wtorek, 14 sierpnia 2018

Alfabet wędrowca

A - Atlas. Prawdziwy szanujący się wędrowiec jest wędrowcem świadomym! Czyli ma świadomość że idzie nie od tak sobie, albo na kilometraż, ale w celu poznania i udokumentowania świata. Zatem niezbędne mu są wszelkiego rodzaju wydawnictwa zawierające wiedzę, którą potem spożytkuje na szlaku. Oczywistym wyborem są atlasy. Do niezbędnych należą: atlas roślin naczyniowych, atlas mchów i porostów, atlas grzybów, atlas ptaków, atlas owadów, atlas zwierząt, atlas geograficzny, atlas gwiazd, atlas chmur a przydatny też może być atlas anatomiczny. Zważywszy to wszystko najniezbędniejszy wydaje się Atlas, który to udźwignie.

B - Buty. Szewc jak wiadomo bez butów chodzi, ale wędrowiec nie jest szewcem, albo nie jest nim w chwili gdy wędruje, zatem wędrowiec bury musi mieć!  Rzecz jasna nie byle jakie buty! Wędrowiec potrzebuje butów które będą nieprzemakalne, oddychające, lekkie, wytrzymałe, cieple w zimie i chłodne latem, dające dobrą przyczepność, nadające się do wspinaczki i w miarę "kozackie".  Z racji iż takie produkują tylko w tajnych chińskich fabrykach na Zabajkalu i kosztują majątek, przeciętny użytkownik ma ze sobą zawsze kilka par, plus klapki do chodzenia po schronisku i szpilki lub lakierki gdyby akurat w schronisku rozpętała się zabawa z racji urodzin lub imienin szefa przybytku.

C - Ciało. Wędrowiec ma ciało, no chyba że jest wędrującym bezcielesnym duchem,  to wtedy faktycznie ciała nie ma, ale nie ma też masy problemów z ciałem związanych. Wszakże my zajmujemy się wędrowcami cielesnymi, a z ciałem związane jest całe multum utrapień. Otóż o ciało trzeba dbać, tak przed wędrówką jak i w jej trakcie a także po zakończeniu. Wiążą się z tym poważne koszty a także strata czasu. Ciało musi bowiem być, kąpane, czesane, defekowane, odmaczane, natłuszczane, pilingowane, manicurowane itd. itp. Co poniektórzy wędrowcy rezygnują z tych zabiegów, bądź wykonują je wszystkie jednocześnie, niekiedy bez zdejmowania odzieży. Prócz zaoszczędzonego czasu i środków zyskuj też puste szlaki wkoło siebie i szybko pustoszejące schroniska.

D - Duch. Jak ciało to i duch. Wędrowiec musi ducha mieć!  W końcu gdyby nie obecność ducha wędrówki w wędrowca duszy, to najzwyczajniej w świecie nie był by on wędrowcem, tylko jak 99% normalnych ludzi, siedział przed telewizorem, kopcił grilla i od czasu do czasu wyjechał by samochodem gdzieś "do wód" albo innego uzdrowiska (gdzie oczywiście także siedział by przed telewizorem, lub przy grillu). Zdarza się że wędrowiec myli ducha z chuchem i wtedy zdarzają się barwne przygody pod patronatem Jasia nomen omen Wędrowniczka.

E - Ekwipunek. ilu wędrowców tyle Ogólnych Teorii Ekwipunku, uściślanych potem w Szczególne Teorie Ekwipunku, które jednak załamują się w momencie konfrontacji z Kwantowymi Teoriami Ekwipunku. Jak dotąd pomimo wielu dziesiątków lat nie udało się stworzyć Ekwipunkowej Teorii Wielkiej Unifikacji. Prawdopodobnie w grę wchodzą zjawiska kwantowego splątania sznurówek, zasada nieoznaczoności (brak znaczka znanej firmy na ekwipunku), oraz spiny (spięty budżet na przykład).

F - Furaż, zwany także wyżerką, szamaniem lub prostacko prowiantem. Tu podobnie jak w wypadku ekwipunku mamy do czynienia z pełnym spektrum poglądów. Od ascetów którzy piją tylko wodę ze znalezionych cieków i zagryzają to wszystko trawkami lubo kłosami, poprzez braminów którzy zabierają spory zestaw batonów, owoców i kanapek i napojów, aż do sybarytów którzy mają nie tylko przeogromne zapasy przekąsek, ciast domowej roboty, grilli ale także napoje ze znacznym procentem i bynajmniej nie chodzi w nich o procentową zawartość soków owocowych.

