niedziela, 5 kwietnia 2020

Korona szaleństwo trwa. Nie chcę tu zabierać głosu co do sensu czy bezsensu takich a nie innych rozwiązań. Z całą pewnością nie wiem wszystkiego co wie rząd, z całą pewnością nie myślę pod taką presją jak oni. Na pewno też rozwiązania z Korei czy Chin choć mega skuteczne nie są do zaakceptowania w społeczeństwach tak indywidualistycznych jak europejskie. Z drugiej strony w imię obrony drugorzędnych wolności, tracimy te pierwszorzędne. No cóż w demokracjach ważniejsze są  zewnętrzne pozory, niż realia.
Wiele naszych planów rowerowych uległo zawieszeniu, część straciła sens. Szkoda!

To było już po ogłoszeniu alertu, ale jeszcze przed obostrzeniami. Więc nasz wyjazd był całkowicie legalny. 



Zobacz trasę w Traseo

W zasadzie nie bardzo jest o czym pisać - wyjazd był bardziej sportowy niż turystyczny. Chodziło głównie o to by  poszaleć rowerowo po Buczynie. Czym jest ta Buczyna. Otóż jest to niewielki lasek w Zbylitowskiej Górze - Z jednej strony sąsiaduje z cmentarzem a z drugiej płynnie przechodzi w łęgi nad Dunajcowe. Kawałeczek dalej zaczynają się pola uprawne, żyzne, co jakiś czas zasilanie wylewami rzeki. Jak sama nazwa wskazuje mnóstwo tu buków i charakterystycznego dla nich zestawu roślin towarzyszących. Pośrodku całkiem malowniczy staw i kilka stawków towarzyszących. Wydawać by sięmogło - mały raj na ziemi...
Ale ten raj kryje też piekło niemieckich zbrodni. W czasie okupacji Niemcy zamordowali tu jakieś 10 tysięcy ludzi! Polaków, Żydów, Cyganów... kto się nawinął - teren był zdatny, wówczas bez gospodarstw w pobliżu, głębokie jary zapewniały dyskrecję i łatwo było ciała chować, a do tego stosunkowo blisko miasta więc odpadał im problem z logistyką, bo nawet pieszo można było prowadzić. Do tej zbrodni jeszcze wrócę - wpierw wyjazd. 


 Plac pod dębem i dąb ów tytułowy. Obecnie jakiś tragiczny parking. Ciekawe kiedy moto...y zaczną robić dym że im konary mogą ich cenne puszku uszkodzić! Kurde najwyższa pora wprowadzić prawo i zasadę, iż w miejscach publicznych każdy właściciel sam odpowiada za swoją własność, zaparkowałeś pod drzewem? Trudno, twoja sprawa! Bo to drzewo stało tu gdy właścicieli tych puszek nie było jeszcze na świecie i będzie stało jeszcze długo gdy z powrotem do ziemi trafią! Że już o puszkach nie wspomnę!

Ale nic - stąd startujemy! Nie zawsze musi być Plac Kazimierza!








 Cóż będę pisał - widzieliście zdjęcia! 
Na żywo miejsce jest jeszcze bardziej dojmujące. Dołuje tak że muszę sporo ścieżek przejechać, nim radość do mnie wróci. A jednak nie można było tego miejsca ominąć. 

Wkrótce jednak ruszamy z Markiem na wyrypę.
 Lasek buczyna to idealne miejsce na to. Pełne ścieżek, przejazdów, parowów i stawków. do tego kilka pułapek mniej lub bardziej wrednych. 

 

 A to już z całkiem drugiej strony, Zbylitowska Góra od strony łęgów nad Dunajcem a za drzewami kościół pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. Stare miejsce - kościół z 1464 roku - murowany. Stojący na miejscu jeszcze wcześniejszego drewnianego - więc historia tego miejsca jest z okładem o sto lat starsza. Niestety w czasie gdy w 1915 roku front zastygł na linii Dunajca  to Rosjanie w kościelnej wieży urządzili sobie punkt obserwacyjny i do tego jeszcze zamontowali tam jakąś latarnię - w efekcie Austriacy roznieśli miejsce ostrzałem ciężkiej artylerii - i zapewniam Was nie chcieli byście być w miejscu lub w jego pobliżu które jest pod ostrzałem "Chudej Emmy" (moździerz oblężniczy Skody - raptem 305 mm) - tak wieć obiekt który widzimy jest... rekonstrukcją - ale wielce udaną.

 A że droga prowadziła nad Dunajec...
No rozumiecie sami! 


