnij jak skrami
Niechaj Ci wiatry szumne smutną wieść przywiodą
Że cały dom bez Ciebie dziką pustką wieje
Z zimnej cichej mogiły świeć swą duszą młodą
Jak słońce co wokół radość, szczęście sieje




 Śpisz cicho nasza szczebiotko złocista
Marzysz tu pośród swej maleńkiej groty
do snu ci szumi ta trawa falista
Bezdenny ból nasz i nieme tęsknoty
Spij słodko cudna nasza pieszczoto
Niech do Cię słońca promienie przypłyną
niechaj zanucą piosenkę rzewną złotą
Luli słodziutko złocista dziecino



Umarły Twoje pieśni
Już z martwych nie powstaną.
Wszystko co człowiek sercem tworzy,
Co widzi w kształtach, śniąć, że nie sni
jest tylko łodzią z mgły na zorzy
Na bystrej fali pianą
Smutek rozgryza serca nasze
J próżne łamią nas żale!




I tyle listopadowej zadumy, warto zwolnić, pospacerować po cmentarzach, pomyśleć o śmierci, o tych co odeszli, o tych co odejdą, o nas samych - o tym że świat będzie istniał bez nas, równie dobrze, barwnie i dźwięcznie jak istnieje z nami (w przypadku niektórych s...synów - lepiej, barwniej i dźwięczniej) i zamiast wpadać z tergo powodu w przygnębienie, wdziać kubrak, kalosze i ruszyć w ten świat by się nim nacieszyć, i by on nacieszył się nami, nim przyjdzie mu być gdy nas już nie będzie.


Następne wpisy już znowu w rajdowych klimatach.






środa, 22 listopada 2017

Kim byli?

Śmierć. Egalizatorka większa niż mityczny Prokrust i popaprany Robespierre razem wzięci. Że co? Że nie ma takiego słowa? - oto już jest! Egalizatorka - osoba zajmująca się wyrównywaniem ludzi, w odróżnieniu od egalitarystki - czyli osoby uznającej taką ideologię za swoją.

Zatem, Śmierć wszystkich nas wyrównuje. Nie ma uproś, nie ma "kup se". Wszak jednak jest pamięć, o tych którzy odeszli, ale także pamięć i poważanie względem tych którzy pozostali. A cóż więcej splendoru przydaje niż znakomici przodkowie? Jest jeszcze duma z wykonywanego zawodu, z osiągniętej pozycji społecznej, których upamiętnienie jest przykazywane spadkobiercom. Dla tegoż nawet jeśli Śmierć nie patrzy na urzędy, nawet jeśli przed Bogiem staniemy nadzy i obdarci z zaszczytów, to tu na ziemi, na cmentarzach odnajdujemy mnóstwo zapisów o zawodach, stanowiskach, urzędach. Dla tych co odchodzą jakaś namiastka istnienia - dla nas kopalnia wiedzy.

Zapraszam na krótki spacer po Cmentarzu Starym w Tarnowie, poczytajmy kim byli, nim stali się wiecznością.

Oczywiście zdecydowana większość osób pochowanych, nie chwali się swym zawodem, pracą czy stanowiskiem, słusznie czy nie, uważając je za niewarte wspomnienia. W/g moich spostrzeżeń na cmentarzach dominują pośród wspominanych zawodów trzy: żołnierz, nauczyciel i prawnik! Bez wątpienia cieszące się wybitnym społecznym uznaniem. Ale pojawiają się też inne, stosunkowo wielu jest inżynierów (w XIXw miało to sens - bo byli to ludzie na miarę Cyrus'a Smith'a  - obecnie - gdy tytuł inżynierski znaczy mniej niż dawniej technik z dyplomem, a społeczna wartość inżyniera zbliżona jest do wartości Adasia Miauczyńskiego, już raczej nikt skrótu inż. na grobowcu nie umieszcza), spotkać można kupców, rzemieślników, finansistów. Zresztą zobaczcie sami, jak ktoś zna inne - chętnie przeczytam w komentarzu lub na czyimś blogu.   
 

Wybór miejsc jest oczywiście całkiem przypadkowy - po prostu spacerowałem.