G - Góry. Każdy wędrowiec był w górach (albo przynajmniej tak głosi). Góry dla wędrowców są tym czym Mekka dla wyznawców Proroka, być trzeba bo to warunek sine qua non bycia wędrowcem. Niejaki z tym problem mają mieszkańcy okolic górzystych, co prawda na co dzień są w górach, ale wędrowiec nie może mieszkać w górach, on musi w górach być! Jakimś rozwiązaniem jest wyjazd w inne góry - i tak wędrowcy z okolic zakopanego ( po wcześniejszym puszczeniu w skarpetkach wędrowców z innych zakątków Polski i świata) jadą np. w góry Taurus, gdzie sami zostają puszczeni w skarpetkach... do tematu skarpet postaram się wrócić.

H - Halny wiatr. Ruch mas powietrza z z jednej strony gór na drugą - Występuje na całym świecie pod nazwą wiatru fenowego, jednak tylko u nas wędrowiec może obudzić się z ciupagą w klatce, bo akurat zawiał halny i gazda miał "złe sny"...

I - Inwencja. Czyli pomysłowość, kreatywność jak się w nowomowie to zwie, to cecha absolutnie wędrowcy niezbędna. Potrzebna przy wymyślaniu nowych szlaków, gdy się już wszystkie sensowne przeszło. Przydaje się przy robieniu zapasowego plecaka ze spodni, lub spodni z poncha przeciwdeszczowego.

J - Jagody. Podstawowe pożywienie wędrowcy w wersji hard ascetic. Jagody popijane są wodą pozyskiwaną z rowów melioracyjnych, filtrowaną przez skarpetę wypełnioną węglem drzewnym, czasami popijane kawą z prażonych bulw cykorii (nomen omen) podróżnika.

K - Kije trekkingowe. Coraz bardziej na popularności zyskujący gadżet wędrówkowy. Konia z rzędem temu kto potrafi w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości wprowadzić rozróżnienie między kijami trekkingowymi a tymi do nordic walking. Przy okazji kije służą też do rozpoznawania żółtodziobów na szlaku. Starzy wyjadacze posługują się nimi tak jak wcześniej posługiwali się zwykłym drewnianym kijem ("Tyczką pomocniczką" z przemądrej rosyjskiej bajki), nowicjusze nie mają o tym pojęcia.

L - Lasy. Wędrowcy kochają lasy (czy z wzajemnością? nie wiem), gotowi są nadłożyć wiele kilometrów, byle tylko zatopić się w leśnym chłodnym cieniu. Las dla wędrowców jest tym czym fordewind dla żeglarzy. Zdziwienie może budzić fakt, że wędrowiec który już wejdzie do lasu, jak najszybciej stara się znaleźć w nim polanę, wieżę widokowa, lub jakikolwiek inny punkt  z którego nie widział by samych drzew, ale... powiedzmy sobie szczerze, już samo bycie wędrowcem jest wystarczającym zdziwaczeniem, by uznać powyżej opisane zachowanie za wisienkę na torcie tego szaleństwa.

Ł - Łąki. Tereny kochane przez wędrowców, z racji: rozległych widoków, bogactwa roślin, których znajomością można się popisywać przed innymi, zazwyczaj gruntowych dróg i ścieżek które przez nie prowadzą, możliwości spotkania zwierząt żyjących na swobodzie. Jednocześnie wędrowcy często unikają łąk ze względu na: brak lasu, nadmiar roślin, brak sensownych dróg i ścieżek, możliwość nastąpienia dzikowi na ogon oraz zostania nosicielem kleszczy. 

M - Marsz. Główny sposób przemieszczania się wędrowców. Czasami zastępowany marszobiegiem, gdy (po spożyciu jagód zakropionych wodą z rowu melioracyjnego) pojawią się okoliczności zmuszające do tęsknoty za jakimkolwiek ustronnym miejscem, lub biegiem gdy na horyzoncie pojawią się psy prowadzące na smyczy gospodarza danego terenu z widłami.

