Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 196. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 196. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2020

Rada myśl jechać na Radomyśl

Nie będę ukrywał, że pomysł tego wypadu ani pobudek turystycznych, ani sportowych nie miał, przynajmniej nie jako te pierwszorzędne. Owszem fajnie jest przed pracą gdzieś sobie "uderzyć", fajnie jest sobie pokręcić, coś zobaczyć itp itd. Ale tym razem akurat to zeszło na dalszy plan.
Także rozeznanie tras w kierunku Mielca mimo iż istotne, nie było powodem pierwszorzędnym. To był poryw serca i tyle. Zatem sercem wiedziony, musiałem tam pojechać, po prostu musiałem.

Nie ukrywam, że założenie obejmowało Mielec, ale już zabrakło nań czasu. Pewnie bym się pokusił, gdyby nie świadomość silnego, niskiego wiatru północno zachodniego, o ile w drodze tam przeszkadzał w sposób umiarkowany (baksztag z tendencjami do półwiatru) to już wracając miał bym przez 2/3 drogi silny bajdewind (a na drodze publicznej halsować się nie da!) i dopiero na końcówce (kiedy i tak był bym w dolinie Białej i wiele wiatr by mi nie pomagał) dostał bym silnego kopa w postaci fordewindu...

Ale gdyby nagle warunki wietrzne się zmieniły, to dojechali bym i do Mielca - zresztą jest w planie. 

Inna sprawa że ciut za późno wyjechałem, moje zwierzęta mają tak dziwną tendencję do ujawniania się właśnie w momencie gdy w pośpiechu wychodzę z domu, nagle wtedy chcą jeść, pić i  głaskać się. Po drodze byłem też u Marzeny na krótkiej modlitwie, więc jak sobie podliczyłem trasę, to było by akurat na Mielec starczyło - no trudno, ani ze zwierzaków, ani z modlitwy na grobie Żony nie zamierzam rezygnować.  

Za to droga przednia - choć nie ukrywam - gravel poradził by sobie tam zdecydowanie lepiej niż trekking (a MTB to w ogóle była by męka), cały czas asfaltem, i często po drogach gdzie samochody śmigają ponad setką (sam tam tak jeżdżę, więc do innych żalu mieć nie mogę) inna sprawa że ani razu nie byłem wyprzedzany bliżej niż dwa metry - więc pełen komfort. 


Jak widzicie mimo wszystko trochę kilometrów wpadło. Wpadło też niemało ciekawostek terenowych. ale to pokażę zaraz na zdjęciach. 


Kozłówka - przysiółek taki, opodal inny pod nazwą Kraków. Za to zabudowania świetne, skansen na żywo. Tak - to na pierwszym planie to żuraw i wiele wskazuje na to że nie jest to atrapa. 

Kręcę drogami bocznymi, nieledwie dojazdówkami, ruch minimalny i tak jest aż do Nowej Jastrząbki tam wjeżdżam już na główny trakt Tarnów - Mielec i sytuacja ulega gwałtownej zmianie. Trudno, spodziewałem się tego.

Za to Nowa Jastrząbka wita mnie takim o to kamiennym krzyżem przydrożnym. Nader ciekawa konstrukcja. Zwróćcie uwagę na ogólną formę - jest barokowa. Ale już same przedstawienia figuralne jak gdyby zatrzymały się w czasie i nawet w Średniowieczu nie budziły by sprzeciwu. Formy proste oszczędne, dalekie od barokowej ekspresji, za to robione tak by nic się nie "ukrzyło" (znaczy odłamało).
 
 
Można by zaryzykować tezę że to kwestia mody, ale raczej nie, bo już wtedy przecież zaczynał swoją błyskotliwą karierę neogotyk, wypierając ze sztuki sakralnej barok, zresztą gdzie tu na prowincji ... moda?

