czwartek, 22 września 2022

niedziela, 18 września 2022

chcą mnie kupić

 Taki mail dostałem ostatnio: 



Dzień dobry,

Chciałabym zapytać o możliwość odpłatnej publikacji artykułów na blogu http://beskidniknaszlaku.blogspot.com/. Mam na myśli teksty dostosowane tematycznie do charakteru bloga, zawierające linki do serwisów naszych klientów (fostertravel.pl - serwis turystyczny, legalsport.pl - serwis specjalistyczny o tematyce typowania sportu, polityki, rozrywki).

Staramy się, aby tekst napisany był w sposób naturalny i przyjemny dla czytelnika, w stylu podobnym do przyjętego na blogu. Nie przygotowujemy tekstów marketingowych lub reklamowych, ważne jest dla nas, żeby materiał był ciekawy i przedstawiał przystępnie poruszane w nim kwestie.

Możemy artykuł przygotować samodzielnie według uzgodnień z Państwem, w stylu jak poniżej:
  • http://blog.roooolki.com/rolki-czy-e-sporty/
  • https://dosiatkowki.pl/siatkarskie-rekordy-o-ktorych-kibic-wiedziec-powinien/
  • https://blog.snowsport.pl/sporty-zimowe-i-zaklady-bukmacherskie/
  • https://sbiegacza.pl/2021/02/03/rekordy-w-bieganiu-sportowe-zaskakujace-interesujace/
  • https://bochniazbliska.pl/sport/czy-znasz-najlepsze-polskie-koszykarki/

Interesuje nas wyłącznie trwała publikacja materiału, zawierającego jeden lub dwa linki zewnętrzne dofollow oraz 1-2 podlinkowania wewnętrzne, która nie zostanie usunięta ze strony. Oczywiście akceptujemy "przesuwanie się" artykułu w ramach podstron, czy usunięcie spowodowane zdarzeniem losowym (np.: awaria serwera).

Byłabym wdzięczna za informację, czy zamieszczenie przygotowanego przez nas artykułu według powyższych warunków jest możliwe na Państwa blogu?

--



Z pozdrowieniami,

Magda Ciszewska
Content & Marketing Manager

I co Wy na to? 
moja odpowiedź brzmi nie - za bardzo cenię sobie swoich czytelników, za wiele wysiłku kosztowało mnie pozyskanie tak zacnego grona by teraz rozmieniać to na drobne. 

Ps. celowo usunąłem linki spot tekstu. 

czwartek, 15 września 2022

Ruinowanie szczeniaka

Tak to nie błąd, nie mam zamiaru zrujnować psiaka, sama natura go zrujnuje w czasie rui ;) Po prostu w swoim życiu, był już na spacerach, jeździł w sakwie na rowerze wkoło Jeziora Tarnobrzeskiego,  pływał w kajaku po Wieprzu i po Dunajcu i po Narożnikach, spał w namiocie na roztoczu, ale na ruinach Zamku Tarnowskich nie był... no jakoś tak się to złożyło, mimo iż codziennie widzę je za oknem. 

Było to jednak działanie celowe - tam jednak jest ostre podejście i warto było poczekać aż jeszcze ciut okrzepnie i będzie mógł zdobywać teren bez zwykłej szczenięce nieporadności. 

Tak a propos wychowania szczeniaka - ostatnio wracam z Nim z Biedronki, oczywiście bez smyczy i zagaduje mnie jakiś pan - boże facet w moim wieku,  może ciut młodszy, straszna rzecz taka starość, gdy już wszyscy do ciebie per pan - i pyta jak ja to robię że tak się mnie pilnuje, na ulicy, na przejściu, czy na chodniku? A ja mu na to że wcale tego nie robię, że szczeniak jest jak żona - swawoli, dokazuje, pokazuje rogi, dokucza... gdy czuje się pewnie, ale ciut niepewności i od razu do męża/pana i za plecami się chowa... mamy serdeczny ubaw, tym bardziej że żona tego przechodnia wszystko słyszy i sama nie wie jak ma zareagować, ale kobieca intuicja podpowiada jej że powinna mnie zastrzelić ;) 

Tak więc ma już siły, ma kondycję i  a na tyle długie łapy by nadążyć - choć i tak tempo nadaje Aura staruszka: By zdobyć te sto metrów w pionie które dzielą poziom naszego domu od poziomu ruin zamkowych. 