 Jedna z moich ukochanych katarakt. Ścierwo zawsze mi na kajaku stracha napędzi! Co gorsza nie ma kawałka gładkiej wody żeby się przemsknąć. Radzić sobie radzę - jeszczem się w Dunajcu nie skąpał - ale co mnie nerwów kosztuje to moje... no trudno 

 A jeszcze pokręciliśmy do kolegi na kawę i ciacho... piękna gościna
Filip dzięki Ci.
Po całym tym szaleństwie nakupimy szarlotki i urządzimy wielką imprezę! 


Zawilec gajowy - nazwa nader trafna!
 

Rzeczony wcześniej stawik


 Miejsce odpoczynku


 My
powiem Wam tyle że chciał bym mieć takiego brata jak Marek!


 Solidnie ten lasek przetrzebiono! Oj solidnie!!
Ale nim zaczniecie psy wieszać na PiS i świętej pamięci Szyszce, pragnę uświadomić Wam że to Szyszko właśnie chciał np. poszerzenia granic... Puszczy Białowieskiej! A obecni "Obrońcy Puszczy" z Wyborczą na czele byli temu ze wszystkich sił przeciwni! Przypomnę Wam też że to Tusk i Rostowski nałożyli na Lasy Państwowe horrendalne podatki nie PiS. Wieć bądżmy po prostu sprawoedliwi i osądzajmy podłóg rzeczywiestych win i zasług, a nie medialno społecznościowej nagonki. 

A tak a propos - to, to niebieskie tam w głębi kadru - to oczywiście zakole Dumajca.

Sam nie wiem czy życzyć wam na koniec takiego wypróchniałego uśmiechu...
No dobrze w tych ciężkich czasach, życzę Wam uśmiechu... a z próchnicą walczcie sobie sami, albo z pomocą dentystów... o ile koronaszaleństwo skonczy się nim zaczniemy się tak uśmiechać...

środa, 25 marca 2020

Rowerowy Dzień Kobiet

Rany ale mam obsuwę z terminami - I tak podarowałem Wam dzielenie się moimi spacerami z Aurą.  Choć kto wie... może jeszcze do nich wrócę, bo jak na razie koronawirus nas uziemił. Owszem coś tam się kręci czy łazi - ale wszystko z dala, ostrożnie. No dobra - wkrótce przeczytacie o rowerowym wyrypie, a potem może o moich łazęgach z Aurą... Ale teraz na tapetę biorę -  dziewczyny! 

Nie wiem jak Wy ale ja o takim pomyśle nie słyszałem ani nie czytałem - zakładam że jest autorstwa moich starszych bikolegów (czyt. bajkolegów - żeby nie było iż są bi ;) ) - czyli brawa dla tych Panów.

Paniom też brawa - bo dzielnie z dystansem walczyły, a nie wszystkie mają poziom wytrenowania Mai Włoszczowskiej - ponadto gdyby nie one cała impreza drastyczne straciła by na sensowności, zatem chwała Wam dziewczyny.



Zobacz trasę w Traseo

 Zbiórka jak zwykle na placu Kazimierza.
A co niech i Adaś oko nacieszy!

 Prezes!

 Jeszcze jakieś rozmowy - czekamy aż się wszyscy zbiorą. 
i za chwileczkę w drogę.

Trasa, prosta lekka i przyjemna - Piotr, znaczy prezes, rozplanował ją z uwzględnieniem najsłabszych potencjalnie uczestników. Brawa.  Ruszamy. Przez miasto jest jeszcze całkiem Ok. Peleton się trzyma. Ale potem... no potem to już nawet nie bardzo mam do kogo gadać bo się rozproszyli jak szpaki pod ostrzałem.  A szkoda, bo po drodze mijamy kilka ciekawostek.

 Np. to - kupa piachu... niby nic ciekawego... ale! Kto wie że to... Wydma?! Tak wydma nadmorska! Onegdaj, niedawno na przełomie eocenu i oligocenu circa about około 34 milionów lat nazad szumiało tu całkiem fajne morze! A nad tym morzem wiatry, jak zwykle z przewagą północno zachodnich (tak nam zostało do dziś dnia!) usypywały takie oto malownicze wydmy. Więc jak komuś się marzy spacer po wydmach, to nie musi kolebać się nad Bałtyk, albo inne Adriatyki lecz... siada na rower jedzie na Sztorcową Górę kilka kilometrów na wschód od Tarnowa i ... już jest na wydmach! W zasadzie mógł by nawet poszukać bursztynów... aczkolwiek nie słyszałem by ktoś znalazł... Choć pewnie Maciej i tak mnie pod tym względem poprawi ;) 

