sobota, 11 maja 2019

Nie ufajcie mapom!

Cóż bardziej godnego zaufania wędrowcy niż mapa? Ba nawet politycy jak im się pod tyłkami pali i koniecznie muszą coś zrobić w z problemem który sami rozpętali bredzą o "mapach drogowych" (że niby wszystko jest rozrysowane i wystarczy tylko iść za kreską i na pewno dojdzie się do punktu gdzie będzie już tylko pis, drag i rock end roll, ewentualnie inna wizja raju). Ile te "mapy drogowe" są warte, to widzimy chociażby w Palestynie, czy Doniecku, ale te zwykłe uczciwe, papierowe mapy porządnych wydawnictw? One miały by kłamać? 

A jednak...

Otóż wyskoczyłem sobie nie tak dawno, przed drugą zmianą w pracy, na rowerowy wypad w kierunku cmentarza wojennego nr. 197 i położonego tuż obok cmentarza kalwińskiego. W zasadzie to wpierw był rodzinny cmentarz Chrząstowskich którzy przez trzy wieki byli właścicielami tej ziemi i okolic (a jeden z nich przeszedł był sobie na Kalwinizm, a żył sobie on i jego następcy oficjalnie jako Kalwin, a nikt im wstrętów nie czynił, a to co gadają mendy o polskiej "nietolerancji" można moczem potraktować). 
Dopiero podczas rzezi I wojny Światowej, gdy Austriacy zorientowali się że setek tysięcy zwłok nie będą w stanie przewieźć do rodzinnych miejscowości i pojawił się problem gdzie poległych pochować (z wielu przyczyn, ale głównie mentalnych, masowe bezimienne mogiły w okopach, dla Austro-Węgrów nie wchodziły w rachubę). Dlatego starano się urządzać cmentarze w pobliżu innych miejsc pochówku, kaplic itp. wszędzie tam gdzie można było wykorzystać choć spłachetek poświęconej ziemi, tu znalazł się właśnie cmentarz Chrząstowskich. 

A poległych w czasie operacji Gorlicko-Tarnowskiej było co niemiara, Wprawdzie na Szczepanowice nie szedł główny szlak uderzenia, bo koncentrowano się bardziej na przełamaniu umocnień rosyjskich na linii Dąbrówka Szczepanowska - Lubinka (które górowały nad okolicą, dając możliwość jej kontroli) ale nie mniej jednak w samych Szczepanowicach też do walk dochodziło i poległo tu sporo ludzi z jednej i z drugiej strony. 


No więc wskakuję na rower, wcześniej przepatrzywszy mapy, okolice tamtejsze znam dobrze, choć na samych cmentarzach nie byłem, bo jakoś zawsze wędrowałem innymi szlakami, ale przejeżdżałem opodal samochodem i pewność że trafię bez skuchy wynosiła 125%. 

Na mapie sytuacja wygląda tak:

Jak widać mamy tu cztery drogi na krzyż i nie sposób nie trafić...
Ha a ja sposób znalazłem - w zasadzie ktoś mi go znalazł.

No ale od początku. Trasa cała wygląda tak:


Zobacz trasę w Traseo

 Jak widać początek i koniec to sielanka...

 Obwodnica Tarnowa o panorama mojego miasta oraz ogromna przestrzeń kotliny Tarnowsko - Sandomierskiej. 

Przysiółek Bachówki - tu cały czas poruszam się zielonym szlakiem pieszym.
(choć na rowerze).

Drewniana zadbana zabudowa, wiele tu jeszcze takich perełek - pomimo rozmnażania się Cudacznych Imitacji Projektów Awangardowych.

A kawałeczek dalej dostrzegam


Ekspresyjną, dynamiczną figurę Św. Stanisława Biskupa Męczennika
Oczywiście barok - kto by się tu spodziewał? 
No ale jest i od razu wrzucam go na Mapy Google (na szczęście jako kolo z 8 rangą, nie muszę czekać długo na weryfikację - choć kilka dodawanych przeze mnie obiektów, wciąż nie znalazło uznania w oczach administratorów, myślę że to głupota AI, która nie potrafi zidentyfikować miejsca)

klikając w ten link
https://goo.gl/maps/XsNNfyeq88P2hNVW7
 Powinniście zobaczyć już dodane miejsce i zdjęcia choćby cokołu z bardzo ciekawymi inskrypcjami.