Oj nie lubi, tego nie lubi... chce się gonić i wariować (notabene i tak rozbił sobie ryja usiłując skoczyć za aurą na sąsiedni pas murku) a tu pan postawi na stercie kamieni i każe pozować ;)



Straszliwie zapuszczone te ruiny -  dawniej można było zrzucić na "brak aktów własności - teraz już się tak nie da, wyrok sądu zapadł. Ruiny należą do miasta i co?... tylko po to procesowano się 20 lat z okładem, tylko po to wydano miliony złotych na prawników by mieć miejską plantację pokrzyw? 
No niestety - ja w większość miast w Polsce, wybieramy politykierów, aparatczyków i gnoi zamiast gospodarzy - i żeby było jasne - nie ma nic złego w kandydowaniu na urząd prezydenta czy burmistrza z ramienia jakieś partii - ważne jest by potem prowadzić sprawy miejskie jak gospodarz nie jak polityczny fagas wysługujący się poleceniom centrali partyjnej. 




Wracamy już przez Park - "park"... duże słowo... ale dość bo mnie zaraz diabli wezmą. 

Na dole do śmietnika trafia cała reklamówka butelek - Strażnik Miejski nie omieszkał zwrócić mi uwagi że to nie jest kosz na czyjeś prywatne śmieci - no to mu w ciepłych, opływających jadem słowach, wyjaśniłem skąd mam te śmieci i że w ramach służby mógł by zrobić cos pożytecznego i owe śmieci z kolegami posprzątać... Powiedzmy że jego reakcja daleka była od entuzjazmu... ale to już nie mój kłopot. 

Ps. Jak z każdego spaceru do domu przyniosłem sobie kijka, żerdkę taką... już porąbana czeka sobie na spalenie... "będę zbierał chrust" stało się prorocze, ciekawe co jeszcze się Perfectowi sprawdzi? ;) 













niedziela, 11 września 2022

Na zachod od Mielca

Mamy zaproszenie od znajomych na wieczorek hiszpański - znaczy taka posiadówa, przy smakołykach i hiszpańskim winie, a to znaczy że zostaję u Ani na noc, a skoro na noc, to na następny dzień szkoda od razu wracać. Czyli pasuje sobie jeszcze coś ciekawego znaleźć, spacer albo... rajdzik rowerowy. Pada na ten drugi.

Trasy żadnej sprecyzowanej nie mamy, ale jak jadę do Mielca, to po drodze widzę fajne układanki z bali słomy... żal było by nie skorzystać, a resztę jakoś się po drodze wykombinuje, żeby było ciekawie.

Rankiem po kawie i wysłaniu Bartosza (syn Aneczki) do szkoły, odpalamy rowery i ruszamy na szlak. Pierwszym poważnym wyzwaniem będzie odnalezienie drogi przez las między Wolą Mielecką a Piątkowcem. potem powinno iść już bezproblemowo, tym bardziej że tereny na południe od Piątkowca Aneczka już nieźle zna. Ale sama przeprawa przez las, to na cuja i macanego - po prostu na mapach jest tylko jedna zaznaczona ścieżka i nie do końca nam pasuje. Z drugiej strony, znamy charakterystykę polskich lasów, i mamy prawie pewność że jakąś drogę znajdziemy.  Kawałek oczywiście jedziemy po nowopowstającej obwodnicy Mielca, ale to głównie dzięki urokowi mojej Towarzyszki, która uśmiechem zdobywa dla nas prawo przejazdu.

W pewnym momencie, stale monitorując nasze położenie na mapach.cz, orientuje się że w tej a  nie innej okolicy powinniśmy szukać przejazdu przez las i faktycznie coś tam jest, kawałek asfaltem, zaraz potem szuter i w końcu leśny trakt. Odrobina kluczenia ale za to znajdujemy przejazd i wkrótce wyjeżdżamy na opłotkach Piątkowca.


