Właśnie tak! Nie Kalwaria Zebrzydowska jak to mamy w "oficjalnych papierach" ale właśnie Kalwaria Zebrzydowskich. To oni powołali to miejsce do istnienia, oni dali teren i fundusze. W zasadzie miałem tego świadomość od tzw. "zawsze" ale jakoś nigdy nie podchodziłem do kwestii zaimka dzierżawczego w tak zasadniczy sposób. Dopiero słowa księdza kustosza tego sanktuarium zwrócił moją uwagę na tę kwestię.
Pielgrzymka. Może nie taka jak szlakami Św. Jakuba, tylko wygodnym busem, ale jednak pielgrzymka. Zdarzenie duchowe, przede wszystkim. Nie żeby się nie rozglądnąć, nie cyknąć telefonem jakieś fotki, nie zachwycić jakimś detalem, nie dostrzec ciekawostki, ale to wszystko obok głównego celu jakim jest udział w nabożeństwie. Jest czas wędrówki, czas zwiedzania i czas modlitwy. Można je zgrabnie połączyć, ale zawsze trzeba wiedzieć czemu dać pierwszeństwo. Na pielgrzymce pierwszeństwo ma zawsze modlitwa.
Pamiętam nauczkę sprzed lat, gdy w tej samej Kalwarii byliśmy z Marzenką. Całkiem niedawno po ślubie, zachwyceni światem, życiem i sobą nawzajem. Wtedy pielgrzymkę organizowała tam nasza dawna parafia. Oczywiście byliśmy na mszy, ale... No właśnie, wyszedł nam się z tego wyjazd turystyczno zabawowy, w którym element duchowy został zepchnięty do minimum Zdjęcia robiłem wtedy starym Zenitem (technologia cyfrowa znajdowała zastosowanie głównie w satelitach szpiegowskich) lustrzanką. Każdy kto fotografował lustrzanką doskonale wie że widzi to co fotografuje, ostrość, przesłonę a zwłaszcza obiekty. Tymczasem po wywołaniu, okazało się że zdjęcia są kiepskie a na jednym w środku kadru jest... palec! Uznałem to za palec Boży i od tej chwili skrupulatnie przestrzegam zasady by pielgrzymki były pielgrzymkami a nie turystyką sakralną.
Ten wyjazd to także była okazja do przetestowania aparatu z serii Hammer który nabyłem po tym gdy w moim Larku padła bateria... swoją drogą co za precyzja w ustalaniu czasu żywotności sprzętu, tuż po okresie gwarancyjnym... Test obejmował zarówno łapanie śladu GPS, jak i nawigację oraz fotografię. I muszę przyznać że wypadł co najmniej zadowalająco. Jedno jest pewne, od tej chwili na wypady już Fuji nie zabieram, co zdecydowanie poprawia mi komfort wędrówki a także oszczędza nerwów.
Trasa dojazdu, "łapana" z wnętrza busa.
Zobacz trasę w Traseo
Na miejscu już trasy nie nagrywałem, mając świadomość częstego wstępu do pomieszczeń.
Oczywiście zaczynamy od Mszy, a potem Droga Krzyżowa na koniec popas w restauracji przy Domu Pielgrzyma.
A był bym zapomniał. Wyjazd jest zorganizowany przez ekipę z miejsca gdzie Marzenka pracuje, i cały czas przebiega pod czułym acz czujnym okiem księdza kapelana.
A teraz kilka zdjęć:
Wybaczcie że bez opisu, ale chyba w takim miejscu i okolicznościach nie miał by on sensu. Jak ktoś był, to sobie przypomni, tych którzy nie byli nieodmiennie zachęcam.
























