czwartek, 3 września 2020

Para na Czarną

Fejs ma także swoje dobre strony, tak wiem trudno w to uwierzyć! Nie mniej jednak je ma. Gdyby nie on, pewnie nie poznał bym Piotra Marczyńskiego i jego pozytywnie pokręconej bandy Bikersów, ani Eli, Marka, Anny czy Wieśka z którymi zakładaliśmy Korbę, ani Kasi która też była z nami od początku. Gdyby nie Fejs szanse na spotkanie z Anią były by praktycznie zerowe. A jeśli nawet byśmy się gdzieś przypadkowo minęli na trasie, to pewnie skończyło by się zwyczajowym "pozdrower" i tyle.

Ale jest Fejs i są grupy i kiedyś na jednej z grup...

Nie należę do ludzi których trzeba namawiać, wystarczy wskazać możliwość.

Kilka dni później już siedziałem w samochodzie z rowerem na bagażniku i radośnie wsłuchiwałem się w głos nawigacji naprowadzającej mnie na jeden z mieleckich sklepów LIDLa. Zaparkowanie nie okazało się trudne, Tak samo jak nawiązanie połączenia z Anią, wkrótce już razem ruszaliśmy na szlak!

Prowadzi Ania, jej teren, nie ma sensu korzystać z nawigacji bo i po co? Dziewczyna świetnie zna okolice i bez problemu naprowadza nas na właściwy szlak, potem, już przed Czarną, znowu ja znam nieźle teren i przejmuję prowadzenie. Przy okazji mam niejedną okazję by nabrać do Niej zaufania.  

Tytułem ciekawostki i na marginesie: Jakaś "klątwa" ciąży nade mną... a może nie tylko nade mną? Bo wiecie, to już kolejna dziewczyna która zapewnia mnie że "nie nadąży", że "ją zajadę" itp itd... a kończy się tym że po wycieczce, ja już mam dość, a ona świeżutka, uśmiechnięta, i zdaje się prosić o jeszcze...;) Tak było z Elą na Brzance na początku roku, tak jest teraz z Anią... To chyba jakaś taka kobieca kokieteria - One wiedzą że są bardzo silne, sprawne i mają niesamowitą kondycję, tylko tak się droczą "nie, nie ja wcale". Nawet to urocze. 

Z zadowoleniem konstatuję że Mielec to miasto przyjazne rowerzystom, sporo dróg rowerowych, dobrze przemyślane podjazdy i świetnie rozplanowany wyjazd z miasta.

Dalsza trasa prowadzi już po drogach lokalnych, ruch jest niewielki, wkrótce wjeżdżamy w las. Potem znowu pośród pól - piękny krajobraz. 


Zaczynamy zwiedzanie od cmentarza wojennego nr 242. Armia Rosyjska była już w pełnym odwrocie, kto mógł wiał na wschód, dowództwo porzuciło nadzieję zatrzymania ofensywy wcześniej niż na linii Sanu. Co oczywiście nie oznacza że nie toczyły się walki osłonowe, opóźniające i potyczki pomiędzy awangardą armii Państw Centralnych a ariergardą wojsk rosyjskich. Tragiczna wojenna rzeczywistość i śmierć która tym bardziej wydaje się bezsensowna. 

No powiedzcie - czy to nie jest piękno drogi tak pierwotne, że aż atawistyczne? 

Czy można się jej oprzeć?

Na horyzoncie wzniesienia pasma Głobikowej. My jednak jedziemy na zachód od nich i wkrótce znikną nam z oczu.

Wkrótce też Ania przeżywa mały kryzys... kryzys zaufania do mnie, wprawdzie jedzie dzielnie ale z pytań wynika że cokolwiek ma wątpliwości czy wiem dokąd prowadzę... Wiedziałem. 

Dojechaliśmy.

A to w ramach nagrody - czarna pizza w Czarnej. Jest też przymierzanie się do rowerów, poznawanie miejsca. Ot wszystko to co chciałem Ani pokazać. Chyba jest zadowolona? Niestety czas wracać.

Wracamy po własnych śladach i dopiero w  Zasowie odbijamy na Korzeniów i Przecław. Powiadam Wam, warto było - urokliwe miejsca z fajnym dojazdem, a na dodatek masa ciekawostek. Ania doskonale wie co mnie kręci, ciekawe skąd? To nasz pierwszy wspólny wyjazd! Choć pewnie Ją kręci to samo - ale tym większe moje zadowolenie z tej znajomości. Nie ma co owijać w bawełnę - jeszcze takiej dziewczyny jak żyję 50 lat z haczykiem na tym świecie, nie spotkałem!