 Zapomniałem o duchownych - ale oni mają zawsze Ks. przed nazwiskiem więc przestałem to traktować jako zawód, pewnie mylnie, bo dla wielu sutanna to zwykła odzież robocza i trudno mówić w ich przypadku o powołaniu. Z drugiej strony mnóstwo księży (pastorów) to osoby z ogromnym, oddaniem pełniące swoją posługę i na pewno to co napisałem zdanie wyżej, było by dla nich ogromnie krzywdzące. Jest też wielu kapłanów - którzy realizują się nie tylko na poletku kościelnym, ale pełnią funkcje polityczne czy... finansowe!    
Jak Ks. Prałat Józef Martusiewicz


 Tadeusz Poraj Rożański
prokurator


Wincenty Kirschner
komisarz policji


Franz Ritter von Czaderski  
Kapitan 57 regimentu piechoty 
(ten "Ritter" - to na moje oko odnośnik do szlacheckiego pochodzenia pana hauptmanna, które widać nie dość było respektowane w szeregach armii cesarsko - królewskiej) 


 Aleksander Ślepowron Gutowski
żołnierz i właściciel ziemski.


 Kamil Baum
(nie umiem rozeznać znaczenia tego znaku "w przybliżeniu", między imieniem a nazwiskiem.
chodziło o żydowskie pochodzenie tu pochowanego?)  
z zawodu kupiec. 

Właśnie - "z zawodu kupiec"  - czy w przypadku kupców możemy mówić o zawodzie? Dziś gdy kupców już nie ma, a na ich miejsce pojawili się mniej lub bardziej marni handlowcy, gdy etos i styl życia został zastąpiony korporacjonizmem i wyścigiem szczurów na pewno tak. Ale  w odniesieniu do tych co odeszli sto lat temu? 
Chyba jednak nie, kupiec to nie zawód - to funkcja społeczna, tak jak  "obywatel".


Srebro Marcin
Mistrz krawiecki - rzemieślnik, może pracownik firmy krawieckiej, może mistrz w Zakładach Krawieckich? Ze skromności płyty nagrobnej można wnieść że "cienko krajał".

 Jan Józef Czapliński
RYGORYZANT medycyny! 
Konia z rzędem temu kto zna to słowo bez wypytywania wuja Googla! 
Ja nie znałem. Was zmuszał do wysiłku nie będę.
Otóż za czasów zaborczych nie istniało pojęcie doktorant - ale istniał wymóg by zawody medyczne, prawnicze i techniczne wykonywane były przez osoby wyżej kształcone niż zwykli magistrzy. 
Otóż owi rygoryzanci (rygorozanci) - byli to ludzie którzy w trakcie dodatkowych studiów przygotowywali się do trzech bardzo trudnych egzaminów uczelnianych (co dawało im prawo wykonywania zawodu i tytuł doktora)
 
 Grób Wójcików.
Nie będę opisywał.
belferiada na 50%
Zobaczcie serię fotografii poniżej. 









  Inż Władysław Pokas
Zginał na posterunku pracy, podczas budowy huty w Częstochowie.
Zasłużony Budowniczy Polski
Złoty Krzyż Zasługi
Order Sztandaru Pracy I Klasy.
Na końcu skromny napis
"bądź wole Twoja" 
(Twoja czyli czyja - I Sekretarza, samego Stalina - który wtedy jeszcze żył, zmarłego wola? - a może chodzi o wolę Boga?) - Tak wiem złośliwy jestem... może po prostu nie imponują mi życiorysy i osiągnięcia "budowniczych PRLu"? 
  

 Pomnik lotnika
nawet nie odpisałem nazwiska - zginął gdzieś pod Wierzchosławicami w katastrofie lotniczej.
Czy to ma być stylizowany krzyż? 

 Antoni Buhn
 CK kontroler pocztowy.

 Janina Sather z Zająców
Harcmistrzyni, w Tarnowskim ZHP postać bardzo znana, wręcz legendarna. Mój syn Mikołaj regularnie bierze udział w zaciąganych przy jej grobie wartach. (z czego oczywiście ojcowskie serce - ogromna dumę czerpie). 

 
Michał Iwaniec
mistrz cukierniczy.

 Grób Fistków
Przemysłowcy czasów PRL - pewnie przy swoich zdolnościach i pracowitości w normalnym państwie osiągnęli by poziom właśnie przemysłowców - zwłaszcza że to cały ród. W socjalizmie - musieli poprzestać na pozycji rzemieślników - choć pracowało u nich wiele osób, mój dziadek dorabiał po godzinach, mój ojciec i ... ja w przerwach wakacyjnych (dlatego znam fach hutnika).


 Roman Kos
pracownik ubezpieczeń

Józef Rożałowski
C.K. nadzorca Poczt i Telegrafów.

Na dziś tyle, zatoczyłem pętlę po cmentarzu, na pewno nie wyczerpałem tematu, znalazłem pomysły na kilka następnych wpisów - czy będą w tym roku, czy w następnym (jak Bóg da dożyć), nie wiem, ale się postaram.