piątek, 18 marca 2022

Z Wyklętymi jeszcze nie koniec

Tym razem nie Tarnów i okolice, lecz Mielec i jego lasy. W tych lasach wojował chor. Wojciech Lis „Mściciel” i jego śladami pojedziemy. To mało mi znany epizod walk z komunistyczną okupacją Polski, ale bardzo cenny i konieczny do zapamiętania.
Tak na marginesie "najbardziej postępowego ustroju w dziejach ludzkości" - na pewno nie znacie postaci Janiny Przysiężniak, nie jest tak głośna jak "Inka" - została zamordowana w siódmym miesiącu ciąży, jej kaci nigdy nie odpowiedzieli za swój mord, a potomkini tychże śmie mówić o "żołnierzach przeklętych"...

Start jak zwykle od Aneczki, na Cyrankę jest stamtąd pięć minut jazdy rowerem i to tylko dlatego że trzeba uważać na duży ruch. Potem przywitanie na miejscu, część ludzi już znam, część poznam w trakcie rajdu i prelekcja. Po zakończeniu wchodzę na stopnie i zapraszam Mielczan do odwiedzenia Tarnowa i rajdu rowerowego śladami naszych wyklętych - trasa podobna do tej z poprzedniego postu, ale oczywiście już bez Azotów.

W ogóle pechozol straszny, bo mi z jakiś przyczyn urwało nagrywanie na Traseo i nie mam końcówki, a też była ciekawa, za to mam nagrane na Stravie więc wrzucę screena.

Dystans nie jakiś morderczy, ale dla wielu był to pierwszy rozruch po zimie, więc i żadnych większych akcji nie należało robić. Ot w sam raz. 



Za to na wielkie słowa uznania zasługują władze miejscowe, które zorganizowały potężną wyżerkę w postaci kiełbas (ognisko i grilla przygotowała grupa rekonstrukcyjna oddziały Chorążego "Mściciela i dla nich także głębokie pokłony) kawy, herbaty i pięknego miejsca w leśniczówce.

Jazda prowadzona jest płynnie, w dobrym tempie i bez maruderów, to ważne mało co bardziej psuje rajd niż konieczność stałego czekania aż inni dociągną, albo... pogoń za oszalałym liderem, który nie liczy się z możliwościami i ochotą innych. Tym samym wyrazy uznania dla Tras Rowerowych Mielec.

Zbiórka pod pomnikiem "wyklętych" na Cyrance

Jeszcze nie wszystkie postacie tu są, ale prace trwają i wkrótce pomnik będzie gotowy

W lasach mieleckich dużo jest takich miejsc, które mają nam przypominać o historii tych terenów



Niemało jest też kapliczek, odmiennych niż nasze pogórzańskie, ale wszak w stylu lasowiackim, innym a jednak bliskim sercu


Nie, nie pilnuję tej resztki kiełbas, zresztą i tak już nikt nie miał siły jeść - ale stopy fajnie było sobie zagrzać, a przy okazji zrobić reklamę Tarnowskiej Korbie



Śródleśne stawy

Stary młyn wodny i ciekawa betonowa burtnica

Kapliczka maryjna przy młynie, przez większą część roku praktycznie niewidoczna z drogi

Młyn od zaplecza

Podczas gdy ja zwiedzałem młyn, wycieczka nam uciekła, zostaliśmy sami z Anią i Wieśkiem, ale na złe nie wyszło, pozwiedzaliśmy jeszcze co nieco. 


na pohybel Putinowi... ale prawdę powiedziawszy wolał bym w takim złomie nie walczyć

Kiedyś tu z Aneczką na kawę zajedziemy

Kolejne z miejsc pamięci ukrytych w mieleckich lasach. Już opustoszałe, wydarzenie dobiegło końca i ludzie się rozjechali. Ale my jesteśmy


Każdy z tych słupków to jeden człowiek...


Nie umiałem sobie odmówić

Niektóre z dębów są już duże,

inne dopiero niedawno sadzone

A potem już grzecznie do domu, ogarnąć się przebrać, zjeść mega wspaniały obiad który Ania przygotowała i wieczorem chcąc niechcąc jazda do Tarnowa bo na noc do pracy.

środa, 16 marca 2022

Bo gdy ja o nich zapomne Ty Boże zapomnij o mnie

Tatry Tatrami, kąpiele w wodach termalnych kąpielami w wodach termalnych, a kiedyś wracać trzeba. A jak się wraca, to czekają i obowiązki, pranie, ogarnianie sprzętu, sprzątanie domu, w końcu praca zarobkowa, bo niestety same pieniądze się na wyjazdy nie zarobią.

Ale że akurat to Marzec już był, czyli Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, przeto przed pracą jeszcze postanowiłem ich groby odwiedzić i należny hołd oddać.

