Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2020

KPRP czyli - przeczytacie sobie w treści ;)

Ktoś pomyślał że partię polityczną zakładam? W sumie czemu nie? Komunistyczna Partia Robotników Polskich (a ten cyrk zdaje się już był), albo Komitet Postępowych Racjonalistów Polskich (mówcie co chcecie, ale brzmi ekstra) lub Koalicja Polskich Ruchów Patriotycznych... Co Wy na to? Chcielibyście?

No może kiedyś ;)

Tak naprawdę tytuł niniejszego posta to Krótki Przegląd Rowerowych Przygód. Czemu tak? To w sumie proste, jeśli w ciągu lata miałem wyjazdy rowerowe trzy razy w tygodniu, a niekiedy częściej i gdybym Wam chciał każden jeden opisywać, to musiał bym wrzucać trzy posty tygodniowo. Nawet jeśli serwery Googli by to wytrzymały, to Wy raczej nie. Więc pomyślałem sobie że taką przeglądówkę kilku wypadów w jednym poście zamieszczę i będzie w sam raz. Tym bardziej że do żadnych odkrywczych rzeczy nie doszło podczas tych wyjazdów, wszak Diabli kamień na czarcim uroczysku, czy Czarną już Wam nie raz pokazywałem. W zasadzie jedyne co się zmieniało to drogi którymi jeździłem, a i to tylko do pewnego stopnia. Ludzie się zmieniali, to fakt, raz jechałem z Korbą, raz z Synami, czasem sam, niekiedy był ktoś z zewnątrz... Owszem istotny szczegół, ale skoro trasa znana, to czy warto o tym pisać? No dobrze, jak coś będziecie chcieli poznać w szczegółach to po prostu napiszcie i spełnię to życzenie.

A teraz idziemy do sedna: Zdjęcia plus krótki opis. 
 
Google bałwan jak zwykle pomieszał kolejność, jakoś nie potrafię zrozumieć w jaki sposób ma to pomoc blogującym przez urządzenia mobilne, bo zdaje się taka jest narracja obrońców giganta? Widać na tym niebie i świecie są rzeczy o których nawet blogerom się nie śniło ;) W sumie było by to drażniące gdybym opowiadał o jakimś szczególnym zdarzeniu, czymś gdzie chronologia ma jakieś znaczenie. Ale skoro to i tak w zasadzie impresja i rowerowe wspominki to chronologie nie ma większego znaczenia. Zatem do boju:
 
Z Synami Mikołaj z prawej, Miłosz z lewej strony na Diablim Kamieniu, w środku lasu w miejscu zwanym (a jakże) Czarcim uroczyskiem. 

Z tymiż przy leśniczówce na Pogórskiej Woli

Wpadłem na taki pomysł, żeby ich zachęcić do wypadów rowerowych ze mną, że jezdziliśmy do Marzenki na cmentarz, a potem na pizzę do Białego Pieca na Woli Rzędzińskiej. Spodobało się, ani razu nie było choćby śladu niechęci, a czasami udawało się ich przegonić po kilkadziesiąt kilometrów. 

W między czasie (puryści językowi mogą mnie pocałować w dętkę) do kompanii przystał nam kolejny rowerzysta ;) Miał bo tak został nazwany, dużo szczęścia miał, przy okazji z racji charakterystycznego rysunku na twarzy nosi ksywkę "wykrzyknik"... który to stygmat opisuje go najlepiej. Wyobraźcie sobie wiewiórkę z ADHD która wypiła litr napoju energetyzującego i poprawiła kawą... 
 
Takie widoki na trasie - ale to i następne to całkiem świeże zdjęcia.

Pola Woli Rzędzinskiej i Zaczarnia - a na lini horyzontu masyw Góry św. Marcina i pogórza w okolicach Pilzna.

Jam ci to - w takich miejscach nie muszę kłopotać się maseczkami - żywego ludzkiego ducha... 

Widzicie tę kłodę? No to wyobrażcie sobie że rzeczkę żabnicę, płynie... (płynie?) w tym parowie na prawo od roweru. No więc po tej kłodzie tężę forsowałem, oczywiście nie jadąc, lecz przenosząc rower. 


A to już uroczyste mierzenie koszulek i bandan z emblematem i w barwach Tarnowskiej Korby - oczywiście pizzaria Biały Piec na Woli Rzędzińskiej.

Był też rowerowy urbex


Choć muszę przyznać, że na piechotę po takich miejscach buszuje się łatwiej. 