Albo - dzwonnica! Zwykła prosta, do tego bez dzwonów... tylko kościoła BRAK!!! Brak kościoła tłumaczy i brak dzwonów! Ale nie tłumaczy obecności dzwonnicy! Prawda? No choćbyście kombinowali nie wiem jak, to nie tłumaczy! A sprawa wygląda w ten sposób że jeszcze sto lat z niewielkim okładzikiem kościół w tym miejscu był! Nie nie spłonął, nie zabrała go woda ani nic z tych rzeczy - ludzie przetoczyli go na rolkach w całkiem inne miejsce! A dzwonnicy nie ruszyli... ma głębokie fundamenty i pewnie by się rozpadła podczas transportu.

A jak by kogoś interesowało to tu ma link do mojego wpisu jeszcze z poprzedniego bloga 

No ale nic - wreszcie pora dojechać! 
 I śmy dojechali... 

A ja sobie taką blond laskę wyrwałem! A co?... tyle że to akurat lasek nie laska!  Ale trudno nikt nie jest doskonały ;)

 Wyżera na całego - obiady po 12 zeta na naszą cześć. Pietro - czyli szef tego interesu świetnie dba o gości. Osobny lokal w którym możemy zachowywać się głośno! A tak w ogóle - poza czytającymi tego bloga rowerzystami, są też osoby spoza grona bicyklopozytywnych, więc wymagana jest drobna dygresja. Zapewne niejedna osoba zauważyła że cykliści są głośni... krzyczymy do siebie zamiast mówić! Dla wielu to irytujące. I ja to rozumiem! Naprawdę rozumiem... tylko niech osoba poirytowana naszą głośnością spróbuje podczas jazdy na rowerze rozmawiać szeptem... powodzenia! Ale dziś nikt nam nie przeszkadza swoim szeptaniem - możemy być głośno, przekrzykiwać się, nawoływać, śmiać. oczywiście w między czasie jedząc, pijąc i częstując się firmowymi ciasteczkami. A nasze dziewczyny drogie, jeszcze się prócz lizaków, przez Piotra wręczanych, załapały na gadżety od... no też Piotra... np, całkiem fikuśnie breloki pamiątkowe. 

W sumie to mega farciarz ze mnie - na przyszłość muszę stosować ten sam myk - dziewczyny pozamawiały sobie np. pizzę, całe porcje - ale jak to dziewczyny, są w stanie bez zaburzeń równowagi zjeść 2/3 porcji... reszta zostaje! Zgadnijcie kto z poświęceniem czyści talerze?!

Niestety nic nie trwa wiecznie i zbierać się stamtąd trzeba. 

Zobacz trasę w Traseo

 Ale jeszcze pamiątkowe zdjęcie i niestety nie ma tu Ani ani jej e-bikowej ekipy. Fotograf się pośpieszył nim oni wychynęli z czeluści lokalu! A szkoda barwny to i urodziwy (z drobnym acz muskularnym) wyjątkiem team.

Tak dobrze widzicie - ten kolo w środku w żółtej kurtce i gajerze to ja! A co?! Nasze dziewczyny są tego warte - cała trasa w garniturze i pod krawatem!


Dzielimy się na kilka podgrup - jedni jadą najkrótszą do Tarnowa, inni jeszcze pohasać po lasach i wertepach ja z grupą sokolą pod buzdyganem Marka. robimy trasę spokojna, stateczną, asfaltową, ale za to chyba najdłuższą i najbardziej widokową. 

 Ale niestety znów  towarzystwo się rozpierzcha i zmuszony jestem nawijać do nader ograniczonego grona słuchaczy. 

 leśny parking
 i tablice edukacyjne.

 O np.  taka kapliczka słupowa. Jak ta w Lipinach.
Znacie proweniencję takich budowli? 
Otóż w dawnych czasach, to były... kierunkowskazy dla podróżujących! Czemu wysokie - aby je było z daleka widać -  często jeszcze na górze palono mały ogień - który w czasach gdy niebo nie było zaśmiecone naszymi nocnymi iluminacjami był widoczny z daleka - ot rodzaj śródpolnych... latarni morskich!  Doświadczony wędrowiec potrafił dzięki nim nawigować z dokładnością dzisiejszego GPSa.  Z czasem gdy straciły na znaczeniu, z różnych zresztą przyczyn, ale głównie dlatego że rozwój miast i osad (zauważyliście że przy głównych szlakach średniowiecza, miasteczka są rozsiane co mniej więcej 20 kilometrów, czyli w odległości jednego dnia wędrówki piechura, a duże miasta co kilometrów 40 - jeden dzień dla karawany kupieckiej podróżującej na wozach konnych?) spowodował że zmieniły się zasady podróżowania, zostały przekształcone w... kapliczki właśnie.  

