Pamiętam drogę do Wołosatego gdy ani się nie śniło jej o asfalcie, a w samej wiosce było nic plus PGR i stanica harcerska. Zresztą czy ja to pamiętam, czy może to wspomnienia innych? Być byłem, ale co można pamiętać po prawie czterdziestu latach? Nieodnawiane wspomnienia zacierają się i łączą z innymi. No ale tak to pamiętam: Autobus marki San, kilkunastu młodych ludzi z plecakami, marsz po szutrze, jakieś szopy, tablice z ostrzeżeniami o możliwości znalezienia niewybuchów i o strefie nadgranicznej, zakaz wjazdu za wyłączeniem tych i owych. Wiata, ognisko potem znów marsz...
Dziś inaczej.
WOŁOSATE
To kilka domów, sklepik pod wymowną nazwą "ostatni na szlaku". Wypasiony lokal Bieszczadzkiego Parku Narodowego, Zakole autobusowe, sklepik z pamiątkami i oczywiście brama do raju, czyli punkt kasowy BdPN umieszczony przy szlaku, na którym wnosimy opłaty, wbijam sobie pamiątkowy stempelek i od którego zaczynamy wędrówkę.
Zobacz trasę w Traseo
Dość
ciekawy przypadek map satelitarnych wuja Gógla. Być może chodziło o
ukrycie czegoś szczególnego, a może to one Biesy obserwację mu
popsowały? Kto wie? Wyszło ciekawie i niech tak zostanie.
Na
Tarnicę z Ustrzyk Górnych chadzałem kilka razy, głównie przy okazji
dróg krzyżowych, to wtedy czasu się nie trzyma tak jak przy normalnym
przejściu, ale i tak uważam iż "podręcznikowe" 3,15 godziny to czas
liczony dla bardzo wolnych maszerów. Natomiast ten z Wołosatego dwie i
półgodziny faktycznie odpowiada rzeczywistości i trudno jest przejść tę
trasę szybciej. Podejście może nie jest "alpejskie" ale...
Za to czas zejścia to 1 godzina i już ten fakt wiele mówi.
Tuż przed wejściem na szlak, tablica informacyjna BdPN. Co się chroni, jak się chroni, czemu to służy i co możemy spotkać. Akurat na spotkanie żmij przy szlaku bym nie liczył.
SZLAK NA TARNICĘ
Punkt kasowy BdPN. Na wszystkich blogach widziałem go od frontu, no to celowo zdjęcie od zaplecza.
Szlak na Tarnicę z samą królową Bieszczad w tle.
Nie jestem żoną Lota, nie zamieniam się w słup soli, inna sprawa że Wołosatemu daleko do Sodomy...
Sama miejscowość już znikła w dolince, za to mamy panoramę na wzgórza po Ukraińskiej stronie granicy. Choć te najbliższe to Kiczery, jeszcze nasze.
Rzut oka w kierunku Rozsypańca.
I wkrótce z łąk wchodzimy w lasy.
Lasy bieszczadzkie są inne, nie umiem powiedzieć czemu, ale są, zapewne wynika to ze specyfiki siedliska, zaszłości historycznych być może to także biesia sprawka. Nie wiem, ale znam wiele lasów, a te tutejsze nie są podobne do innych.
Zerwa Kłosowa.
Szałas wypoczynkowy przy szlaku Wołosate Tarnica.
Świetnie przemyślane, wartościowe miejsce. W razie załamania pogody daje schronienie, może nie komfortowe (zwłaszcza jak ktoś nie miał by odzieży na zmianę), ale zawsze. Poza tym przyjemnie tam coś przekąsić. Niestety jest też sporo śmieci, część z nich zawiozłem potem do Tarnowa w plecaku. Żałuje ze akurat nie miałem przy sobie żadnej torebki foliowej (zostały w innym tym "codziennym" plecaku), bo bym posprzątał solidniej.
Po wyjściu na połoniny czekają nas już tylko tak wspaniałe widoki.
Tarniczka zza chaszczy.
Te chaszcze to w ogóle niezwykle ciekawa sprawa.