Nie obyło się bez awarii


I wywrotek.
W łokciu dziura na kciuka, Aneczka stwierdziła tylko że powinienem dostać gangreny po czymś takim, oczywiście na SORze nie byłem - liczenie na skuteczną i szybką pomoc w takich miejscach jest daremne. Opatrywalem się sam, przy pomocy Synów. I jest to całkiem skuteczna metoda - zamierzam zrobić sobie korespondencyjny kurs chirurgii - nigdy nie wiadomo kiedy się przyda ;)

Co oczywiście w najmniejszym stopniu nie umniejszyło mojej ochoty do jazdy, tyle tylko że przez jakiś czas unkałem wyrypów, gdyż potłuczone ciało na każdej dziurze natrętnie zgłaszało swoje protesty za pomocą bólu. 


Ale KORBA nie wymięka

Sekundę po zrobieniu tego zdjęcia nawis na którym siedzę oberwał się i poleciałem wprost na sempiternę prawie dwa metry w dół. 

Tylko sobie nie myślcie że ja myślę... to tylko taka magia obiektywu ;)

Tyle bezużytecznej wody!!!! Staw prywatny pływanie na kajaku zabronione... doprawdy, mocne nieporozumienie! 

A to też z chłopcami na rowerch - tym razem Pizzeria Metrum. Oczywięsie wcześniej byliśmy u Marzenki.

To tyle - reszta wypadów już zasługuje na osobne wpisy, więc czekajcie, wkrótce kolejna przygoda.

czwartek, 4 kwietnia 2019

wtorek, 28 sierpnia 2018

BARS 203 - zdobyty

Tym razem już nie bawiłem się w wytyczanie nowych szlaków, miałem ściśle określony czas (plus minus kilkanaście minut, na nieprzewidziane okoliczności) i jasno określony cel... kurza twarz! Sam siebie nie poznaję!

W każdym razie - chciałem koniecznie do tej bazy dojechać. 


Zobacz trasę w Traseo

Odpalam rower i... szybciutko modyfikuję zaplanowaną trasę, nawet nie wiem czemu, na pewno nie było to świadome wprowadzenie elementu spontaniczności, po prostu uznałem że tak będzie lepiej. 

GUMNISKA
 Mostek "Wszystkich świętych"
Tak wiem powtarzam się, ale bardzo mi się ta nazwa którą sam wymyśliłem podoba, teraz i tak jest już komfort - pierwotnie nie było barierek, a szczebel był co drugi, więc wtedy się przechodząc Wszystkich Świętych wzywało. Teraz już spokojnie można przejechać. 

POGÓRSKA WOLA
 Miejsce zamordowania kilku Polek, w tym Heleny Marusarzówny przez Niemców (którzy dziś uczą nas demokracji... było by zabawne gdyby nie było tak przerażające) 
Pokazywałem już je kiedyś, ale zawsze warto przypomnieć, tym bardziej iż jechałem dokładnie obok niego. 

MACHOWA
Tak daleko jeszcze się ostatnio nie zapuszczałem, no to najwyższa pora. 
 Przydrożna dawna wiejska zabudowa, dziś to już relikty, skansen na żywo, warto popatrzeć, bo wielu z nas w takich domach spędziło dzieciństwo, nawet jeśli nie całe to jego szmat. 

W sumie to przegapiłem odbicie w lewo - cały czas zresztą jechałem poboczem "pod prąd". Trudno droga rowerowa urwała się zaraz za Tarnowem, a ja nie będę ryzykował że jakiś "uprzejmy" co to innym "ułatwia wyprzedzanie" (nie brak wciąż takich idiotów) , wjedzie mi na tyłek zjeżdżając na pobocze,  pomimo linii ciągłej. A w ten sposób przynajmniej bym go widział i miał czas odbić do rowu, Trudno poharatam siebie i rower, ale przeżyję.  Miałem dwa takie wypadki, ale na szczęście udało się zmieścić pomiędzy rowem a puszką z zamkniętym wewnątrz kretynem. Gdyby mnie zatrzymała Policja, to gotów byłem do awantury i na pewno bym mandatu nie przyjął. Ale mnie nie zatrzymali, więc może jechałem prawidłowo? Sam nie wiem - przepisy ruchu drogowego piszą u nas osoby o tak niebotycznej inteligencji że ich dzieła, stają się niezrozumiałe dla zwykłych śmiertelników.

No ale wróćmy do przegapienia. Patrzę na ekranik Hammera i konstatuje że mam nadrobione sporo minut, w sumie wprawdzie pod górę, ale za to z wiatrem lekko w plecy, więc jechało się całkiem szybko. Zatem postanawiam pokazać Wam jeszcze bonusik i zajechać do centrum  Machowej. Ale wpierw cmentarz a na nim ładnie oznaczony.  