N - Namiot. Stosowany podczas wędrówek wielodniowych, gdy z racji braku miejsc, lub chorobliwej oszczędności nie ma szans na nocleg w schronisku, bacówce czy agroturystyce. Namiotów są tysiące rodzajów i odmian, ale każdy wędrowiec wie jedno, ma być mały i zgrabny. Problem w tym że o ile małe i zgrabne dziewczyny (najbardziej niebezpieczna odmiana) są poza wszelką dyskusją, to już namiot powinien być dostosowany do potrzeb. W efekcie widzimy często "dwójkę wędkarską" (wędkarz i obok mieści się jeszcze śnięta flądra), wypełnioną po brzegi czwórką wędrowców z tobołami, przy czym co jakiś czas następuje rotacja i ci leżący na dole wpełzają na wierzch, zaczerpnąć oddechu i dać odpocząć śledzionie.

O - Odznaki. Wędrowiec kocha odznaki, wędrowiec zbiera odznaki, kupuje odznaki, zdobywa odznaki. Wędrowiec po prostu musi się odznaczać... tak jak by samo bycie wędrowcem nie było dostatecznie stygmatyzujące.

P - Podróż. Wędrowcy nie lubią podróży. Aczkolwiek brzmi to paradoksalnie, jednak jest prawdą. Ideałem wędrowca było by po prostu zajść na miejsce, a nie podróżować tam. Podróżowanie zawsze wiąże się z użyciem samochodu, pociągu (tu pośród wędrowców jest ogromna rzesza tych którzy jazdę pociągiem nie uznają za podróż ale za rodzaj wędrówki), samolotu i jest czymś w rodzaju samonadania na bagaż. Nagle z podmiotowego wędrowca, stajemy się przedmiotowym pasażerem...

R - Radość. Trudno opisać radość z wędrowania. Wędrowiec tryska radością, wędrowiec jest jedną wielką wędrującą afirmacją; ruchu, przestrzeni i życia. Smutny wędrowiec to pątnik (usynonimowany z pielgrzymem - co jest delikatnie mówiąc niemądre) za grzechy, więc ma prawo a nawet obowiązek bycia smutnym.

S - Szlaki. Szlaki są jak liczby dzielą się na  naturalne (jakie są każdy widzi), całkowite (czyli takie które można całkować, albo gdzieś się kończą i są całe... jeszcze nie ustaliłem), wymierne (wiemy że jak wyjdziemy to zajdziemy na przewidzianą godzinę... w zasadzie...), niewymierne (wychodzimy i nawet biesy co dają czadu nie mają pojęcia kiedy dojdziemy i gdzie). Prócz w/wymienionych występują jeszcze inne rodzaje szlaków, także mające swe matematyczne odpowiedniki choćby szlaki urojone... najczęściej spotykane na forach turystycznych i przy zakrapianych ogniskach.

T - Tatry.  Większość wędrowców bliska jest zdaniu iż Tatry Dobry Bóg wypiętrzył po to by z Beskidów był ładniejszy widok. Tatry do wędrowania nadają się słabo albo zgoła wcale. Owszem można pokonać (z naciskiem na pokonać) różne tatrzańskie szlaki, jednak dla wędrowca nie jest to wędrówka tylko udręka... choćby z racji braku lasów w wyższych partiach gór (czym jest las dla wędrowca - patrz wyżej)

U - Udręka. Ogólnie wszystko to co w wędrówce przeszkadza, a co jest nieodmienne i charakterystyczne dla wędrowania od ... zarania dziejów. W skrócie i po łebkach można by wymienić: głód, chłód, gorąc, pot, obtarcia, odmoczenia, zmęczenie, niedobrane towarzystwo, brak towarzystwa, zbyt liczne towarzystwo, mrok, urok i czkawka... (lista z gatunków newerending).

W - Wędrówka. Wędrówka jest sensem wędrowania, wszystko inne jak: krajoznawstwo, geologia na szlaku, botanika przydrożna, dendrologia myglana, historia sztuki, dziejopisarstwo itp. czym zajmują się wędrowcy podczas wędrówki jest jedynie próbą znalezienia sensu w zajęciu współcześnie bezsensownym, będącym atawizmem epoki łowców i zbieraczy.

Z -  Zadyszka. Nie spotkałem jeszcze wędrowca z zadyszką, co najwyżej osoby "głęboko oddychające, aby napełnić płuca zdrowym, czystym, górskim, leśnym, łąkowym, polnym* {*niepotrzebne skreślić} powietrzem.