Brak innych wytwórców? Być może, lecz przecież z tego okresu można znaleźć także zdecydowanie bardziej misterne wykonania. Surowiec? Zapewne też swoją rolę odegrał - ani piaskowiec ciężkowicki, ani magurski, czyli najpopularniejsze w tym regionie, nie pozwalają na zbyt wyrafinowane formy. Z drugiej strony nie wymuszają też form tak prostych. Cena? na pewno sam ten krzyż kosztował jak na warunki galicyjskiej wioski krocie - więc wydaje się iż przy tej skali inwestycji zwiększenie kosztów o kilka procent nie powinno już mieć znaczenia.
Osobiście stawiam na to że warsztat Musiałów z Tarnowa (bo na ich robotę mi to wygląda - ewentualnie robotę kogoś kto się od nich uczył) celowo, tworzył takie a  nie inne formy by przypaść do gustu swym odbiorcom.

Przede mną aż do Radomyśla droga głównie prosta i szeroka. już bez ciekawostek przydrożnych, albo po prostu nie umiałem ich dostrzec. 

Za to w samym Radomyślu ich nie zabrakło. A zaledwie liznąłem temat i na pewno jeszcze nie jedno jest tam do odkrycia.

ciekawy choć toporny neogotyk, ale za to...

z jaką przeszłością!

Jak na tereny w koło Mielca przystało, na rynku samolot! 
W ogóle, nie jest źle - nawet udaje mi się kupić kartki pocztowe i do siebie wysłać! 

A jak trafiam na całkiem przyzwoitą kebabiarnię - no to już jest pełna radość - nie powiem, ciut mi już głodno się robiło... chłodno wcale choć do domu daleko ;) 

Cmentarz i kaplica. Koniecznie do powtórnego odwiedzenia, bo myślę że niejedną ciekawostkę tam znajdę. 

Wracam drogą na Dąbrowę Tarnowską.  Wprawdzie na Lisią Górę było by szybciej, ale jak przekalkulowałem czas, to po rezygnacji z bardzo ryzykownej jazdy do Mielca, zostało mi go na tyle by do pracy jechać nieco okrężną drogą - z drugiej strony omijam wtedy zatłoczone centrum i mogę jechać po prostu znacznie szybciej, niż bym dał radę przez Tarnów. oczywiście otwieram sobie w ten sposób także tereny do eksploracji, których wcześniej nie znałem. 

Choćby Radgoszcz i nader urokliwy drewniany kościół p.w. Św. Kazimierza - budynek z roku 1860, konsekrowany dwa lata później,

Na pewno nie arcydzieło, na pewno nie na listę UNESCO ale... wart zobaczenia. 
Daje mi też kilka minut na modlitwę.

Pomimo wmordęwindu trasa idzie gładko i szybko. Ani się obejrzałem już byłem w Dąbrowie Tarnowskiej. Zgodnie z przewidywaniami, ruch był niewielki, samochodów ciężarowych praktycznie żaden. Z drugiej strony, droga o słabszej nawierzchni i bardziej meandrująca -  wprawdzie dla roweru, większego znaczenia to nie ma, ale... zawsze jest obawa że któreś auto nie wyrobi na wirażu... a ja będę akurat w niewłaściwym miejscu...

Biblioteka i Informacja turystyczna w Dąbrowie Tarnowskiej

Park Miejski w Dąbrowie Tarnowskiej, zza drzew mało wyraźnie ale prześwieca ciekawa bryła kościoła  Najświętszej Marii Panny Szkaplerznej. Kościół stoi dokładnie na fundamentach zamku Lubomirskich, z którego pozostała jedynie bogata barokowa brama - obiecuję kiedyś przybliżyć temat. 
 
A potem już jazda do Żabna - między Dąbrową a Żabnem jest pewna, niewielka różnica wysokości, na tyle jednak istotna by w kierunku w którym jadę praktycznie móc się w całości powierzyć opiece grawitacji i pokonać go bez wysiłku. Tym razem jednak wiatr jest tak dokuczliwy iż nie ma szans na zjechanie, muszę cisnąć na pedała by w ogóle nie być przezeń zatrzymanym. Do tego zaczyna dość ostro padać.  