 Grób Otto Schimka.
Dla nas bohatera który oddał życie bo nie chciał strzelać do Polaków, dla Niemców tchórza i zdrajcy... bo nie chciał strzelać do Polaków! 
Miejsce rozstrzelania chłopaka pokazałem jeszcze na starym blogu.

A potem to już prowadziła droga, a że prowadziła obok urokliwego drewnianego kościółka... no to jak mogłem nie przystanąć?   


Kościół św. Trójcy.
Powstał w latach  1773 - 78. Zbudowany przez Macieja Niemyskiego (zakładam że był fundatorem, a nie że budował wszystko sam ;-) ).
 
 W podziemiach pochowano Henriettę Ewę Ankwicz i jej rodziców (link - do Wiki), która stąd była i tu po śmierci powróciła. 

 Kościół drewniany, zrębowy, szalowany deskami - kształtny i wart zobaczenia. 
 
A to ja w szybce... ;-)

Niestety zamknięty na głucho. więc musiałem uszczknąć co nieco jego tajemnic przez okienka.

 Rodzaj kaplicy bocznej - świetlicy? przy kościele. Wygląda nieco jak izba pamięci.

 Nawet portrecik Otto Schimka się tu znalazł. 

 Przedsionek.

 Naprawdę ładny i ciekawy obiekt.

Kawałek dalej... SKLEP!
W sklepie 4-Move! 
rany ale mi się pić chciało!  
No ale Kapliczki nie przeoczyłem.
 Urokliwa drewniana, na prywatnej posesji, ale doskonale czytelna z drogi.
 
 "Na większą chwałę M.B. tę kaplicę zfundowali
Stanisław i Katarzyna Jasiakowie R. 1879 dnia 18 C
Proszą P. Przechodniów o Westchnienie do Boga."

A potem już śmigałem z górki i bardzo szybko. Nie wpadły mi zresztą w oko żadne miejsca gdzie chciał bym się zatrzymać. W efekcie szybko osiągnąłem

ŻDŻARY
Mała wioska, nic nikomu nie mówiąca, zaszyta gdzieś w lasach, była by taką po kres świata gdyby nie... 
Sowieci. 
Którzy właśnie tu postanowili założyć sobie bazę.
I tak w roku 1985 owa baza powstała. 
Przeczytać można że to miejsce wybrano ponieważ "leży w połowie drogi między Berlinem a Moskwą" - mi się ta "połowa drogi" jakoś nie widzi - ale może po prostu nie znam się na mapach?  
 W każdym razie była to baza wojsk łączności, mieli tu transformatory, potężne anteny i całą masę innego sprzętu. Pierwotnie stacjonowała tu kompania - około 150 ludzi, ale w planach była rozbudowa kompleksu do pojemności około 100O żołnierzy.
 
 Zachodzę ich od tyłu, w zasadzie zajeżdżam, w/g wszelkiej sztuki taktyki militarnej ;-)
 
 Cóż kiedy obiekt nie jest broniony! 

 Co innego pod koniec lat 90-ych ubiegłego tysiąclecia. 
O wtedy z KPN (kto jeszcze ich pamięta?) jechało się do Czarnej  Tarnowskiej skąd w asyście "przypadkowo" obecnych milicjantów i UBeków (skąd wiedzieli?, kto kapował?)  szło się pod bazę i protestowało przeciw obecności Sowietów na "świętej polskiej ziemi".
Owe protesty oglądało trzech wartowników - zdziwionych, zdumionych, nie kumających ani słowa, ale którym nakazano zachować spokój... więc byli spokojni. 

Tylko że wtedy bym się na taki okrążający manewr nie odważył... bo pewnie któryś mógł by z kałasza serię w moim kierunku puścić, trafić z tej broni nie jest łatwo - ale przy trzydziestu nabojach w magazynku - można oberwać nawet kompletnym przypadkiem. 
 
 Obecnie obiekt jest zdewastowany - owszem nie mam pretensji do władz gminy że cześć infrastruktury przejęli (choćby studnie głębinowe) - ale że zniszczono resztę, tego pojąć i zaakceptować nie umiem - Wycięcie w pień ciekawostki historycznej (to co pozostawiono - to nie z dobrej woli tylko raczej dlatego że bez super ciężkiego sprzętu tych bunkrów ruszyć by się nie dało) i pozwolenie by teren zarastał "naturalnie" - nie jest "rekultywacją"!
 
