Nie jestem miłośnikiem sportu, nie cieszy mnie rywalizacja, fanfary, medale, puchary. Bo niby czemu miała by cieszyć? Czemu moje zwycięstwo musi koniecznie oznaczać czyjąś klęskę? Pamiętacie łzy Messiego na ostatnim mundialu?
Jest taka opowieść o starym mistrzu który na widok szalejącego w tryumfie swojego ucznia odzywa się doń:
- Zatem pobiłeś wszystkich?
- Jasne! Wygrałem każdą walkę!
- Zatem, skoro wygrałeś to byłeś od nich silniejszy?
- Masz rację Mistrzu - dzięki Tobie!
- Zatem, skoro byłeś najsilniejszy, to oni byli słabsi od Ciebie!
- Tak, Mistrzu!
- Zatem z czego się cieszysz, z tego że pobiłeś słabszych?
...
Na takich opowiastkach uczono mnie przez wiele lat. Mogę się cieszyć że rozbiłem ileś tam dachówek, ale nie z tego że rozbiłem komuś twarz.
Jak pamiętacie niedawno zmieniłem nick (Makro - kojarzyło się z siecią sklepów, a jako że od dawna już nie zajmuję się makrofotografią po prostu straciło sens, wiem że wiecie - ale czasem warto przypomnieć) - razem z nickiem zmieniłem blogi i profile. W tym także te na serwisach rejestrujących trasy GPS.
W pewnym momencie zorientowałem się iż moja pozycja w rankingu Traseo stale rośnie, zdziwiło mnie to, bo przecież nie robiłem więcej niż jedną dwie trasy tygodniowo. Zerknąłem na ów ranking i okazało się że na 90 tysięcy zarejestrowanych gdzieś tak koło tysiąca jest aktywnych, znaczy takich którzy kiedyś jakąś trasę opublikowali, z tego takich naprawdę aktywnych jest około setki.
Naszła mnie myśl że fajnie było by do nich dołączyć. I to jeszcze do końca tego roku.
Zwłaszcza iż Traseo w przeciwieństwie do kilku innych tego typu serwisów nie nagradza "kilometrówki" (byłbym bez szans wobec kierowców TIRów, kolarzy szosowych, czy turystów samochodowych), ale na ogólną liczbę punktów - składają się; sposób rejestracji trasy, zdjęcia i opisy.
Czyli faktycznie jest fair - wyczynowcy mają inne miejsca, tu jest coś dla krajoznawców. Dla pewności przeglądnąłem stochastycznie kilkanaście różnych profili, osób z pierwszej setki - w rzeczy samej; zdjęcia, opisy, często naprawdę na poziomie dobrego krajoznawczego bloga.
Do tego Traseo daje możliwość komentowania zadawania pytań itp.
I wtedy pomyślałem sobie że stanę do zawodów. Nie z nimi, tylko ze sobą - zadanie brzmiało - zrobić w ciągu czterech miesięcy (bo tyle zostało do końca roku) tyle tras, żeby znaleźć się w pierwszej setce.
I od razu obłożyłem się handicapem: ani jedna trasa nie może się w stu procentach pokrywać, do każdej musi być ilustrujący zestaw zdjęć, które także nie mogą się powtarzać, nic nie może być rysowane przy monitorze (nie licząc korekty nagranej trasy, GPS czasami wariuje), żadnych zdjęć które nie powstały bezpośrednio w trakcie pokonywania odcinka.
W przeciwnym razie - bez trudu pobrał bym w formacie GPX zapisy moich poprzednich tras, okrasił je setkami zdjęć z cyfrowego archiwum, jakie zrobiło się samo przez lata wędrówek i spokojnie wyawansował do pierwszej setki - tylko czy to było by dla mnie satysfakcjonujące? Równie dobrze mógł bym nagrywać codzienne trasy samochodowe z młodymi do szkoły, z Żoną do pracy, potem po młodych, po Żonę, na zakupy... codziennie z psem wkoło osiedla... Tylko jaki by to miało sens?
Przyznam że nie było łatwo. Wprawdzie mam sporo różnych tras alternatywnych dojazdu rowerem do pracy (lub dojścia piechotą), ale z racji na kurczące się okresy jasności, wkrótce poranne trasy stały się zdjęciowo niewydolne, a te popołudniowe były wyścigiem ze Słońcem. rzecz jasne stale w tle była rodzina i jej potrzeby - więc musiałem zrezygnować z wielu potencjalnie ciekawych marszrut. Pomysłów miałem i nadal mam multum, same tematyczne spacery po Tarnowie to kilkanaście ciekawych, niebanalnych tras - szlak harcerski, węgierski, eklektyczny, kapliczkowy; ot tak wymienione na poczekaniu. Problemem był jednak i jest nadal... czas.
Ale...
ZROBIŁEM TO!!!
Jestem w pierwszej setce! I mam nielichą satysfakcje - nie dlatego że wygrałem z kimś, bo oni wszak nie ściągali się ze mną, nie mieli nawet świadomości że jakikolwiek wyścig trawa, musiałem pokonać czas, pogodę i okoliczności by zdążyć przed końcem roku, a przede wszystkim udowodnić samemu sobie iż jestem w stanie wymyślić i pokonać kolejny odcinek, zrobić kolejną "pętelkę", znaleźć następny obiekt do sfotografowania.
Zapraszam Was do weryfikacji moich słów. Wejdźcie na Traseo - wpiszcie beskidnick w wyszukiwarkę - znajdziecie wszystkie moje publiczne trasy i oceńcie sami. Jeśli ktoś znajdzie trasę która jego zdaniem będzie nieadekwatna, naciągana, lub nie warta zamieszczenia - to proszę o komentarz tam, lub na tym blogu - usunę lub wytłumaczę czemu koniecznie zasługuje na zamieszczenie.