Dworek w Korzeniowie.


Lokalna ciekawostka


A tu już GRUBA sprawa - Jeszcze takiego miejsca nie spotkałem.
Szukam informacji na ten temat - jak by ktoś coś miał, to chętnie się zapoznam - jak na razie musi nam wystarczyć lakoniczny opis ze zdjęcia powyżej. Ale być może coś więcej doczytam, to nie omieszkam powrócić tam i pomęczyć Was moimi wywodami na ten temat.

I niech mi ktoś powie że to nie jest ciekawe!

Ale jedziemy dalej, słońce, radość i rowery...Przed nami Przecław.

Pamiętam ten pałacyk jeszcze z czasów PRL, jakaś straszna siermięga wtedy tam była, potem z Marzenką byliśmy tu już w czasach "nowożytnych" ale dopiero teraz widać cały jego urok. W zasadzie nie trzeba było wiele robić budynek sam się broni swoją urodą, wystarczy tego tylko nie szpecić.  

Jakiś pan z aparatem usilnie starał się zrobić nam jakieś dobre zdjęcie komórką, ale ewidentnie ma problem z kadrowaniem. A na szyi miał całkiem znośny sprzęt fotograficzny i wydawało się że idzie za tym także pojęcie o zasadach fotografii...
 
No nic jedziemy dalej, obrót za obrotem coraz bliżej Mielca...
lecz oto...
nadciąga...  
ulewa...

mam nadzieję że widzicie jak nadciąga...
Gdzieś na ścieżkach rowerowych, całe rodziny zawracają w popłochu, mijamy ich gdy pędzą przerażeni z obłędem w oczach, a my na luziku, spokojnie kręcimy przed siebie. Co i raz przystaję zrobić zdjęcia.

Zmokniemy? Fajnie widać taka Boża Wola (ciekawe kto rozkmini ten żart?) 

A na załączonym obrazku Kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.

Ulewa łapie nas kilka kilometrów przed Mielcem, w 10 sekund jesteśmy totalnie przemoczeni. Ania na moment chroni się pod jakimś daszkiem, żeby zabezpieczyć telefon, ja swojego nie muszę, byle deszcz nie da mu rady. Radośnie moknę na środku placu. Potem jedziemy do Niej. Trzeba przyznać że jest niesamowita, znamy się zaledwie od kilku godzin i kilku postów wymienionych na fejsie, a zachowuje się wobec mnie jak dobra, wieloletnia przyjaciółka... przyznam szczerze że szalenie mi to zaimponowało, lecz niestety, po kawie muszę wracać... 

a propos powrotów, skończyłem pić kawę i wracam do roboty w ogrodzie, bo strasznie zdziczał.


14 komentarzy:

  1. Podróż się udała nowa znajoma się spisała to po gratulować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - z perspektywy kolejnych kilku akcji, które już za nami, muszę przyznać że jest jak u Hitchcocka. Zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem dzieje się jeszcze więcej.

      Usuń
  2. Widzisz, można poznawać ludzi w Internecie. My też się tylko tak znamy, a jednak czujemy się starymi, dobrymi kumplami. Tylko bez roweru.
    Dworek i pałacyk śliczne. Nam się udało spotkać wczoraj jeden dworek, ale nie w tak dobrej formie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, pewnie że można... kiedyś musimy zaplanować jakąś wspólną akcję. Ania to także rewelacyjna piechurka. Ba a jak radzi sobie na spływach (wybacz że spojleruję ;) )

      Usuń
  3. Ładny ten pałacyk w Przecławiu i zaciekawiła mnie ta czarna pizza w pierwszym momencie myślałem, że przypalona. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znajomość 👍. Dlaczego nie internetowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Macieju.
    Fajna wycieczka i moje klimaty.
    Niestety już pewnie nie zawitam w te strony.
    Pozdrawiam i zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czemu marudzisz? Wsiadasz w samochód i możesz jeszcze mnóstwo miejsc zobaczyć.

      Usuń
  6. Ale śliczne zdjęcia i trasa malownicza. Obłęd. Byłam w tym kościele :) Piękne miejsca kiedyś. Przeciekawa historia. Jak Ty to opowiesz to naprawdę.

    Fejs się przydaje, można czasem trafić na super ludzi. My akurat dzięki blogowi się poznaliśmy. Pozdrawiam Cię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie tak to mniej więcej wygląda - w tej chwili 90% moich znajomych to osoby poznane w necie. I nie żałuję tych znajomości.

      Usuń
  7. Czarna pizza w Czarnej to jakieś ich popisowe danie?

    OdpowiedzUsuń