No ale na mnie czas. Jadę dalej.
W pewnym momencie wieś (przedmieście) się kończy i zaczyna się las

A na końcu potężne podejście - ale tego już na zdjęciach nie ma - był to jedyny moment który zmusił mnie do zejścia z roweru. 

Droga od Koszyc Małych na Błonia - dobrze mi znana, choć nowa kapliczka.

Nie wymaga podpisu.

Chrystus na rozstajach dróg. 
(zjechanie tu było błędem)

Widok na dolinę Dunajca.

Bobrowisko

Kościół w Szczepanowicach

Tu orientuję się boleśnie że coś jest potężnie nie tak - to już kolejny podjazd, czas zaczyna naglić, a cmentarzy ani widu ani słychu. Odpalam Google Maps - ale te lokacje nie zostały dodane (w domu okaże się że jednak jedna z nich jest dodana, ale nie wiedzieć czemu GM nie pokazują jej nawet na dużym zbliżeniu). 
Postanawiam wjechać jeszcze raz na górkę i szukać dalej, w razie czego wziąć jeńca i wycisnąć z niego zeznania metodami znanymi z okopów I wojny (wierzcie mi to co robiła CIA ze zbrodniarzami islamskimi to były pieszczoty).

Widok na Tarnów ze wzniesienia przy Szczepanowicach.

Kręcę się i kręcę, zjeżdżam, wjeżdżam i nic!!! 
Nie ma cmentarzy, jest komunalny - fajnie i biegnie obok niego zielony szlak! 
Ale ja nie mam jechać szlakiem mam z niego ZJECHAĆ!!! 
No popatrzcie na mapę! 

Zatrzymuję się przy uroczej kapliczce maryjnej w Szczepanowicach, opodal cmentarza. 
Tu nachodzi mnie natchnienie (już wiecie po co są te kapliczki?) że skoro jadąc zgodnie z mapą nie mogę trafić, to trzeba jechać z mapą niezgodnie. 
Zostaję wiec na zielonym szlaku i śmigam w dół! 

BINGO!!!!!! 

 Trafiłem - w międzyczasie albo ktoś zmienił szlak, albo błąd był na mapie od początku (być może pomylono szlak pieszy z rowerowym, lub zrobiono łącznik między nimi, a na mapie nie zdążono tego ując.

Zobaczcie zdjęcia jakie urokliwe to miejsce.








 Miotam się nieco między jednym a drugim miejscem pochówków. Sam nie mogę się zdecydować które fascynuje mnie bardziej! 
(Teren jest tak romantyczny że Goette by tu z pięć poematów pisnął w ciągu jednego dnia pobytu). 

Staram się odczytać każdą inskrypcję, odnaleźć każdy kamień ale to nie łatwe. Do tego zbliża się godzina druga po południu, zostaje mi dokładnie tyle czasu by zjechać, przebić się przez ruch w Mościcach i dociągnąć do pracy. Muszę zresztą zrezygnować z pętli i wracam po swoich śladach. Nie lubie tego, ale trudno, wiem że robiąc pętlę zabraknie mi czasu. 



 Po drodze jeszcze  tylko Wieczne Odpoczywanie przy bardzo dużym cmentarzu 198 w Błoniu.


 I krótki ogląd Dworu Prezydenckiego w Zgłobicach
Na drugi dzień pojedziemy tam z Marzenką na Kawę. 

I to już koniec - ostatni etap to czasówka, slalom, szkoła przetrwania i Mad Max w jednym! 
Ale zdążyłem!!! 

Do zobaczenia na szlaku!








 

30 komentarzy:

  1. Ja i tak jestem kiepska w czytaniu mapy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do nauczenia. Moja Marzenka nie umiała na mapie odróżnić drogi od rzeki, a teraz nawiguje lepiej niż "Hołowczyc w pudełku".