Wcześniej sam nie zwracałem na te drzewka rachityczne jakieś szczególnej uwagi - ot były malownicze i tyle.
(link jest do fejsa, więc nie wiem jak Wam się wyświetli).
Chodzi o to że połoniny nie są zjawiskiem naturalnym, do ich powstania znacznie przyczynił się człowiek, są więc zjawiskiem antropogenicznym - i tu pytanie do ekoekstremy - czy wyobrażacie sobie Bieszczady bez połonin?
Wypalanie i wypas zrobiły swoje. Tymczasem jest to regiel górny który w sposób naturalny powinien być zalesiony. I las chce tu powrócić. Problem w tym że raz odsłonięta góra, broni się przed powtórnym zalesieniem, z pomocą klimatu i zjawisk atmosferycznych. Ale raz na jakiś czas, jakieś nasionko zostaje zawiane, lub zaniesione przez ptactwo właśnie na połoniny i udaje się mu wykiełkować. Z racji bezlitosnych wiatrów i chłodów, rośnie poskręcane, małe, płoży się przy gruncie, ale trwa. Ba nawet się rozradza, tyle że nie przez nasiona, a wegetatywnie i jak będziecie kiedyś koło takiej kępki świerczyny przechodzić, to zwróćcie uwagę skąd one wszystkie wyrastają. Kiedyś za lat dziesiątki, gdy rozrosną się bardziej, gdy dadzą osłonę innym świerkom - las tu powróci, no chyba że wcześniej powrócą Wołosi ze swoimi stadami - czego wszystkim nam życzę.
Przełęcz pod Tarnicą.
Szlak w kierunku na Ustrzyki
A my szybko się odziewamy. Wieje i nagle przyszedł ziąb. Oczywiście nie na tyle by zmrozić w nas ducha, ale przepocone podkoszulki wymagają osłony.
Krzemień.
Kopa Bukowska
I Jej wspaniałość Tarnica!
Selfie na szczycie.
Mamy farta - silny wiatr zgonił romantyków na dół, fala przedpołudniowa wędrowców już zeszła, a popołudniowi maruderzy jeszcze nie dotarli.
dla tych co nie byli:
WZNOSZĘ SWE OCZY KU GÓROM
SKĄDŻE NADEJDZIE MI POMOC?"
Na pamiątkę wyprawy na Tarnicę
ks. Karola Wojtyły 5.VIII 1953R.
postawiono Krzyż
W roku III pielgrzymki do ojczyzny
Jana Pawła II w czerwcu 1987R.
Tablicę odnowiono w roku V pielgrzymki
Ojca Świętego i jego obecności w Bieszczadach
czerwiec 1997R. PTTK Rzeszów.
A to zdjęcie jest już w pełni czytelne.
I jak tu wracać?
Ale trzeba, powoli zbliża się zmrok.
Schodzimy - krzyż pątniczy który przeoczyliśmy idąc do góry.
Omieg górski
(tak a propos - wybaczcie jakość tych zdjęć - oczy oślepione jaskrawym słońcem i aparat w smartfonie to nie jest najwydajniejsze połączenie przy robieniu makr)
Taki sercowy akcencik na poręczy.
I literka M pod czymś co też można za serduszko uznać na pniu buka - całkowicie naturalne acz sympatyczne.
A słoneczko się chyli...
Gółka Długoostrogowa
(nie to nie ja taki bystrzak jestem, to mi dopiero na fejsie BdPN - podpowiedział - podejrzewam iż w osobie Stanisława)
Podkolan Biały.
I już prawie zaszło.
Miejsce warte polecenia - pokoiki maleńkie, ale przytulne, aneks kuchenny znakomity, do tego miejsce czy w jadalni, czy na tarasie więc jest ta przestrzeń wspólna.
Zupki się zaleje, kawusię zaparzy, pasztecikiem kromale pociągnie - głód zaspokojony, zmęczenie z nóg spływa. Zapada noc, a wraz z nią najbardziej niesamowite niebo jakie widziałem. Żadne zdjęcia nie oddadzą nocnego nieba nad Bieszczadami, to trzeba zobaczyć samemu.