SUPLEMENT
Ą -Ą! żęsz! q...! - tradycyjny radosny okrzyk wydawany  przez wędrowców na powitanie różnych nowych a nieprzewidzianych okoliczności na szlaku, typu: zamknięte schronisko, wycięte drzewa z namalowanymi znakami, lub noga trafiająca małym palcem w wystający ze ścieżki kamień.

Ę - Ętuzjazm. Wędrowcy tryskają ętuzjazmem, jeśli ma być deszcz cieszą się na czyste wypłukane z pyłów powietrze, jeśli upał, ich radość wzbudza brak konieczności zabierania grubej odzieży. Przy mrozach ętuzjazmują się wizją zmarzniętych błot, po których wreszcie da się przejść, a w czasie wichur szansą na przewietrzenie ekwipunku, którego nigdy nie ma czasu doczyścić. 

Ó - Ówcześnie, występuje też w wersji U! Wcześnie!!! - wszystko zależy czy rozmawia się z wędrowcem o historii Zapcimia Średniego, czy budzi go na wymarsz.

Q - Qmanie, wędrowiec nie żaba! Qma zawsze nie tylko w czasie godów.

Ś - Ściernisko. Podstawowa atrakcja wędrowców w stylu hard fakir.

Ź - Źródło. Wędrowcy zawsze sięgają do źródeł, szukają źródeł, obmywają w źródłach, piją źródlaną wodę, słowem - źródło to jest to z czego wędrowcy czerpią pełnymi garściami a nawet menażkami.

Ż -  Żyrokompas. Urządzenie w zasadzie kompletnie podczas wędrówki nieprzydatne, podobnie jak milion innych gadżetów oferowanych przez sklepy turystyczne, a często nabywanych przez osoby pragnące jednym machnięciem karty kredytowej dołączyć do elitarnego grona starych szlakowych wyjadaczy.

wtorek, 31 lipca 2018

Spisska Bela

Patrzysz i myślisz że śnisz... taki piękny jest Spisz
Pozwolicie że zacytuję sam siebie, niniejszym sam sobie nakładając laurowy wieniec i mianując się klasykiem... no cóż kiedyś to musiało nastąpić.

Spisz to moja kraina, stamtąd (wedle tego co udało mi się ustalić) pochodzi jakiś znaczny odsetek moich przodków i mam te krainę po prostu w genach.

Ale od początku. Obidowa to genialne miejsce na przedskok w Tatry! Nie dość że to już Gorce, że w pobliżu sporo szlaków i punktów do których warto trafić, to jeszcze jadąc w kierunku Zakopanego wjeżdża się na "Zakopiankę" dokładnie w punkcie w którym tworzą się największe korki, czyli w Klikuszowej... ale na światłach (pewnie te korki właśnie przez te światła, lecz to nie mój ból!)! Czyli całkiem bez stania w jakimkolwiek korku, za to z możliwością podziwiania zatoru drogowego ciągnącego się praktycznie aż po Poronin! Schadenfreude dobijało mi już do granic bezpieczeństwa.  

No więc śmigamy sobie puściutką dwupasmówką, podziwiając raz panoramę Tatr, lubo, lubo łypiąc oczętami w lewo na zamarłych w korku kierowców, którzy spod Tatr wracają i wszyscy na raz w masie kilku tysięcy wpadli na pomysł że przed południem w niedzielę korków jeszcze nie będzie... pomysł zasadniczo słuszny, jednak jeśli wpada nań kilka tysięcy ludzi jednocześnie to efekt... sięga aż po Poronin! Uffff... znów mi poziom schadenfreudyny podskoczył. 

Odbijamy z "Zakopianki" wcześniej i bocznymi dróżkami  wdrapujemy się do Gliczarowa Górnego (który jest najwyżej położoną miejscowością w Polsce), Miłosz na mszy, ale już wychodzą. Marzenka musi oporządzić rzeczy syna, co zrozumiale, po to wszak tu jesteśmy, cała reszta to tylko przy okazji. Jeszcze odrobina formalności i ruszamy na wycieczkę. 

Dziś padło na Spisską Belę - czyli Białą Spiską. Nie jest tak znamienita i bogata jak Kieżmark (w końcu to ona leży w powiecie kieżmarskim, a nie Kieżmark w powiecie spissko bielskim), nie ma takich widoków jak Żdziar, ale jest warta odwiedzenia. To w ogóle ciekawe miejsce. Od początku do współczesności była miastem niemieckim (bo przez niemieckich osadników wybudowanym i oni tu stanowili 99% ludności), ale przez większość czasu swego istnienia w rękach węgierskich albo... polskich! 