 A tradycja takich kapliczek domkowych? 

 Tak one też służyły podróżującym! Ich historia sięga jeszcze czasów antycznych! Serio - na pewno wielu z Was widziało te maleńkie świątynki w Grecji, Macedonii czy Turcji. Spotkacie je też we Włoszech czy na południu Francji. Zazwyczaj otwarte, w formie groty, wiaty  lub właśnie małego domku. Budowano je dla wędrowców - zazwyczaj do wnętrza wkładano posążek jakiegoś bóstwa, bynajmniej nie po to by temu bóstwu w takim miejscu oddawać cześć! Ludzie - komu by się chciało leźć ileś tam kilometrów od osady żeby pomodlić się do posążka Zeusa, Westy czy innego praindoeuropejskigo patałacha posądzanego o nadprzyrodzone uzdolnienia? Od modlitwy były ołtarzyki domowe i świątynie w osadach z kapłanem i wygodami. No ale skoro bóstwo tyle czci i chwały odebrało od ludzi w miastach i wioskach, to niech "odpracuje" te ofiary i odpędza złe moce, demony czy strachy od tych miejsc na pustkowiach gdzie nocują wędrowcy, pielgrzymi czy kupcy. Z czasem gdy zapanowało chrześcijaństwo dawne figurki zastąpiono nowymi ale główna funkcja miejsc pozostała niezmienna. I tu znowu rozwój osadnictwa położył kres temu zwyczajowi - aczkolwiek znam osoby które nocowały w takich kapliczkach... nie żebym się chwalił... A te maleństwa... no cóż! Gdy coś traci swe pierwotne funkcje maleje, ewolucja obejmuje wszystko... popatrzcie na swoje ogony ;)


Skansen na żywo! 

 To jest, istnieje... ciągle jeszcze.

 Myślę że gmina mogła by zadbać o takie miejsca - nie żeby remontować, ale zabezpieczyć właśnie w takiej malowniczej postaci - by nie niszczało bardziej, by nie znalazł się jakiś burak z zapalniczką (albo deweloper) 

 Tam gdzieś na horyzoncie Kokocz, nieco niższa Krakówka bliżej Świniogóra - marnie to widać muszę zainwestować w lepszy sprzęt. 

Grupa rwie się i rozrywa, zmęczenie daje o sobie znać. Ale to już opłotki Tarnowa. 

 A po pięknym dniu... piękny zachód słońca.
Kochane dziewczyny - dziękuję Wam - bez was przecież by tego nie było.

niedziela, 22 marca 2020

Jak Sokoły dzień Żaby świętowały

Raz na cztery lata, w/g kalendarza gregoriańskiego.

Uwaga dygresja!
Kalendarz gregoriański to system dni i miesięcy oparty na obserwacjach astronomicznych wprowadzony w 1582 przez papieża Grzegorza XIII bullą Inter gravissimas - dokładnie pośrodku między "de Revolutionibus..." Kopernika, a pracami Galileusza. Gdyby było tak jak chcą pewne środowiska, że Kościół zwalczał naukę... to tego kalendarza by nie było - bo nie sposób wyliczyć (a także wytłumaczyć rozbieżności obserwacyjnych) według systemu ptolemejskiego. Skąd więc "prześladowania" Galileusza, a wcześniej opory Kopernika? Ano stąd że głosili swoje poglądy jako ludzie związani z Kościołem!   To mniej więcej tak jak gdyby dziś znany ksiądz albo biskup stanął na czele zwolenników M-teorii i "Wieloświata" i jeszcze swoje wykłady okraszał mniej lub bardziej zawoalowanymi odniesieniami teologicznymi - nie wchodząc w to czy ma, czy nie ma racji, raczej nie spotkał by się z aplauzem kurii rzymskiej i episkopatów.
koniec dygresji!

A więc raz na cztery lata, to jest wtedy gdy mamy rok przestępny, czyli 29 lutego przypada... DZIEŃ ŻABY!   A my w Tarnowie mamy to szczęśliwe położenie, że Żabno leży opodal, więc możemy spokojnie i z namaszczeniem łańcuchów owe święto doniosłe świętować. 