Krzyż przydrożny - ciekawa snycerka, warto się przy im chwilę zatrzymać z racji na zawartą symbolikę. Ja jednak kręcę do pracy - mam wprawdzie niemały margines czasu, ale z doświadczenia wiem, jak łatwo go utracić podczas nieopatrznego zatrzymywania się przy każdej ciekawostce. Niestety ta będzie musiała poczekać. Za to pozwalam sobie na wytchnienie. Zresztą od Niedomic mam wiatr już praktycznie tylko w plecy i gdy by nie mokre ciuchy i śliska nawierzchnia mógł bym gnać jak szalony.
W pracy jestem tuż po drugiej.

 

środa, 14 marca 2018

Przeszedłem samego siebie

Poniedziałek 5 Marca. Druga zmiana, Chłopcy w szkołach do późna i tak ich nie zwiozę do domu, obiad został z niedzieli, słowem... nic mnie w domu nie trzyma. A we łbie się kłębią najrozmaitsze możliwości zagospodarowania tego czasu, wygrywa oczywiście rajd pieszy. Mogłem wprawdzie czmychnąć gdzieś głębiej w pogórze, i potem wrócić autobusem wprost w objęcia elektrowni... ale jakoś wolałem dojść tam na własnych nogach - a skoro tak, to trzeba było zaplanować trasę.  
Pada na wariant ekstremalny - takim przy którym nie bardzo mogę liczyć na wsparcie. Ani nikt znajomy jeżdżący do pracy tam gdzie ja nie mieszka, ani połączeń komunikacyjnych dogodnych nie znam. W praktyce wygląda to tak że jak już wyjdę, to nie mam odwrotu - jeszcze do Kłokowej mogę zawrócić i iść czekać na autobus, a potem już punkt bez powrotu. Muszę iść do skutku. Powiem szczerze że ja lubię takie poczucie iż odwrotu nie ma. 

Wychodzę z domu po dziewiątej, też macie taki problem, iż nagle przypominacie sobie o miliardzie rzeczy które jeszcze koniecznie trzeba sprawdzić, zrobić, dotknąć? No ja tak mam... koszmar. 
Nawet laptop Marzenki podpinam w łazience na płytkach w niejasnym poczuciu iż jeśli zapalą się baterie, to pożar się nie rozprzestrzeni... (oczywiście żadnego pożaru nie było, tylko bezbrzeżne zdumienie najbliższych). 

Najtrudniej jest wykołować Aurę, ale dostaje kęsek na tarasie, a ja w tym momencie wymykam się z drugiej strony domu i jak najszybciej znikam w przecznicy, żeby mnie nie zobaczyła. Nie towarzyszy mi tęskne naszczekiwanie, wiec chyba się nie zorientowała?


Zobacz trasę w Traseo

 TARNÓW
Początkowo maszeruję z kijkami pod pachą, żeby nie zaniepokoić jej charakterystycznym stukaniem, które wszak świetnie zna. Wkrótce jednak dochodzę do Alei Tarnowskich i tam już  śmigam jak na wędrowca przystało. 

 Restauracja/pensjonat Podzamcze. 
Zero kryptoreklamy - ale spokojnie możecie tu zaglądnąć, bo przyjemny lokalik.

 Bastion - że co że nie widać? No nie widać! Jak coś jest nieremontowane od setek lat, to choćby to i taki geniusz jak Tarnowski zaprojektował, to zaczyna niszczeć. 
A całe to wzniesienie jest usypane ludzką ręką (no wieloma rękami ale ludzkimi), Stanowiło renesansową fortyfikację ziemną, przed zasadniczymi umocnieniami zamkowymi. Pamiętam jak kiedyś stała tu... skocznia narciarska! 

 Krzyż milenijny - tyle że z 1900 Roku! Obecnie ładnie wyremontowany (ciekawe co zostało z oryginału, i co z tym zrobiono?) 
Podczas jego sadowienia (1900r nie współcześnie) na tym cyplu, odnaleziono grób młodej kobiety z dzieckiem. Nie udało się rozwiązać zagadki, ale prawdopodobnie pochówek z czasów przedchrześcijańskich. 