Jeden z mieleckich pomników żołnierzy wyklętych i AK-owców.
A to już Piątkowiec i urocze zapraszajki dożynkowe
Plaster na nosie to pamiątka po Fibi - kotce Aneczki, która (kotka a nie Aneczka) nie lubi naruszania jej przestrzeni osobistej - przestrzeń ta rozciąga się w zasięgu jej pazurów.
Jedyne fotoradary które szanuję. Pozostałe nie służą niczemu, poza pobieraniem od kierowców haraczu.

A propos - mój "byczek" ma nowe rogi i siodełko - nie powiem wygodne! Tak na marginesie, bo ni9c z tego nie mam - jest firma (Chińska jak mniemam) - "Rockbros" - spokojnie możecie kupować ich gadżety - przetestowałem już kilka i żadnych uwag krytycznych nie mam - w zestawieniu cena/jakość/funkcjonalność - nie znalazłem nic lepszego
I taką "władzę" także szanuję
Sklep i serwis motocyklowy
Trochę tu zboczyliśmy, uwiedzeni fajnymi drewnianymi kierunkowskazami - ale rozczarowanie totalne - raz że to nie zajazd - ale dom weselny, a dwa że kompletnie bez klimatu
Za to tutaj... niby teren prywatny, ale wiecie Aneczka niespecjalnie sobie z tego problem robi a ja...
dostrzegam coś takiego na brzegu - wstępnie uznaję to za Widłaka, ale bez konkretnego określenia gatunku.
Dopiero Stanisław Kucharzyk - autor świetnego bloga Na Pogórzu oznacza roślinkę jako widłaczka torfowego - i okazuje się że wcześniej nie był on tutaj notowany - czyli takie małe odkrycie mamy na swoim koncie
Kościół w Rydzowie - nic specjalnego - ale to jedyny charakterystyczny punkt w okolicy
Zamek w Przecławiu
Marniutki odlew - nadaje się tylko do leżenia, albo odpalania słabych petard  - obawiam się że ładunek prochowy by go rozerwał na sztuki - ale jako eksponacik... czemu nie?
kapliczka w przecławskim parku zamkowym - zastanawiają mnie te ciężkie zawiasy...
Rynek w Przecławiu i "Kuźnia" - niestety w poniedziałki zamknięta...
kupujemy piwo w sklepiku, i spożywamy je w okolicach, pod "baldachimem" z milinu. 
herb miasta
A to już moja prywatna rewelacja!
Cmentarz wojenny nr 500 Tuszyma-Biały Bór!
i tu klika znaków zapytania:
1 - skąd taki numer?
2 - skąd ta charakterystyczna dla Pogórzy i Beskidu Niskiego stylistyka?
Oraz
Na cmentarzy spoczywają także ofiary II wojny
Oraz skąd mieli zapalniki do szrapneli aby nimi ten cmentarz ozdobić - z tego co doczytałem, to nie są oryginalne elementy, lecz dodane później?!
Wprawne oko dostrzeże pierścienie na których ustawiało się czas do eksplozji.  Precyzyjnie ustawiony zapłon, powodował eksplozję ładunku miotającego dokładnie nad pozycjami przeciwnika, a setki metalowych kulek czyniły spustoszenie w jego szeregach - nie pomagały okopy, ani hełmy - jedynie dach ziemianki, pozwalał na uniknięcie trafienia. Tyle że gdy tu walczono czy to w 1914, czy pół roku później, walki nie miały charakteru statycznego, nie było linii obronnych, okopów ani tym bardziej ziemianek - był oddziały piechoty i kawalerii, które z jednej strony prowadziły działania przesłonowe, opóźniające marsz przeciwnika, a z drugiej oddziały pościgowe, które miały za zadanie stale naciskać tak by nie dać mu czasu na stworzenie pozycji umocnionych. No cóż taka jest prosta logika wojny.
Ołtarz polowy.

