Witajcie. To naprawdę nie jest łatwe wyznanie. Nawet dziś, w dobie szalejącej tolerancji, terroru powszechnej miłości i planowanych obozów reedukacyjnych dla hejterów. Nawet dziś nie jest to łatwo wyznać. Ba, wyznać publicznie.
Ale trudno, podjąłem decyzję że jednak to wyznam i słowa danego samemu sobie nie złamię.
Otóż.
(Ale proszę o wyrozumiałość)
Otóż!
(Tylko wiecie, bez hejtu proszę)
Otóż!!
(piszę całkiem na serio)
Otóż!!!
Otóż, w wieku pięćdziesięciu wiosen uzmysłowiłem sobie, dotarło to do mnie, walnęło jak obuch tłuczka w kawał mięcha na kotlety schabowe, ogłuszyło, niczym dawka prądu przygotowane na rzeź kurczaki, powaliło nie ziemię niczym topór drwala powala prastare puszczańskie świerki!
Zorientowałem się też że mi z tym dobrze, że tak właśnie jak jest, to jest Ok. Że wcale nie chcę, nie muszę a nawet nie powinienem (na pohybel tym tępym heblom hejterom) tego zmieniać!
Dotarł do mnie mój... Bipedalizm*!
I teraz gdy już wiecie możecie mną pogardzać, ale wiedzcie że w głębi waszych jestestw jesteście tacy sami, nawet jeśli sami przed sobą wstydzicie się do tego przyznać!
* Bipedalizm = dwunożność.