Ciekawa i bogata jest historia tych ziem, lecz nie tak tragiczna jak innych terenów Węgier czy Polski. Po II Wojnie, resztki Niemców wysiedlono, podobnie jak na terenach graniczących z naszymi Beskidami wysiedlano Łemków. To w ogóle zastanawiające z jaką lekkością ideologia marksistowska (obecnie oficjalna ideologia UE), głosząca "internacjonalizm" przeprowadza czystki etniczne...

Lecz wracajmy już do Wycieczki. Jedziemy rzecz jasna przez Jaworzynę, tuż za granicą  wszystkich zatrzymują słowaccy policjanci i badają na okoliczność dokud jadisz? Na "vidoki" - nie ma problemu, na Kiezmark, Belę czy w głąb Słowacji takoż, ale już Bahledova dolina i przyległości srodze zamknięte, bo drogi zniszczone przez ostatnie opady i powodzie. Przy jednym z "wahadełek" wynikłych z podmytej połowy jezdni czuwa słowacki policjant wyrabiając dziesięcioletnią normę mandatów. Otóż raz na jakiś czas osobiście steruje sygnalizacją i doskonale widzi kto wjechał już na czerwonym świetle... Pułapka samograj! My na szczęście jedziemy w drugim kierunku i doskonale widzimy co robi, więc nam nie zagraża.

Dalsza droga już bez przygód, szybko docieramy do Spiskiej Białej, znajdujemy parking i ... chcemy coś zjeść. Od samego  chcenia żołądek pełen nie będzie, zatem idziemy poszukać jakieś restauracji. Przy okazji zwiedzając miasteczko.

 Klasycyzm
Charakterystyczny na tych terenach już dla czasów zaboru Austriackiego. Przywędrował z Wiednia i Paryża, gdzie był faktycznie "doskonały i pierwszorzędny".  Na prowincji najczęściej był tylko zdobieniem, a bryły kamienic po prostu dostosowywano do ilości miejsca i położenia.
 
 współcześnizm
Zwany też stylem bezstylowym, co w sumie odpowiada prawdzie - utylitaryzm posunięty do absurdu.

 Nie wiem jak Wam, ale dla mnie te wzgórza,(morza, jeziora, lasy) widoczne z perspektywy centrum miasta zawsze stanowią wielki urok. 

 Kopia barokowej figury Niepokalanej Marii Panny, na oryginalnej piaskowcowej kolumnie.
Erygowana w 1729r przez księcia Lubomirskiego, starostę tych terenów. 

A właśnie o tym nie pisałem! Otóż w 1412 roku Zygmunt Luksemburski wziął u Władysława Jagiełły pożyczkę na wojnę z Wenecją, w zastaw oddając trzynaście miast królewskich - ziemie te pozostawały w polskim władaniu aż do 1769 roku, kiedy to utraciliśmy nad nimi kontrolę po rozbiorach...


 Renesansowa dzwonnica z 1598r.

 plac przed dzwonnicą.
 
 Muzeum Jozefa Maximiliana Petzvala (1807-1891). 
Wynalzacy, matematyka, fizyka, optyka, kombinatora w zakresie fotografii i profesora...
myślę że postać na miarę naszego Jana Szczepanika.  



 Średniowieczne domy.
Zwróćcie uwagę na te dachy, albo na dach domu Petzvala, są charakterystyczne dla tych terenów. 
z nich potem wyewoluował typowo galicyjski kształt dachu, jaki spotkać można jeszcze daleko na wschód od Lwowa a na północy sięga linii Wisły. 


 Bocianie gniazdo

 Kościół p.w św Antoniego Anachorety (znaczy pustelnika) 
z lat 1263/65
Stareńki, późnoromański, ale przebudowany w czasach baroku i z neogotyckim szczytem wieży.

 We wnęce na zewnątrz kościoła piękna gotycka Madonna.  prawdopodobnie pozostałość po zniszczonym gotyckim kościele św. Walentego.

 Obok kamienne tablice epitafijne (przynajmniej tak sądzę)

Pozostaje wejść do kościoła i rozpatrzeć się wewnątrz. Na szczęście jest otwarty wewnątrz trzy osoby łącznie ze mną, wszystkie trzy się modlą... dwie to turyści... 
zadanie z matematyki - ile osób modlących się było Słowakami?  