 Ruiny Zamku Tarnowskich - te na górze, to relikty zamku średniowiecznego - Spycimira, a te niżej to już fortyfikacje (nie rezydencja) Tarnowskich. 
 
 Widok na ruiny przez jedną ze strzelnic. 

  Taki widok na Tarnów miała by księżniczka na zamku, a nawet nieco lepszy, bo ja stoję na przyziemiu a ona miała komnaty na piętrze, gdyby jeszcze były i zamek i księżniczka na nim...

 Widok z góry na zamek renesansowy - zwany często a niepoprawnie "salą rycerską" - był to rodzaj wierzy artyleryjskiej, której dolne kondygnacje mieściły arsenał i strzelnice blokujące główną drogę na zamek. Sama konstrukcja miała możliwość niszczenia przeciwnika ogniem artylerii,  na kilkaset metrów przed tym, nim jego działa osiągnęły minimalny zasięg ostrzału.  

 Widok na Pogórze z doliną Białej.

TARNOWIEC

 Kościół św. Józefa, na pierwszym planie - sklep ogrodniczy - rzecz jasna jeszcze nieczynny.

 Piękna stara kapliczka.
Na moje oko - lastrykowy krzyz został dodany później, być może zmieniając stary żelazny i skorodowany, lub zniszczony działaniami wojennymi?


 Dawny dom ludowy - podobno po remoncie ma wrócić do funkcji społecznych? Pasowało by, bo budynek ciekawy. 

Cmentarz wojenny nr 180.
Pochowani głównie żołnierze carscy, ale też i kilku cesarsko/królewskich.
Do dość częsta praktyka z czasów wielkiej akcji grzebania i honorowania poległych w I Wojnie światowej na tych terenach. Trudno było o tereny cmentarne, dlatego wykorzystywano obręby kapliczek będące poświęconą ziemią i godne miejsce pochówku.


 Tłumaczenie moje:
Najwznioślejsze duszy porywy Ojczyźnie oddajemy

Wojowie!  Polegliście bohaterską śmiercią wierni do grobu.

Zwróćcie uwagę войны nie солдаты
czyli "wojownicy" (wojowie - bardziej ze słowiańska) a nie żołnierze.


NOWODWORZE
 
 Widok na dolinę Białej. w tej chwili Nowodworze, już całkowicie straciło swój wiejski charakter - stając się wielką sypialnią. 

RADLNA
 Niszczejący klasycystyczny dwór Sanguszków z połowy XIX wieku. 
Spróbuję coś więcej o nim znaleźć, to specjalnie tu się kopsnę i zrobię większy materiał. 


 Atena z Radlnej 

 Rdlna Tower ;-)
I na to szły "unijne" pieniądze...

 Jak by kogoś interesowało to Gryf - nawiązuje do Gryfów Łowczowskich - rodu będącego dziedzicami tamtych terenów, zaś szabla i mannlicher rzecz jasna do bitwy łowczowskiej Legionistów w czasie Bożego Narodzenia 1914 roku. 

ŚWIEBODZIN
 Kościół i parafia pod wezwaniem św. Maksymiliana Marii Kolbego

 Grota maryjna obok kościoła.

KŁOKOWA
 Stacja PKP, a ściślej peron.

 Stacja Kolejowa na Turystycznym Szlaku Kolejowym Przez Karpaty.
Tak wiem pokazywałem już to miejsce - ale zawsze ma dla mnie "magiczną" siłę. 

 Rzeka Biała - w oddali wzniesienia Wału i Lubinki.

 
 Raz na moście, raz pod mostem...
No wybaczcie ale taki mam atawizm...
 Po przekroczeniu Białej, już nie a wielkiego sensu się wracać, jeszcze na autobus do Piotrkowic bym zdążył, ale czas mam taki że na nogach też spokojnie zajdę. A jak coś mi się zdarzy w dalszej części drogi, np. skręcenie kostki lub kiszek, to i tak już nie zdążę - dlatego nazwałem to miejsce punktem bez powrotu. 

