T5 sobie badań okresowych nie przeszedł... potem się okazało że to diagnosta szwankuje, ale mniejsza, trzeba go było do mechanika odwieźć żeby poprawił co nieco (choć akurat hamulce miał ok), ale przy okazji i przegub mu zrobiłem bo już stukał. No więc jak go odwiozłem, to wróciłem rowerem, w sumie nic rewelacyjnego, ale jak pojechałem po niego... no to sobie już pofolgowałem, znaczy wcale nie planowałem sobie luzować cugli, ale wiecie... wpada człowiek w jakąś furiacką manię "co ja nie przejadę?" No więc sobie jadę, a że przy okazji bronię swojej 13 pozycji w rankingu Traseo, to staram się jechać tak by faktycznie zasłużyć na punkty, czyli jak najwięcej nowymi ścieżkami.
Żadne cuda... na mapie... ale w terenie... no było co najmniej fajnie! Serio, jak ktoś lubi, to ma... Wiecie na zasadzie że Diabeł daje każdemu w/g tego czego szuka, jak ktoś szuka alkoholu to go zawsze znajdzie, jak szuka przygodnych romansów, to także je znajdzie, a jak błota i guza.. no sami wiecie co się stanie.
Choć zaczynało się niewinnie... asfalcik, szuterek znów asfalcik... ale diabeł kusił: "no weź, nie wymiękaj, zobacz ścieżka jakaś, albo droga gdzieś w pola, popatrz nawet "dwupasmowa" (znaczy że traktor przejechał)... no weź i kierunek z grubsza się zgadza..." Diabeł ma wielką siłę przekonywania...
A ja mam słabą silną wolę... Kończy się na tym że jadę w bok, wprawdzie na mapach widać, że ta droga kończy się gdzieś (Diabeł sam nie wie gdzie) ale jadę... w końcu przecież nie raz to już w polskich ludowych opowieściach chłop diabła wyonacył (znaczy przewalił - mówiąc współczesnym slangiem ulicznym) to co mi wadzi spróbować?
 |
Zaczyna się niewinnie... jak zawsze
|
 |
A nawet bogobojnie
|
 |
Choć już pojawiają się zawirowania
|
 |
I nie do końca jasne drogi
|
 |
a po dotarciu na szczyt...
|
A wiecie co stało się Faustem gdy był na szczycie życia, albo z Twardowskim... no więc wiecie...
 |
"dwupasmówka" przez las
|
 |
"Dwupasmówka" przez pola
|
 |
ten moment kiedy pojawia się myśl... w co ja q... wdepnąłem?
|
 |
"dwupasmówka" przez paryje
|
 |
"dwupasmówka" przez brody - w sumie to cztery ich były...
|
 |
A tu już nawet "dwupasmówki" nie ma...
|
 |
Ale widoki są...
|
 |
O tak... modlitwa pomogła, przetrwałem. Pomimo iż po przejechaniu brodów i skończeniu się traktorostrady, skończyła się także jakakolwiek widzialna droga, był tylko wydeptany w lesie szlak, którym ktoś kiedyś chodził, ale tak na bidę ostatni raz trzy lata temu... Lecz w końcu dotarłem do drogi.
|
 |
Krzyż partyzancki Nie obyło się bez błądzenia - bo zamiast w lewo pojechałem w prawo i tym sposobem dodałem spory kawał drogi... ale DROGI a nie szkoły przetrwania!
|
 |
Kulminacja garbu szynwałdzkiego
|
 |
I mój ulubiony "czarny" Chrystus.
A potem już asfaltem do mechanika, Krzysztof nawet specjalnie nie komentuje mojego wyglądu, jego oczy robią się tylko większe i większe i rosną nadal... A ja jak najszybciej płacę, pakuję rower na pakę T5-ki, tak aby nie nasyfić, znaczy nie nasyfić bardziej niż to jest niezbędne, a jest niezbędne.. tak samo w kokpicie... błoto mam wszędzie, a głównie na sobie. No trudno, gdzie drwa rąbią tam błoto leci... czy jakoś tak ;)
No nic - do następnego razu.
|