 I znowu ja - dzielny zdobywca - niebronionych obiektów ;-) 

 Na dachu bunkra obsługi anten. 
Swoją droga to też mi się nie widzi - bo oto mamy cztery potężne hangary - każdy przedzielony wewnątrz półprzegrodą ale nie łączą się ze sobą wzajem inaczej niż przez zewnętrze - Raczej nie był to budynek obsługi tylko schron na sprzęt. 
Ale mniejsza. Tyle zostało z tego cieszyć się trzeba. 
 
 Ostatni rzut oka i w drogę - tym razem ścieżką do drogi asfaltowej, potem znów odbijam w las i leśną drogą do Pogórskiej Woli - stamtąd na Jodłówkę-Wałki i przez wolę Rzędzińską do Tarnowa - ale tego odcinka już nie dokumentuję - czas zaczyna wyraźnie wykraczać poza margines który sobie dałem i muszę tęgo cisnąc, a tu wiatr w pysk i nie jest lekko. 
Trudno - nie zawsze musi być lekko, zresztą już nieraz zauważyłem, że na rowerze jak się człowiekowi śpieszy to nigdy nie jest lekko! 
 

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

BARS 203 nie zostal zdobyty

No nie został, bo czasu zabrakło, gdybym bym jechał jak Bóg i GPS nakazali, to pewnie bym zdążył, ale mnie zawsze diabli w boczne odnogi zawiodą a Azymut i Rympał są mi braćmi. I faktycznie na pewnym odcinku przepychałem się przez młodnik świerkowy... jak ktoś się przepychał to wie, a jak nie to niech mu do głowy nie przyjdzie próbować... ba i to z rowerem. Melanż hardcoru z hardstupidem. Bo to na rowerze było - tak sobie wykombinowałem, że i domem się zajme, i do Czarnej?zdżar do bay sowieckiej podjadę przed II zmianą. W ogóle z tą bazą to całkiem tak jak z Tour de Marcinka -Temat wypadu tak oczywisty, że odkładany na ... niewiadomo kiedy. No ale w końcu odkładnie się skończyło i zabrałem się do jazdy.


Zobacz trasę w Traseo

Jadąc średnio 20 na godzinę i mając trzy godziny czasu, powinienem spokojnie wykręcić trasę, i bym wykręcił, gdybym nie skręcił... a potem jeszcze raz, i jeszcze, i kilka następnych razy. W efekcie BARS nadal może uchodzić za niezdobyty. 

Zauważcie jednak że przepenetrowałem kawał terenu, poznałem masę nowych, zupełnie do niczego mi nie potrzebnych ścieżek i dróżek leśnych oraz nabrałem doświadczenia w jeździe rowerem na azymut przez lasy, pola i łąki. Zapewne tej wiedzy nie uda mi się nigdy spożytkować w jakikolwiek sensowny, czyli przynoszący profity materialne sposób, ale niemniej jednak wiedza nabyta została - a od przybytku ponoć głowa nie boli...

WOLA RZĘDZIŃSKA
    
 Relikty dawnych zabudowań wiejskich. 
Skansen na żywo. 
 
 "szczyre pola" 
U nas znaczy to tyle że nic poza nimi...

 Polny strumień, w strumieniu płyty żeby był przejazd dla maszyn rolniczych.
Sporo życia w około, generalnie przyjaznego i kolorowego, aczkolwiek zdarzają się krwiopijcy, wprawdzie płoszeni przez ostre słońce, ale i tak trzeba stamtąd zwiewać. 

JODŁÓWKA WAŁKI
 Anio w Czarnobylu tak malowniczych hal nie mają ;-) 

 I żeby nie było! 
To ostatnia prosta. 10 minut kręcenia przed siebie i jestem praktycznie w bazie, problem w tym że drugie dziesięć na powrót i ... zabraknie czasu by wstąpić jeszcze do Biedry po jakiś furaż do pracy.

Znów
WOLA RZĘDZIŃSKA
 Neogotycka kapliczka 

 Z 1917 roku

 całkiem bogata wewnątrz
(prawdę powiedziawszy najbogatsza z tego typu kapliczek jakie widziałem) 

 I malowniczo położona.

Centrum Woli Rzedzińskiej.
Pokazywałem kilka razy, rozpisywał się nie będę.

Potem już tylko śmigiem do Biedronki szybki zakup czegoś do picia, bo wyprażyło mnie niemiłosiernie, jakies papu do pracy i ostatni już niedokumentowany etap. 
I mam oto zagwozdkę czy nie szybciej było by jechać północnym szlakiem, no chyba przyjdzie mi oba jeszcze raz przejechać i porównać czasy ? ;-) 

A BARS203? Pamiętam o nim...