RZUCHOWA
 Miejsce mordu 
Tu Niemcy zamordowali grupę 11 Polaków zaraz w 1939 roku.

 Cmentarz wojenny nr.196
pochowano tu tu 34 żołnierzy austro-węgierskich i 52 żołnierzy carskich.
Celowo pisząc o wojskach carskich, używam tego przymiotnika zamiast "rosyjskich" - po prostu wielu z tych ludzi bynajmniej Rosjanami nie było, do rosyjskości się nie poczuwało. W przeciwieństwie do choćby Polaków którzy w tych czasach zadeklarowali głośno "Przy Tobie Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy!" 
 
 
U stóp poległych dwie mogiły z lat 60 - ani piękne, ani wzniosłe - przeniesiono tu i pochowano zamordowanych przez Niemców ludzi, nikt nie wie jakiej narodowości i nazwisk. 

 Sam cmentarz położony przepięknie i pięknymi widokami (gdyby nie te cholerne druty) na wzniesienia Dąbrówki Szczepanowskiej (zachodnie stoki Lubinki) .
 
 
 Może to dziwne, ale w trakcie moich wędrówek, właśnie na tych cmentarzach czuje się jak najbardziej u siebie. 

KOSZYCE MAŁE
 Najświętsze Serce Jezusa
Króluj Nam
Fundatorowie
Wojciech i Maria Czosnyka
1935.

 Koszyce Małe także już praktycznie utraciły swój agrarny klimat. To wielka nowoczesna sypialnia, nawet bez sklepików czy zaplecza socjalnego - bogaci wyrobnicy z Krakówka czy Tarnówka, pokupili (sorry ;-) za rusycyzm, ale pasuje mi w tym miejscu do narracji;-) ) sobie tu działki, i nawet nie znają stu metrów okolicy wkoło własnych willi - samochody w jedną i drugą stronę a wszystko co po drodze, z wyjątkiem galerii handlowych to wrogie, nieprzyjazne, obce...

 Domek skałkowców... mówta co chceta, ale mnie sie takie szybki nadały były ;-) 
 
 Jakże by inaczej - widok na "Marcinkę" 

 Przydrożny Chrystus na rozstajach. 
Czeka mnie tu ważna decyzja - którędy iść dalej! 
Robię szybki szacunek drogo za mną i tej która mnie jeszcze czeka, dzielę to przez czas jaki już maszerowałem i ten który mi pozostał, wyciągam z tego pierwiastek kwadratowy szóstego stopnia, całkuję przez sumę różniczek  i wychodzi mi że względnie mam jeszcze od groma czasu. Czyli mogę sobie pozwolić na kawałek bezdroży, a potem na drogę nieco dłuższą niż wcześniej planowałem. 

ZBYLITOWSKA GÓRA
Cmentarz wojenny nr199
Pokazywałem już kilka razy spoczywa tu 104 żołnierzy carskich. 


 Uroczy, strasznie ładnie "udziwniony" domeczek.

 Jezu Ufam Tobie - ładna nowa kapliczka z kopułami cerkiewnymi. Ale pies na posesji ujadliwy do znudzenia.
Do tego zaciął mi się tutaj telefon i musiałem co nieco czasu zmitrężyć aby go odblokować, bez utraty zapisu drogi - mam nadzieję że kundla będzie gardzieł bolał przez całą noc! 

 Most kolejowy na Dunajcu.

KĘPA BOGUMIŁOWICKA
 Wały Dunajca i produkcja chmur na elektrowni. 

A na koniec silnie energetyczne klimaty! 
Czy komuś potrzeba jeszcze RedBulla? ;-) 

Traseo pokazuje 25 km, Apka Decathlonu prawie 28 - nie ustaliłem skąd błąd skoro pokazuję ten sam przebieg trasy? - być może jedna z nich "zaokrągla" przebiegi? 
Mniejsza i tak nieźle.  Co śmieszniejsze wcale nie jestem zmęczony, choć do pracy idę z ochotę, bo marzy mi się już kawa.