      Usuń
  2. Błądząc, można zobaczyć więcej, ale trzeba mieć na to czas. Sam się zastanawiam ile to już razy jadąc lub idąc zgodnie z mapą miałem okazję zobaczyć to "więcej". Mapy teraz dokładniutke, wszystko na nich pozaznaczane... tylko nie wszystko na swoim miejscu. Wogóle to jakaś dziwna sytuacja z tymi mapami. Czasem jakiś"pierdułkowaty" kamyk (Rysowany kamień) zaznaczony, a całkiem fajny kaminiołom w Swoszowej (Kozakowa Skała) pominięty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Zazwyczaj robię tak że jadę gdzieś w określone miejsce i po drodze eksploruję boczne ścieżki, albo tak jak robię z dojazdami do pracy, by przynajmniej raz w tygodniu iść lub jechać trasą którą na pewnym odcinku (bo na całości nie ma szansy bo od domu i do samej pracy mam ograniczony wybór dróg).
      Z mapami faktycznie bywa dziwnie. Te Googiel mapy to głównie przedsięwzięcie komercyjne, więc lokale, sklepy i przedsiębiorstwa wrzucane są od ręki, natomiast inne miejsca już nie koniecznie. Sam pomimo ósmej rangi, od dłuższego czasu czekam na weryfikację np wieży ciśnień przy dworcu (choć kapliczki i figury dodają bez zwłoki).
      Natomiast te drukowane zawierają zazwyczaj masę błędów wynikłych z braku aktualizacji.
      Ten "rysowany kamień" to na Brzance?

      Usuń
    2. W Paśmie Brzanki. Na żółtym szlaku na Liwocz. Właściwie to szczyt, ale wystający kawałeczek piaskowca na mapie zaznaczony.

      Usuń
    3. A " Ostry kamień" owszem, jest taka wychodnia skalna. Wiesz ze te stopnie wykuto w skale na polecenie dziedziczki tych ziem, która miała tam swoją ambonę widokową na okoliczne pola, bo jeszcze sto lat temu teren był praktycznie bezdrzewny.

      Usuń
  3. A ja ufam mapom, zwłaszcza papierowym. I papierowym planom miast.
    Z racji mojej miłości do roweru uwielbiam czytać o takim odkrywaniu świata na dwóch kółkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to powiedzmy nie ufajcie ślepo mapom. Gdybym nie był święcie przekonany że gdzie się wybieram szlak nie prowadzi, to bym bez problemu znalazł.
      Inna sprawa że nie miałem papierowej mapy przy sobie, tylko "wgrałem" ją do pamięci. Pewnie gdybym miał, to domyślił bym się po elementach terenowych jak mam jechać.
      Kilka lat temu napisałem post o moim błądzeniu we Wrocławiu... Bo na mapie był dworzec autobusowy całkiem gdzie indziej niż w realu, wina moja zabrałem mapę z czasów harcerskich, czyli ćwierćwiecze naonczas mającą.

      Ps. poszukaj Beskidnicka na Traseo, tam co i raz "nowe" trasy dojazdu do lub z pracy na rowerze.

      Usuń
  4. Ja też ufam mapom. Patrząc na zdjęcia z cmentarza (powiększenie) przechodził mnie dreszcz emocji. Niesamowite miejsce.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, niesanowite miejsce, jeszcze kilka lat i to miejsce zostanie odcięte od drogi wtedy część uroku zginie. Tak sobie myślę jak to uroczysko wyglądało gdy tam jeszcze wcale domów nie było. Wzgórze, na wzgórzu kilka drzew, dookoła pola uprawne a między drzewami mogiły.

      Usuń
  5. Znowu pokazałeś ciekawe miejsce z historią związane, co bardzo mnie ucieszyło... a mapy... są i precyzyjne i są dalekie od tego, zależy jakie wydawnictwo.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mapy Compassu i tak są najlepsze. Myślę że tu zawinili albo znakarze szlakowi (gminy czasem zatrudniają "bezrobotnych" do takich zadań, a ci mylą się z przyrodzenia, bo pojęcia nie mają co robią, dla kogo robią i jak należy to robić.

      Usuń
    2. Też najbardziej ufam mapom tego wydawnictwa.
      A ze szlakami często bywają problemy, bo nie zawsze znakarze informują o zmianach. Czasem informacja jest jedynie na stronie lokalnego oddziału PTTK, ale kto tam zagląda przed wycieczka? Ja nie.
      Cmentarz robi wrażenie. Dobrze, że do niego w końcu dotarłeś.

      Usuń
    3. Muszę tam wrócić słoneczną jesienią. To dopiero będą zdjęcia.

      Usuń
    4. I żeby jeszcze liście pięknie pożółkłe.

      Usuń
  6. Ja na szczęście poruszam się tylko po znanych mi szlakach, więc nie potrzebuję żadnej mapy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego stale niczego nowego nie możesz odkryć. No przyznaj się kiedy ostatni raz odkryłes nowy gatunek ssaka?
      ;)
      A tak bardziej na serio, na fejsie ktoś pochwalił się zdjęciem czworonoga na moje oko wyglądającego całkiem jak... łoś.

