Lasy Mieleckie, to część pradawnej Puszczy Sandomierskiej. Już mało naturalne, przetrzebione, gospodarcze, żywiące i dające schronienie niezliczonym pokoleniom Lasowiaków, kryjące w sobie zbrodnie niemieckie ale przecież wciąż piękne.
A jak jest Aneczka i są lasy i jest zima i pogoda i można iść... no to nie można nie iść. Tym bardziej że przyświeca nam szczytny cel, szczytowania na Carpatii i doniesienia tam kamieni zebranych z innych szczytów, Mogielicy i Ćwilina.
W lasy zajeżdżamy samochodem - można by od razu z buta, ale to jednak wiele godzin marszu dodatkowo. W sumie nic przeciw nie mamy, lecz doba rozciągliwa nie jest, a życie ma wobec nas także inne oczekiwania, nie tylko spacerowanie.
Oczywiście nie obyło się bez przedzierania "na żywca", a przy okazji odkryliśmy piękne drzewo, do którego na pewno przyjedziemy latem.
 |
Dla tych co myślą że to jest śnieg - poczekajcie na moje posty o Niskim, Gorcach i Tatrach... o tam to były śniegi!
|
 |
Może i śniegu mało, ale i tak urokliwość wielka
|
 |
| Ino że miejscami w błocku się człek jako ten dzik tapla |
|
 |
A to owo drzewo wyżej wzmiankowane - piękny dąb, pomnikowy.
|
 |
I kamyczki nasze którem w plecaku dżwigał z każdego wypadu
|
 |
I wzniesienie najwyższe w okolicy całej
|
 |
A po tak dramatycznej akcji górskiej, należy się suty posiłek - czyli w Galerii Navigator zamówione na wynos sajgonki... nie powiem SMACZNE!
|
I to tyle przygód dnia tego.
tych którzy czują niedosyt uspokajam - wkrótce nowy post o wypadzie w Beskid Niski i tam ani śniegu, ani przygód nie zabraknie.