 Portal. 
Surowy romański.
 Wnętrze jednonawowe przedzielone kolumnami. 
Z lewej wydłużona kaplica sprawiająca wrażenie nawy bocznej. 

 Prezbiterium i neogotycki ołtarz z oryginalnymi gotyckimi figurami św. Antoniego i św Mikołaja.
 I zagadka - dla pierwszej osoby która trafnie odpowie wykombinuje jakiś prezencik - do czego służyło to zdobione okienko w murze prezbiterium po lewej stronie? 
 
 Ołtarze boczne neogotyckie.

 Kaplica boczna - powiedzmy sobie szczerze, wiara na Słowacji zdycha, ich sprawa, ale skoro już uznali obiekt jako Narodowy (ciekawostka - zbudowali go Niemcy, pod panowaniem Polaków został przebudowany, też przez Niemców, zaiste wybitnie narodowa budowla) Zabytek kultury - to takich rzeczy jak łuszczące się ściany nie powinni tolerować. 

 Plac który można uznać za coś w rodzaju rynku.
 


Wszystko pięknie, ale żadnej otwartej restauracji nie znajdujemy. Spacerujemy jeszcze przez chwilę. 
Wkrótce zaczyna padać i jakoś tracimy ochotę na dalsze poszukiwania w miejscu które najwidoczniej śpi już od dziesięcioleci. 
Wracamy.
 Pierogi zjadamy w Polsce, w Bukowinie.
Ale na Spisz jeszcze zaglądniemy jak Bóg da... 

piątek, 27 lipca 2018

Turbacz

Miłosz w Gliczarowie Górnym. Pasuje go odwiedzić, a jak odwiedzić to i coś dodatkowo zobaczyć, a jak zobaczyć to pewnie gdzieś w góry, bo zamki i inne miejsca które nas interesują już dawno tu widzieliśmy. Od dłuższego czasu rozmawialiśmy z Marzenką o Turbaczu. Logistycznie leży dokładnie tam gdzie powinien, dojazd od nas jest prosty, dojazd stamtąd do Miłosza także, powinno się udać wyminąć większość korków, do tego jeszcze tam razem nie byliśmy.
A!
A padło hasło żeby zbierać punkty do odznak GOT. Myślę że to inspiracja Mikołaja, który coraz zuchwalej w środowisko wędrowców wkracza, a materialne potwierdzenie własnych osiągnięć to jednak nie byle co, niczym pagony na mundurze.   Co śmieszniejsze ja nigdy nie zbierałem takich znaczków - więc dla mnie to także swoista przygoda. Nieskromnie licząc złotą mam w kieszeni, ale w tym roku i tak zdobyć możemy tylko popularną i brązową. Wystarczy retrospekcja - kilka zdjęć na potwierdzenie przejścia i obecności w punktowanych miejscach, potem weryfikacja i już dumnie wypinamy piersi po odznaki ;-).

Zatem Turbacz. Marzenka już szuka lokali, dzwoni, rezerwuje, a tu niczym grom z zasnutego cumulonimbusami nieba (znaczy spodziewany, ale miało się nadzieję że nie walnie...)  na fejsie dostajemy wiadomość z GPN że oto od strony Kamienicy pozrywało kładki, zmyło szlaki i generalnie Gorczański Park Narodowy prosi żeby nie wchodzić. Kicha. Mamy jednak rezerwację od drugiej strony, w Obidowej. Telefon z zapytaniem.  
- Tak proszę przyjeżdżać, jest mokro ale szlaki na Turbacz drożne, od Turbacza do Starych Wierchów stale schodzą turyści. 

No to fajnie... Specjalnie mnie to nie uspokaja, planem awaryjnym na sobotę był powrót na krakowski Kazimierz, ale Marzenka wyraźnie woli w góry, ja też, tylko te ulewy mnie martwią, a mam doświadczenie co potrafią i jakie niosą zagrożenie w górach. Jednak jedziemy w Gorce. 