      Usuń
    2. Ostatni nowy gatunek ssaka odkryłem ... w pewnym pubie, jakieś dwa lata temu:) PS. To nie ja niestety. Ostatniego łosia widziałem w ub. roku:(

      Usuń
    3. Ale to był łoś (albo przypominajace go coś) w Tarnowie i to vis a vis komendy policji!

      Usuń
  7. Zawiodły nas mapy, i to nie raz; pierwszy przypadek to na Ukrainie, gdzie drogi były znaczone jako kolejne w utrzymaniu po krajowych, a okazywały się zupełnie nieprzejezdne nawet dla "czołgu":-) z kolei na Słowacji chcieliśmy się przebić do miejscowości po Bukovskimi Vrchami drogą znaczoną "cacy" na mapie, a w rzeczywistości była to leśna rozjeżdżona stokówka, miejscowi zawrócili nas; ale drogi na mapach zaskakują nas też mile, rumuńskie kreski polne okazują się być wygodnym asfaltem:-) cmentarze I-wojenne są niezwykłe chociażby z tego względu, że leżą tam obok siebie polegli z obu stron frontu, to chyba ostatnia wojna, gdzie honorowo grzebano wszystkich zabitych żołnierzy; mam znajomych, którzy fascynują się cmentarzami z I wojny, mają schodzony Beskid Niski, małopolskie, zatrzymali się pewnie na twierdzy Przemyśl; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cmentarze I Wojny to fascynujący temat. Sam mam schodzone i zjeżdżone na rowerze setki kilometrów ich śladem.
      Tak to była ostatnia wojna gdzie (przynajmniej jedna ze stron) zachowywała się rycersko wobec poległych przeciwników.

      Usuń
  8. Mimo wszystko ufam mapom. Ale jest jeden warunek - muszą być w miarę aktualne. Jakiś czas temu szłam sobie spacerkiem na Tomanową Przełęcz, a tu niespodzianka, wejścia już tam nie ma, bo TPN zamknął za Słowakami przejście ze względu na niedźwiedzie gawry i nowe nasadzenia. Czasem mapy pokazują, że jest szlak, a tego ni widu ni słychu. W tak mało turystycznych miejscach, o którym piszesz, mapy pewnie nie są tak często uaktualniane. Ale plus tej wycieczki - nie musiałeś brać jeńca :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To edycja 2016, ale tylko w teorii, miejsca nie są aktualizowane (poza autostradą i węzłami) prawdopodobnie od pierwszej dziesięciolatki XXI wieku (takie mam porównanie choćby z edycją 2012 tego samego terenu, też Compassu).

      Ano, nie musiałem, Fortuna i Desperacja walczyły po mojej stronie ;)

      Usuń
  9. Witaj Macieju.
    Ja się nie ruszam na swoje samotne wędrówki bez dokładnej mapy.
    Choć kto pyta, ten ponoć nie błądzi.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładniejszej niż na Compassu o której piszę moich terenów nie.
      znajdziesz.

      Usuń
  10. Kolejny raz dziękuję za ciekawą wycieczkę. I cieszę się że w tytule jest nie ufajcie mapom A nie ,nie ufajcie kobietom... ;) taka piosenka chyba była... pozdrawiam asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie ufaj kobiecie" Budki Suflera... Staroć, ale fajna... ;)

      Usuń
    2. Podoba mi się Twój sposób na posty. To znaczy jakiś obiekt i komentarz na jego temat. Bo wtedy wiadomo, co to jest.
      Wycieczka była interesująca.

      Usuń
    3. Uczyłem się od... Wańkowicza. Serio, taki sposób pisania reportaży ilustrowanych on próbował w Polsce zaszczepić. Niestety nie udało mu się. Nawet jego sztandarowe "Monte Cassino" pisane właśnie jako ilustrowany reportaż zostało każdorazowo wydawane z wkładką zdjęciową, zamiast quasi komiksu.

      Usuń
  11. Mapy papierowe nie są złe, natomiast poprowadzenie na nich szlaku często bywa mylne, więc zawsze dla pewności szukam jeszcze innych punktów orientacyjnych.
    Dlaczego szlaki poprowadzone są mylnie? Bo wbrew pozorom ich przebieg na niewielkich odcinkach jest zmieniany. Wokół Łodzi takie zmiany zauważam bardzo często.
    A cmentarze wojenne z I wojny potrafią być piękne, chociaż to cmentarze, gdzie leży mnóstwo bardzo młodych ludzi...

    OdpowiedzUsuń