W Tarnowie i okolicach, prężnie działał WiN, nie tylko, ale chyba najprężniej. Dokonali nawet zamachu na sowieckiego zbrodniarza Lwa Sobolewa (wieść niesie że etnicznie był Rosjaninem w takim samym stopniu jak Beria, ale mniejsza). Kanalia została odstrzelona, w samym środku Tarnowa, przy placu handlowym. A zamachowcy oddalili się i nie zostali schwytani. Wsypy zaczęły się dopiero znacznie później wraz ze zdradą. Wtedy także rozpoczęto aresztowania, a "polskie" władze chcąc przypodobać się okupantowi (wpierw były srodze rugane, za brak postępów w śledztwie) nader szybko sporokurowały akty oskarżenia a "sędziowie nie od Boga" (dziś potomkowie tamtych szuj  nazywają się "nadzwyczajną kastą" i "wolnymi sądami") błyskawicznie zastosowali odpowiedzialność zbiorową i wyroki śmierci otrzymali wszyscy członkowie organizacji, nawet tacy którzy nie brali udziału w zamachu (a biedni UBecy płaczą że ktoś stosuje "odpowiedzialność zbiorową" obniżając im oprawcze emerytury).

Tu macie opis zamachu z ust Świętej Pamięci kpt. Jana Sitko (w cywilu dziadka mojej Żony Marzenki)

To jedyny człowiek z tego oddziału któremu udało się ujść kaźni (oprawcy byli przepracowani), doczekać amnestii, odsiedzieć wiele lat w więzieniu i wyjść na "wolność" - na wolności też nie było lekko, z takimi papierami nie mógł znaleźć ani dobrej pracy, ani mieszkania... komuna była mściwa.

No nic w drogę:

Nie nakręciłem kilometrów, ale nie one byly najważniejsze, chciałem mieć czas by się przy każdym grobie pomodlić. Przy okazji dostrzegłem ze młodzi ludzie ze stowarzyszenia "Tarnów Pierwsze Niepodległe" też o tych mogiłąch pamiętają - to budujące i piękne

Stary Cmentarz

 
Cmentarz na Woli Rzędzińskiej



Cmentarz w Krzyżu
Tu konieczna jest uwaga - ta mogiłą została odnaleziona i opisana dopiero wiele lat po zbrodni sądowej, sprawcy zacierania śladów, pomimo iż znani, nigdy nie zostali przez "wolne sądy" skazani nawet symbolicznie. 
 
Pozostałe zdjęcia chyba nie wymagają podpisów.


poniedziałek, 14 marca 2022

Relaks Termalny

Jeśli zastanawialiście się co takiego dziewczyny knuły o czym pisałem w poprzednim poście no to już wiecie. Tak będziemy się termalizowali w gorącej geo wodzie w Termach Bukowina...

W sumie sytuacja jest taka - albo stoisz jak głupi w kilkusetmetrowej kolejce albo jak nasze Panie, kupujesz bilety przez internet...

Oczywiście wchodzimy bez kolejki ale... ale nic nie jest tak piękne jak się wydaje. Wchodzi się DOKŁADNIE o godzinie wskazanej na bilecie, przy czym nikogo nie interesuje że potrzebujesz dobrych dwudziestu minut na przebranie się... czyli z dwóch godzin robi się półtorej, a wyjść też trzeba wcześniej... Fajny myk! Ale obiekt jest prywatny i nikt nikogo do korzystania nie zmusza, więc jest ok, ale miejcie tego świadomość.

Inna sprawa że jest naprawdę fajnie (pod warunkiem że nie ma się przed oczami kwoty wydanej i ewentualnie do wydania, gdy się da skusić na wewnętrzne bufety) i warto się tak odprężyć.

A byliśmy wszędzie i na zjeżdżalniach (infantylność zawsze była moją cechą dominującą) i w jakuzzi i w kąpielach siarczkowych i nawet próbowaliśmy pływać między falami, i na karuzeli wodnej ne gdzie się dało.

Aneczka oczywiście saunowanie, to mur, beton, konieczność - nawet to przy Niej polubiłem.

Nie wszędzie mam zdjęcia, ale coś tam mam i zaraz Wam pokażę:


Taki wieczorny spacer na Termy - urokliwie tam, nie powiem


Trzy gracje... farciarz ze mnie!


Część naszej ekipy - wszystkich zebrać się nie dawało

Ale powiem Wam jedno... po trzech dniach spacerów w śniegu, na wietrze i mrozie... FAAAAJNIE się było wygrzać




sobota, 12 marca 2022

Spacer po Chochołowskiej

I owszem, macie rację, Chochołowska to droga dojścia do zasadniczych szlaków, ale przecież sama w sobie nie oferuje zbyt wiele. Co prawdą jest wielką i niepodlegającą dyskusji. Ot klasyczna, bajecznie łatwa mugolostrada, ale... nie zimą! Zimą to droga dla dobrych piechurów, ludzi z raczkami i kijami, albo okazja do widowiskowych wywijań orła z elementami baletu na lodzie. Jest to także okazja by sobie pooglądać "typy ludzkie" (aczkolwiek może to doprowadzić do utraty wiary w człowieka jako istotę inteligentną)

Owszem marzy nam się i Grześ i Rakoń, ba nawet Wołowiec. Ale musimy się liczyć z Aneczką, że tylko my jedni jesteśmy w pełni przygotowani do górskiej wędrówki, towarzyszy nam trochę osób które na pewni dadzą radę dotrzeć do schroniska, ale wyżej nie wyjdą, a samych ich zostawiać nam nie wypada. Więc podejmujemy decyzję jedyną z możliwych, po prostu sobie darujemy nasze plany - bo poza marzeniami mieliśmy też plany, to znaczy przejście pętelką przez Trzydniowiański Wierch.