Zaplanowałem kilka tras alternatywnych, ale pada na Autostradę i Zakopiankę - potężne obłożenie ruchem, ale teoretycznie najszybsza. Fakt, zasuwam aż miło, ale nerwy trzeba mieć jak postronki, zwłaszcza że Krakusi to taka dziwna forma życia podobno inteligentnego, które uważa że permanentna zmiana pasa ruchu usprawnia przejazd. W mojej osobie znaleźli jednak godnego przeciwnika, a z racji iż mam samochód pełnoletni, nie zależy mi na unikaniu stłuczek, więc buraczki w błyszczących SUVach szybko zaprzestali zajeżdżania mi drogi. 

Przed Rabką zator, znaczy zator już za Zatorem. Na szczęście nawigacja Google ma informacje na bieżąco i kieruje mnie w jakieś paryje. W sumie to dobrze, bo sam od siebie pewnie nigdy bym się tam nie zapuścił, a tereny ciekawe, warto by kiedyś wrócić tam na piechotę lub rowerem. W każdym razie wypadamy już za Rabką i do celu zostaje nam kilkanaście minut.  

Wkrótce gościmy w Obidowej, Marzenka ordynuje popas, ale jemy sprawnie i  wypadamy na szlak. 

 Wejście na szlaki.
Tu nieco błądzę i zaczynamy wędrówkę całkiem nie tym szlakiem którym chciałem - ale przynajmniej honorowym bo to szlak narciarsko rowerowy im Olimpijczyków - więc z olimpijskim spokojem brniemy w koleiny wypełnione błockiem do wysokości kolana... na szczęście tylko miejscami.

 
 Przy szlaku, wypożyczalnia rowerów. Rzucam okiem na sprzęt - nie najgorszy, a miejsce urokliwie wkomponowane. Więc jak by ktoś chciał pośmigać po Gorcach na rowerze, to spokojnie może załatwiać sobie kwaterunek w Obidowej, a sprzęt będzie miał kilkaset metrów od noclegu. 


 A taki sam napis mamy w przedsionku, tyle że przywieziony z Gliczarowa. 

 Droga co i raz pląta się ze strumieniem.
by w pewnym momencie dotrzeć do punktu gdzie mostek został zerwany

 i
 Trzeba sobie radzić w taki sposób...

 We mnie to budzi jednoznaczne skojarzenia...wołam Marzenkę by jej pokazać.
Mikołaj zapytuje "ile macie lat?"... 
Młody człowieku, dopiero z wiekiem człowiek zaczyna doceniać prawdziwą wartość tego czy owego...
zwalonych drzew na ten przykład... 
;P

 Jedna z licznych bacówek w okolicy - część należy do leśników, ale część to własność prywatna osób zajmujących się agroturystyka - można je wynająć np. na imprezy.

 Jedna z tablic przy trasie narciarskiej "śladami olimpijczyków".
Pokazuję akurat tę, bo miejsce nosi nazwę Kałużna - co jest szczególnie adekwatne ;-)
 Na szczycie Rozdziele. Samotna skała, z napisem
który brzmi
 „Przez góry, lasy i debry uciekając od świata hałasów, umiłowali ciszę tych lasów. Strycharski”, prawdopodobnie wykuty przez Ignacego Jaróga z Nowego Targu 
Na szczęście eurokomuna ACTA2 nie uchwaliła i mogę linkować bezkarnie.
  Pod napisem znicze - widać ktoś nie mogąc odczytać napisu - fakt że mało czytelny - uznał iż oto mamy do czynienia z jakimś miejscem pamięci, albo o znaczeniu religijnym. 
Chwała za to - lepiej zaświecić znicz, przy zwykłej pamiątce, niż pominąć miejsce w którym trzeba się zatrzymać. 

 Calocera Viscosa 
(jakie szczęście że nie moherosa ;-D
czyli po naszemu Pięknoróg Największy. Rozpoznany w aplikacji Mushroom identyficator 

 Wreszcie pojawiają się widoki - do tej pory droga biegła przez las, było pięknie ale nie panoramicznie ;-)

 Blisko szczytu...

 I szczyt właściwy. 
Na górze kilka osób, w tym bardzo sympatyczna pani - idą od kamienicy, pomimo zamknięcia szlaku - mówią że jest bardzo ciężko, ale dali rade, teraz zastanawiają się jak zejść - Wyciągam mapę i wspólnie ustalamy najoptymalniejszą dla nich trasę.

 Jezu Ufam Tobie.

 I maleńka kapliczka na drzewie.