Przed nami jeszcze wizyta u Wujka Aneczki i ... zakupy w Nawigatorze (mielecka galeria handlowa). U Aneczki jeszcze przepyszna zupa chorizoi... trzeba wracać do domu - na drugi dzień oboje do pracy na dniówki, a to znaczy pobudki o 5 rano... wiecie 5 rano gdy trzeba iść w góry, to jednak całkiem inna 5 rano od tej gdy trzeba iść do pracy, i tym akcentem na temat względności czasu żegnam Was do następnego razu.

sobota, 10 września 2022

Robinsonada ze szczeniakiem

No taka prawie robinsonada, bez domku na bezludnej wyspie (choć pomiędzy wysepkami), bez kozy - ale z psem, bez Piętaszka ale z... w zasadzie niczego w zamian... a szkoda, bo jakaś atrakcyjna Piętaszka była by mile widziana ;)

W zasadzie na temat "stawów w Komorowie" krążą różne legendy - bo wiecie - niby zakaz kąpieli (ale nie pływania kajakami)- niby podobno są dzierżawione przez PZW (ale brak jest stosownych tablic) - dlatego po prostu jadę tam i pompuje kajak - większość dogodnych miejsc okupują wędkarze, ale udaje mi się znaleźć kawałek wolnego od roślinności i wędek brzegu.

Młody ja zwykle daje w tyłek - kajakowanie to  nie jest jego ulubiony sport - nie żeby bał się wody, ale po prostu na w wieku niespełna 4 miesięcy, ma multum potrzeb z których ta zakładająca leżenie na burcie i wpatrywanie się w toń jest najmniej atrakcyjna ;) Ale dajemy radę - z drugiej strony, kajak to także mnóstwo całkiem nowych zapachów, bodźców (kołysanie, plusk wody, powiewy wiatru, łaskotanie przez szuwary) więc wcale nie jest mu tak źle - ale najgorsze jest to ze nie pozwalam mu się gryźć - a to akurat jedyne co stanowi jego prawdziwą pasję.

Stawy Komorowskie - to w zasadzie starorzecze odcięte od nurtu, ale nie do końca. Stale utrzymująca poziom równy temu w nurcie Dunajca i głębokość od kilkudziesięciu cm, do dwóch metrów - głębszego miejsca  nie znalazłem, co nie znaczy że go nie ma. Podobno są bogate w ryby - no ale na tym to się nie znam.

Dla mnie to rekonesans na tym akwenie - ale na pewno tu wrócę, bo jest sporo odnóg i miejsc gdzie warto by wpłynąć, a może uda się przebyć przez kanał łączący stawy z Dunajcem? Kto wie? - ale to na przyszłość na razie rozpoznanie terenu walką.

Jak widzicie blisko byłem kanału prowadzącego do Dunajca - ale to wyzwanie na następny raz.

"moje" EC - niby blisko a daleko... i fajnie - nie tęsknie ;)
Młody komboinuje

Domki nadbrzeżne - to bazy wędkarskie - ale dla wtajemniczonych - ci którzy nie wiedzą jak nie mają szans dotrzeć tu w labiryncie szuwarów i zarośli
Dla świętego spokoju dałem cymbałowi się pogryźć pop palcach.
A potem musieliśmy ratowć... kamizelkę ratunkową którą wiatr zdmuchnął do wody
Jedna z bezludnych wysp
A to zamieszkały - bo z możliwością dojścia od strony wsi cypel.
Takie przesmyki - ale zabawa z tym labiryntem jest przednia - nawiguje się na ... wędkarzy - trzeba wybrać kilku charakterystycznych i w/g  nich orientować się w położeniu na zalewie.
Chyba najmniejsza z wysepek
Roślinności wodnej mnóstwo.
"otwarte" wody ;)
Pamiątka po dawnej infrastrukturze - to kawałek słupa telefonicznego (a może energetycznego?)  - na pewno ma około stu lat

Tyle przygód - płyniemy do brzegu i pakujemy się do T5. Po drodze jeszcze muszę odebrać zamówioną komodę do łazienki, potem będzie obiad, skręcanie, wieczór i... do pracy na noc. Zdecydowanie taki wymiar czasowy przygody był najbardziej adekwatny.