Bynajmniej nie oznacza to że już koniec większych przygód rowerem czy pieszo... co to to nie... Ale z przygodami jest jak z miłością, czasem są uniesienia, czasem po prostu zwyczajne życie, które jest równie fajne jak te uniesienia, tylko trzeba umieć tę fajność dostrzec i pielęgnować. No więc sobie tak chwilowo bez uniesień jadę rowerkiem do pracy.
Jadę na zasadach Einstein oczami trepa. Znacie ten kawał? Otóż poborowy chcąc zawstydzić przełożonego w wojsku zadał mu pytanie "co to jest czasoprzestrzeń?" Na co tamten na zimno, wydał poborowemu saperkę i rozkazał - "czasoprzestrzeń to jest wtedy jak zaczynacie kopać stąd i kopiecie w tamtym kierunku do zachodu słońca". Wbrew pozorom wic, który miał obnażać głupotę trepów w LWP (oczywistą zresztą) wcale nie jest taki głupi. Sam się nim kieruję, mam tyle a tyle czasu przed drugą zmianą więc dzielę go na połowy i jadę "w jakimś kierunku", potrzebuję tyle samo czasu by być w pracy plus pół godziny, by kupić sobie coś do jedzenia. Jeśli TAM jadę dwie godziny, to Z POWROTEM potrzebuję dwóch i półgodziny. Proste i zawsze skuteczne.
Czyli tak, ogarniam inwentarz, koty, psa, synów, zrobię to co muszę zrobić i czmych na koło.
Oczywiście staram się zawsze wykręcić albo jakąś nową trasę, albo choćby kilka nowych ścieżek, albo całkiem nową kombinację tych już znanych, zdumiewające, ale stale mi się udaje.
Myślę że to jest jak z nauką, laik myśli że wie wszystko co mu potrzeba, a im bardziej człowiek się zagłębia w jakiś temat, tym bardziej wie ile nie wie, przekładając to na język włóczęgostwa, im więcej się chodzi/jeździ, tym większą ma się świadomość, jak wiele ścieżek i dróg jeszcze zostało do przebycia.
Z drugiej strony gdyby tych ścieżek i dróg zabrakło, to co by zostało? Już chyba tylko ułożyć sobie resztę życia na torach ;)
 |
piękny wąwóz między Ładną a Skrzyszowem, niestety wyasfaltowany, stracił i spor ze swej głębokości i mnóstwo z uroku... no cóż terror samochodziarzy trwa.
|
 |
dzika ścieżka doprowadziła mnie na tyły cmentarza w Skrzyszowie
|
 |
Takie miejsce pamięci, dobre i to.
|
 |
Jeden z dwóch najbardziej przes...nych odcinków czerwonego szlaku wkoło Tarnowa, choć jeśli o mnie idzie ma numer jeden!
|
 |
Wygląda na to że przepędzili stąd TIRówki, a było tu czasami gęsto od tego "kwiatu"
|
 |
No to dziś jedzone tu nie będzie...
|
 |
"Gazy"...
|
 |
Szczawik zajęczy... kto zje ten zajęczy, lecz C witaminy ma tyle co dwie cytryny
|
 |
Jeziorko leśne
|
 |
Niestety zasyfione przez lokalsów, trochę pozbierałem puszek i plastików, ale na szkło już nie miałem w sakwach miejsca.
|
 |
Bobrzing!
|
 |
Ciut cywilizacji - nie na długo wszak, bo bezdroża kuszą
|
W międzyczasie sobie jeszcze do Marzenki na cmentarz zajrzałem, na modlitwę i trochę kwiatów polnych jej zostawić
 |
knieć błotna
|
 |
Pola Wolańskie
|
 |
Cusik się tam ściemnia
|
 |
Nawet fest się ściemnia - a co mi tam, najwyżej zmoknę.
|
 |
Jebanany odpoczynek
|
 |
Ale to fajne! Lubię taką grozę w powietrzu
|
 |
Taką też lubię... uciaptałem się po łokcie, miejscami wyżej
|
 |
Prywatna stadninka
|
 |
Ciekawy kopiec (górka) z ciekawym krzyżem a na krzyżu napis "Wieczne Odpoczywanie Racz Im Dać Panie" - czyżby jakaś mogiła z czasów wojennych? Nigdy o takiej nie słyszałem, trzeba będzie sprawę przebadać. (I przebadane, krzyż stoi na kopcu, a kopiec to dawny żydowski cmentarz choleryczny. Krzyż ustawiono w latach 80-ych XXw. aby zapobiec rozkopywaniu terenu przez lokalsów - nie nie chodziło o kosztowności, ale o piasek którego tam dużo)
|
|
I na koniec wielki dąb na środku drogi... Faaajny!
A potem już prosto do pracy,bo czas się kończył, a chciałem jeszcze do "Mrówki" zaglądnąć, zapytać o kilka rzeczy.
W sumie, niewielka, ale fajna rowerowa przygoda. Ps. deszcz zaczął padać za piętnaście czwarta, czyli łaskawy był i dla tych co do pracy jechali i dla tych co z pracy wracali.
A dla mnie to wcale nie koniec rowerowych wyrypów, ale o tym w następnym poście.