 A tuz pod szczytem - tajemnicza sztolnia! 
Znaczy na 99,99% czerpnia wody na potrzeby schroniska. 
Co nie znaczy że chętnie bym się tam nie zapuścił...
Mikołaj ma wątpliwości czy wsadzanie tam aparatu nie jest ryzykowne - no owszem jest, ale hammer powinien wytrzymać upadek a ja dzięki temu miał bym uzasadnienie żeby wejść w tę czeluść.
Niestety aparat nie chce upadać, i nici ze studnioznawstwa, a Marzenka już nawołuje... 


 Schronisko pod Turbaczem.
 Małe muzeum górskie - zwiedził bym chętniej więcej z tej ekspozycji, ale schronisko objęte jest prawem gleby i jakieś dwie dziewczyny rozkładają już tam swoje bety, nie chcę im zakłócać... 



 Kurna... ale mi dobrze! 

 Kawa - niezła ale za dużo, wylać szkoda, a za chwile już traci smak! 
Szarlotka - porcja śmiesznie mała, w smaku niezła... ale ta mikroskopijność...
Wbijamy pięczątuchy, kupuję sobie wpinkę pamiątkową, już kolejną (chyba czas je wypiąć z plecaka i wpiąć w wampum na ścianie). 
 A potem ruszamy na szlak...

 Schronisko z innej perspektywy



 Polana papieska i ołtarz.
Tu pierwszy raz, na dziesięć lat przed Vaticanum II Karol Wojtyła odprawił mszę przodem do wiernych. 
Osobiście jednak jestem zwolennikiem Rytu Trydenckiego, więc dla mnie to miejsce ma wartość ze względu na swoje piękno i uduchowienie a nie ową historyczną mszę. 

 Zabawiliśmy na szczycie Turbacza i w schronisku zbyt długo - nie ma szans nie zejdziemy do Obidowej przed zachodem słońca... 

 Straszę Marzenke, że jeśli słońce zajdzie, to będziemy musieli wzywać GOPR i nawet pokazuję jej stosowna apke w hammerze, bo albo zabłądzimy i spadniemy w przepaść, albo nas wilcy zjedzą (ba nawet były stosowne ślady w błocie odciśnięte... choć może należały do wielgaśnego goldena którego widzieliśmy w okolicach schroniska? ;-) ).

Obidowiec
 Po drodze jeszcze miejsce w którym roztrzaskała sie sanitarka 
 Jak się ktoś dobrze wpatrzy - to po prawej stronie u dołu obok księżyca dostrzeże Marsa.
Jest ciemno - słońce zaszło, do tego idziemy lasem, więc jest jeszcze ciemniej a na dodatek głównie parowami w jakie zamieniają się drogi systematycznie wymywane przez deszcze - zatem jest potrójnie ciemno. 
Jak najdłużej staramy się nie dobywać latarek, bo mam świadomość że w ich świetle nasze oczy szybko przestaną widzieć cokolwiek poza jasnymi wyznaczonymi przez nie kręgami. 
Ale w nieskończoność się nie da. 
Lampke bierze Mikołaj i ja - Marzenka w środek, staramy się trzymać zwartą grupą - co pewien czas dajemy sobie z Mikołajem zmiany na szpicy, bo prowadzący bardziej się męczy od  idących za nim.

Wkrótce jednak dostrzegamy światła z dolin - nic nie pomagają, ale dodają animuszu. 
Po drodze jeszcze przygoda z bacówką, którą mylnie bierzemy za schronisko na Starych Wierchach.   
Ale po kilkuset krokach


 Jeszcze koczują wewnątrz ci z prawem gleby i ludzie z pola namiotowego - ale reszta pozamykana - wbijamy do środka by wbić stępelki, pozdrawiamy obecnych i ... znikamy w ciemnościach. 

Wkrótce jednak las się kończy, zaczyna wiejska droga, już słychać psy, już widać światła uliczne... gdzieś szumna i gwarna impreza grillowa... pół kilometra i jesteśmy na kwaterze. Cichaczem by nikogo nie zbudzić, ładujemy się pod prysznic, zalewamy jakieś zupki w brykietach, pijemy przywiezione z Tarnowa piwko i układamy się w kojach - trudno usnąć - wciąż przeżywamy emocje ze szlaku - ale nawet bezsenność po takiej przygodzie ma swoje uroki. 

w/g Mapy Turystycznej  - możemy sobie zapisać 31 punktów GOT (ponad połowa na odznakę popularną)