Pobudka, śniadanie i zbieramy się do drogi - jak by w planach było wyjście gdzieś wyżej, to na pewni trzeba by wyjechać wcześniej, tym bardziej że trasy zawalone samochodami i nie ma mowy o szybkim dotarciu ze wschodniego krańca Tatr, na zachodni. Niby pełni jest dobrych rad, by jechać tak, albo inaczej... w sumie to i tak nie ma dobrej drogi, bo stale gdzieś się coś korkuje.

Najdziwniejsza jest postawa wielu aut z rejestracją KTT - jeżdżą tak, jak by chciały na złość zrobić innym, fajnie. Są lokalsami, tylko że potem są płacze jak to "turystów wiela, panie, ino dutków mało..."

Ale nic dojeżdżamy. Już przy wjeździe machają nam naganiacze parkingowi... Darujcie sobie, za dobrze znam te tereny, jedziemy do samego końca, tak gdzie parkuję zawsze. Przy okazji umówiłem się już z operatorem parkingu co do moich planów - nie ma z tym żadnego problemu, więc mam nadzieje je zrealizować z Aneczką jeszcze tego roku. Ale to tak tytułem nawiasu na marginesie. Teraz ruszamy na szlak.

No cóż nie ma tu jakiś wymyślnych łamańców... ale co tam! Ważne że się spacer udał i dzieciaki się dotleniły, i pyski zaczerwieniły... ważne być razem. Choć nie powiem... drażni to że nie poszło się wyżej.

Uwaga - wchodzimy!


Chochołowska była terenem użytkowym, w zasadzie dalej jest, stąd taka ilość kapliczek, charakterystycznych dla miejsc zamieszkałych przez ludzi.


Tak, tak tam w oddali - Grześ, Wołowiec, Rakoń... Ale nie dziś.




A to kapliczka po drugiej stronie rzeczki - znaczy Chochołowskiego Potoku - choć bogiem a Prawdą, nie wiem gdzie on się kończy a zaczyna Siwa Woda

Tablica ku czci X. Leopolda Kmietowicza - twórcy Zbrojnego Ruchu Narodowego Górali Tutejszych.
Głupcy czytają "ruch narodowy" i im się w głowach jawi "nazizm" ale to nie jest ich wina, to wina postępackich ogłupiaczy z szajki "wonych mediów" szermujących takimi skojarzeniami

Da się tam wyjść?

Hmmm... no chyba się da ;)

Mina kretyna - ale nie regulujcie odbiorników - ja naprawdę tak wyglądam

Turnia Olejarnia

Dolina Starobociańskiego


Słynne bacówki, na słynnej Polanie Chochołowskiej


Kapliczka Św. Jana Chrzciciela - ciekawe czy znacie jej historię?
Nie nie jest to zabytek czasów C.K. Zaborów ale... Ale powstała właśnie w takiej formie by go udawać, bo to... dekoracja filmowa! Gdy kręcono "Janosika", potrzebne było takie miejsce, w rzeczywiście zabytkowych miejscach, nie było jak kręcić, więc zbudowano to i ... się przyjęło! A dziś stanowi miejsce wręcz kultowe.
A propos - kto czytał prześmiewczą powieść "Filmowy wehikuł czasu" - na pewno doszuka się analogii ;)

Kuba, Miłosz i ja a za nami... tak za nami przepiękne turnie Kominiarskiego Wierchu

Wnętrze kapliczki

wnętrze kościółka

Tęskno mi tam, na granie


Dobija reszta ekipy - część zawróciła, nie chcieli powielać upadków.



Wnętrza schroniska


Wlepka z Korbą jest, kubki z grzańcem są, bandana też się znalazła... A do tego szczęśliwy wzrok kobiety... n co może być cenniejszego?

Powrót - idziemy z Aneczką jeszcze raz pod kapliczki


Przyłapana na samoje*ce ;)


Tu lądował śmigłowiec z Janem Pawłem II

A to zdjecia od Ani - za nami Kominiarski wierch - czy ktoś wie, czemu nie ma tam szlaków turystycznych? Ochrona przyrody, rzeźby czy ot tak po prostu nie ma i już?

foto poświęcenie ;)

A to tuż obok kapliczek na Chochołowskiej - nie nie udaję - tam naprawdę było tyle śniegu.

Znaczy to zdjecie byłó wcześniej - ale skrypt guugiela pomielał - Ania zrobiła je najpierw, a potem podeszła bliżej, patrzeć jak się gramolę.

No i tak to było - potem wróciliśmy do samochodów i do lokali i zjedliśmy obiad... ale przecież nie był to koniec dnia! Dziewczyny człą drogą planowały, knuy, zdzwaniały się i w końcu kupiły bilety... ale o tym w następnym poście.