Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeka Biała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeka Biała. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lipca 2019

Biała to kobieta, obyś jej zaznał

Brzmi jak klątwa i w sumie czymś takim może się stać, jeśli spływy po Białej się upowszechnią. A zamierzam je rozpropagować, bo zabawa przednia.

Biała Tarnowska to nieduża rzeka górska! Celowo wykrzyknik, Biała ma wszystko to co mają rzeki górskie plus kilka cech charakterystycznych dla rzek nizinnych, choćby meandry i zastoiska. Jednak podczas spływu w tyłek dają gównie elementy górskie, kamory, głazy, płycizny, łachy, bystrza, mini wodospady itp. innymi słowy lekko nie jest. Co ciekawsze, przy byle przyborze wody, gdy poziom rzeki podnosi się ledwie o kilkadziesiąt centymetrów, natychmiast przyjmuje ona cechy powodziowe i dalekim od rozumu było by pchanie się na jej nurt. Generalnie lekko nie jest.

Wszyscy mówią Dunajec, Poprad a o Białej nikt wspomnieć nie raczy, tymczasem tamte rzeki niosą znacznie więcej wody i dzięki temu spływ jest jednak spływem a nie przepychanką. Tu już tak lekko nie ma. Zaczyna się od mielizny, która płynnie (jak to rzeka) przechodzi w łachę, przeciętą bystrzem za którym jest mały wodospad i kamulce. Musisz zrezygnować ze stateczników, bo nie ma szans by się zmieściły między tobą a dnem, dzięki czemu cały czas masz możliwość ręcznego korygowania toru spływu, o ile oczywiście nurt na to pozwoli. Zasadniczo jest to atrakcja, gorzej gdy przez kilka kilometrów nie możesz nawet sięgnąć po butelkę z piciem, bo niechybnie nurt ustawi Ci kajak w poprzek i wciśnie go na możliwie największe kamienie.  Do tego co i rusz przewrócone drzewa, pale które miały od czasów zaborów chronić nurt przed meandrowaniem, a teraz są dokładnie w jego środku, albo zgoła całkiem po drugiej stronie, żyłki z haczykami zerwane dawno, dawno temu, dziś niczym latające chole..nd..ry czyhają by zakotwiczyć w burcie mojego itwita, ba nawet wózki z Biedronki!

Biała to kobieta! 
Uwierzcie. Ten byt drobny, delikatny, niepozorny, łagodny, uroczy, i ogólnie ... (słowa określające kobiecość są dość powszechnie znane, wpiszcie co chcecie i tak będzie pasowało do Białej) , jest jednocześnie,  złośliwy, zołzowaty, nieprzewidywalny, zdradliwy i nie daje chwili wytchnienia. 
No ale jest i samym faktem tego że jest kusi by ją zdobywać...  

Ba ale samo zdobywanie, poprzedzone jest naprawdę dużym wysiłkiem, samochód zaparkowałem koło Biedry, ale stamtąd drogą techniczną wzdłuż obwodnicy musiałem iść z buta. Sam marsz nic, ale mając na sobie (nie wierzcie w to co napisane na plecaku do przenoszenia kajaka!) dwudziestokilowy garb (jeszcze mój własny osobisty plecak, też tam doczepiłem) w pełnym słońcu, można się zapocić, do tego limit czasowy krótki a margines błędu żaden. 

Wszystkie zdjęcia które poniżej pokażę powstały albo z narażeniem życia, albo w warunkach skrajnej głupoty i nieodpowiedzialności. 

 Prawie jak Amazonka...
No dobrze, jeden z dopływów Amazonki, ten w którym ryby śpiewają z tęsknoty za szerokimi wodami (rzecz jasna w wykonaniu Mroza) ;)

 uroczo... 
Ale chwilę wcześniej płynąłem tyłem, tak mnie zmotało. 
Kobiecość w najczystszej postaci. 
 Na zdjęciach tego nie widać, ale tam są tysiące ważek, motyli, much (o dziwo komary nie tną), to wszystko karmi się tym co rzeka im oferuje, a samo staje się karmą dla mnóstwa ptactwa nadbrzeżnego.
A propos wiecie co robi kaczka gdy się zagapi i trudno jej odlecieć a czuje się zagrożona?
Nurkuje - znika pod wodą i pojawia się albo wiele metrów dalej, albo tkwi tam przez długi czas! 
 
 Most drogowy w ciągu ul. Krakowskiej.
Tam wre życie, a tu...
też wre, tyle że inne. 

 Kolonia jaskółek brzegówek  
zero komarów, w ogóle zero owadów
idylla dla entomofoba

 I niedługo lasek sobie popłynie...
Mało takich lasków przepadło przez kobiety? 

 Most kolejowy na trasie Wiedeń Lwów.
Przyznam że tego odcinka bałem się najbardziej, znając go z widzenia, bo często przez most przechodzę lub przejeżdżam na rowerze. 
Tymczasem, owszem było szybko, dynamicznie ale poza tym bez żadnych przygód. 
 
 Most w ciągu ulicy Mościckiego. 
 Filar, starego mostu, pięknego nitowanego z trawers stalowych... Mógł być atrakcyjny dla miłośników techniki zabytek - głupota zwyciężyła...
Na tym filarze zdobywałem pierwsze szlify bulderingu od tej wylizanej przez wodę strony wejść jest straszliwie trudno, ale z drugiej albo od tyłu już spokojnie człowiek sobie radzi.
 
