Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzielnica żydowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzielnica żydowska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 września 2018

Powrót na Kazimierz

Do Krakowa jedziemy w celu odebrania wyników w Prokocimiu - są rewelacyjne jak się spodziewałem, przy okazji, urządzimy sobie jeden z naszych wakacyjnych wypadów. Od kilku dni jesteśmy z Marzenką na urlopach, a że w tym roku wczasów żadnych nie zaplanowaliśmy, były plany wypadu na kilka dni w okolice dolnośląskie w celu podboju tamtejszych zamków, ale nie wypalił czarter kampera, a na formę pobyt z objazdem chłopcy zgodzić się nie chcieli. Ja zaś nie palę się do dwudniowej objazdówki z noclegiem gdzieś po drodze, bo kierowanie samochodem mnie zwyczajnie męczy. Stąd pomysł by w zamian za to urządzić sobie szereg wycieczek w bliższe okolice, a że z jednej strony mamy "rachunki do wyrównania" z Kazimierzem a z drugiej i tak będziemy w Krakowie - to logicznym było połączenie tego w jedną akcję. 

Parkuję w Prokocimiu, załatwimy co do załatwienia mamy i idziemy na... tramwaj! Nie zgłupiałem na tyle by jeździć samochodem po takim mieście jak Kraków. Ani ze mnie "ważna" persona (no wiecie aktor, urzędnik, właściciel budki z kebabem lub stoiska z galanterią w hipermarkecie), ani osoba z patologicznym lękiem przed środkami komunikacji masowej... Za to siadamy sobie w klimatyzowanym wnętrzu, oglądamy atrakcyjne miasto, ja nie muszę myśleć o jeździe i matołkach którzy stale zmieniają pasy, Marzenka nie musi mnie upominać gdy klnę za kierownicą, a Miłosz nie musi tego wysłuchiwać. Samochód w centrum miasta?  Nur Fur Idioten! 

Tym bardziej że dojechać możemy dokładnie ta gdzie chcemy. W zasadzie z tym chceniem jest problem, bo mieliśmy do czynienia ze zwycięstwem demokracji. Owszem chciała Marzenka i chciałem ja, Miłosz nie chciał wcale ale... został przegłosowany. 

Tak więc jedziemy sobie 13 (nasz szczęśliwy numerek - pierwsze naście lat po wstąpieniu w szranki małżeńskie mieszkaliśmy właśnie pod trzynastką), oglądamy sobie świat i ... wysiadamy przy placu Wolnica. Jak już kiedyś pisałem Wolnica to mianownik nie dopełniacz! A potem to już tylko spacerek i poszukiwanie miejsc które Marzenka na zdjęciach widziała a za pierwszym razem znaleźć ich się nie udało. Dla mnie najważniejsze jest pokazanie jej ulicy Szerokiej, bo to serce dzielnicy żydowskiej, a ostatnio przepędził nas stamtąd nawalny opad deszczu. 


Zobacz trasę w Traseo

Jak widać, meandrujemy, zygzakujemy, powielamy te same uliczki. Ale znajdujemy, uspokajamy się już wiemy, już widzieliśmy, już "pozbyliśmy się bóla".

Zdjęć w sumie niewiele, jakieś punkty dla potrzeb Traseo i kilka zakątków, ale bez napinki. Ważniejsze było być z nimi i móc im opowiadać o różnych ciekawostkach, niż cykać foty, od których i tak aż gęsto na necie, a mój hammer, na pewno nie zrobi ich ładniejszych niż dobra lustrzanka.

 Wolnica

 neoklasycyzm

 ul. Szeroka i jej zakątki
Jedno z najważniejszych miejsc na żydowskim szlaku w Krakowie. Pamiętam je sprzed lat, dobrze było zobaczyć dziś. klasę miejsc, osób i przedmiotów poznaje się po czasie, gdy mija trzydzieści lat a ty wciąż możesz powiedzieć; "nic się nie zmieniło, nabrało za to jeszcze więcej smaku i uroku". Tak jest tu, na Szerokiej. 




 Dobrze że Karski ma ławeczkę właśnie tu, zadaje w ten sposób kłam narracji rozpowszechnianej przez środowiska żydowskie z USA, które NIC nie zrobiły by ratować swych współplemieńców ale teraz chciwie patrzą na pozostawiony przez nich majątek.

A potem znów na plac Nowy, do okrąglaka na zapiekanki, ja w tym czasie, urywam się na chwile i pędzę do IT w poszukiwaniu jakiś gratisów i pieczątki - niestety niczego takiego nie ma... szkoda. Wracam gdy Marzenka z Miłoszem już swoje porcje zajadają, ja dojadam po nich... jak zwykle ;-) 


Na koniec jeszcze poszukiwania jednego z miejsc znanego ze zdjęcia - chwilę nam schodzi, ale dzięki internetowi, trafiamy na nie. Rzeczywiście urokliwy zakątek, zmienił się sporo, ale warto było go znaleźć. Zdjęcia robię tylko Marzence, więc nie do publikacji - są nasze, takie bardziej intymne.

Na koniec, jeszcze marsz na stradom na przystanek  trzynastki i wracamy do Prokocimia, znów napawam swoje oczy stojącymi w korkach motomędrcami... A miasto takie ładne a tak trudno mu się przyjrzeć zza szyby samochodu... doprawdy nigdy nie zrozumiem samochodziarzy. 

ps. Na Kazimierz jeszcze wrócimy, rachunki wprawdzie wyrównane, ale trochę odsetek narosło ;-)