 Samotny żółty czepek...
Kto wie, może kiedyś napiszą o mnie książkę? ;)

 Wózek z Biedry...
skąd wiem? bo podpłynąłem..

 Chciał bym Wam co nieco o tych rurach napisać, jednak otrzymałem srogie upomnienie... 

 Nieudane zdjęcie?
Owszem 
właśnie zaczęło mnie obracać...
Aparat "myśli" pół sekundy, Biała nie myśli.... Biała obraca! 

I to już koniec... Przede mną kładka na Białej do... Białej! Tak! Tam po prawej stronie to podtarnowska wieś Biała. Tam dobijam, pakuję sprzęt i dalej już na nogach, do pracy... jakiś kilometr, bo cóż z tego że zakład na wyciągnięcie ręki, skoro brama z czytnikiem hen daleko? 
30 sekund przed gwizdkiem... Ale wypiłem z marszu trzy mineralne (chwała ci klimatyzacjo - celowo trzymam kilka butelek w biurku) i dopiero wtedy odzyskałem możliwość mówienia. 

 ps. Żebyście widzieli gały wartownika jak wieczorem kajak niosłem do autobusu... Bezcenne! za całą resztę zapłaciłem kartą Visa ;)

niedziela, 4 marca 2018

Szlifowanie formy - kolejny marsz do pracy

(tytuł edytowany, stąd mogą być niektóre komentarze do niego się odnoszące niezrozumiałe)
Nieco pomieszałem kolejność, ale Lanckorona nie mogła czekać.
Można przygód szukać w szerokim świecie, ale można je znaleźć w swoim mieście, ot po prostu idąc do pracy, wystarczy tylko nieco zboczyć z drogi mieć oczy otwarte na ciekawostki. Przygoda czeka tuż za progiem waszych domów!

Nierewelacyjnie się ta zima udała, ale czasami co nieco przymrażało i można było pomyśleć o przejściu trasy, która w innych okolicznościach wiodła by albo błociarem, albo zaroślami. W zimie, zarośla wymarzły, błoto zamarzło i przejść się da. No to na co czekać?


Zobacz trasę w Traseo


Zdjęcia robione phabletem Lark... marność nad marnościami, ale przynajmniej nie muszę się użerać z Fuji - który ma gabaryty lustrzanki, a zdjęcia robi podlejsze niż zwykła "małpa".


 Mój parafialny. Pod wezwaniem św. Trójcy.
Ps - zmuście mnie bym w końcu o nim napisał! 

 Stary cmentarz - widok z wiaduktu kolejowego. 

 Rampa kolejowa a obok firma ZŁOMREX

 Która jak widać dba o jakość powietrza...

 K.S. Tarnovia.

 W budynkach należących do klubu sportowego ma swą siedzibę choćby kaplica kościoła reformowanego.

 A takie sklepy pamiętacie? 

 I znów poczułem Impuls ;-) 

 Przebudowa dróg i wiaduktu w obrębie ulicy Warsztatowej - ślimaczy się niemiłosiernie - do tego tam były kiedyś fundamentu budynków z C.K. czasów - niestety nie uznane za zabytek - zdumiewająca wybiórczość... ale widać Kolej rządzi się specjalnymi prawami! 


Za chwilę wejdę na tereny graniczące z Zakładami Mechanicznymi. Cały czas trwa tu produkcja zbrojeniowa - co kilka minut rozlega się salwa szybkostrzelnej baterii P-lot w podziemnych tunelach. Huk zduszony, ale tym bardziej niesamowity, drży cały nasyp kolejowy - mega! 

 Ził 130
 Klimat jak ze Stalkera (kto grał ten wie) - tylko czekać aż wypadnie zgraja obcej frakcji - sam zawsze trzymałem z Wolnością, więc pewnie ostrzelali by mnie ci z Powinności lub Monolitu.
A tu nic! Ani Kałaszka żeby im się odszczeknąć ;-) 
 Wóz bojowy przycupnął i udaje że go wcale nie ma...

 Most kolejowy - tym razem z niego nie skorzystam. 

 O widzicie militarnego? - celuje prosto w nas! 

 Międzywale Białej.

 I znów "produkcja chmur" na Azotach

 A to przyczółek i filar starego mostu - na ten filar wspinaliśmy się za młodu jak na ściankę wspinaczkową, których wtedy przecież nie było. Na samą konstrukcje także - trochę szkoda tego żelastwa - dziś był by zabytek, fajny kabłąkowy, nitowany -  po tych kabłąkach też żeśmy się wspinali, aż na samą górę.


 Czeluść... 
Teren patrolowany przez Karabelę a i tak im klapę zejścia do kanału zwinęli na złom! 
I weź tu człowieku sobie pofolguj... zmniejsz czujność, pozwól na rozkojarzenie! 
myk, krótki krzyk i po chłopie!


I znów teren dla znawców Stalkera. Na horyzoncie (tym bliższym) rzeka Biała - a na niej ogromne stado kaczek - jeszcze takiego nie widziałem, pośród nich kilka innych gatunków - dobrym sprzętem miał bym szansę na uchwycenie tego. 
 Kuchenka dla baaaardzo dużych dziewczynek ;-) 

A potem już grzecznie, odbijam przepustkę, i pogrążam się w odmętach energetyki. 
Do następnego razu.