A na samym przejeździe się nie kończy! Ba przejazd, to tylko wstęp i zakończenie - całe święto odbywa się pośrodku!  Pośrodku Żabna, pośrodku Gminnego Centrum Kultury, pośrodku muzeum regionalnego (Elu - popraw mnie na messengerze, albo tu w komentarzach z nazwami instytucji i nazwiskiem tego niesamowitego historyka i pasjonata - celowo piszę w ten sposób żeby nie pozować się na "wszechwiedzącego" - to twoja wiedza i twoja zasługa i wszyscy powinni o tym wiedzieć).
a na to Ela: "muzeum powiedzmy regionalne o nazwie,,Ostatnie Takie Galicyjskie,,. Twórcą muzeum i kustoszem jest Pan Paweł Domański.. On nas oprowadzał i on też zebrał wszystkie te eksponaty od mieszkańców Żabna.. Trochę lat temu poświęcił" - Niniejszym Elu całusy.

A potem jest jeszcze obiad w restauracji Missterium w tymże Żabnie (i znowu, ktoś pomyślał o rezerwacji i znowu brawa dla tej osoby)

A trasy układa Marek... 

A to znaczy że będzie fajnie i ciekawie! 

A jeszcze wcześniej kawa w Tramwaju z Elą i Kasią

A start jak zwykle z Placu Kazimierza. Ale zdjęć nie mam, no jakoś się zapomniało zrobić.


Zobacz trasę w Traseo



Park "Piaskówka" zebranie reszt grupy

 

Partyń - pałac Męcińskich. 
A kilka słów na jego temat to Wam jednak napiszę. Zbudowany pod koniec XIX wieku. Projektował Sławomir Odrzywolski, a inwestorem (w/g dzisiejszej nomenklatury) był hrabia Józef Gabriel Męciński. Ale to sobie możecie przeczytać na necie. Przeczytacie też że Partyń był kiedyś samodzielną osadą! Słusznie jak coś się Partyń nazywa, a nazwa to odnosi się do cząstki  (pars, part = po łacinie część) większej całości to na pewno był samodzielny...
Przeczytacie też że to styl neorenesansowy... poniekąd prawda, ale to już ewidentnie neomanieryzm - problem w tym że nawet nie ma takiego pojęcia jak neomanieryzm, a i sam manieryzm jest dyskusyjny - w każdym razie okres pomiędzy bądź co bądź skromnym renesansem a nieprzyzwoicie rozbuchanym barokiem to... manieryzm.
Natomiast nie przeczytacie że sgraffito którym zdobiona jest  galeria nad portykiem gdy oglądane jest na wprost może skojarzyć się z obliczem demona, ale to już sam wypatrzyłem.

Dookoła pałacu, park krajobrazowy - ale to może innym razem?
Bo my jedziemy dalej.

Płasko aż mi głupio - zaczynam tracić orientację, dobrze że inni prowadzą... 

I jesteśmy na miejscu...

A nawet jeszcze bardziej na miejscu...

Dostajemy kawę lub herbatę, chwilkę zagajenia

A potem film Andrzeja, jednego z Sokołów opisujący jego udział  wielkim projekcie objechania świata na około, w etapach realizowanych przez różne grupy osób. Fascynujący temat i przygoda. Ale nie moje, więc cóż będę tu opisywał? Powiem Wam jedno, słuchałem i patrzyłem z rozdziawioną gębą - bo człowiek był w dokładnie tym zakątku USA w którym i ja bym chciał być! 

A jeszcze zwiedzanie Gminnego Centrum Kultury


A propos taki konkurs - jak zwykle w nagrodę kawa lub piwo, ewentualnie przewodnik rowerowy po okolicach Tarnowa, bo dostałem prezent od Eli, więc mój może iść "w dobre ręce" - no więc konkurs! kto pierwszy ten lepszy!! Uwaga!!! Już !!!! - te ptaki na zdjęciach - do czego nawiązują, z czym Wam się kojarzą?  

 Odpowiedzi w komentarzach. 


 A jak już się rozprawimy z resztką kawy i ciastkami to tuptamy sobie do szkoły, gdzie miejscowy emerytowany nauczyciel stworzył izbę pamięci. (Jak by mi ktoś podesłał jego zdjęcie - to był bym dzwięcznym ;) ).

 Chwała pasjonatowi i chwała dyrekcji szkoły za przychylność i udostępnienie pomieszczeń.

I jeszcze jedna aktualizacja: trzy zdjęcia od Eli 




Dzięki
Ela i pasjonat - teraz znacie już oboje!



 
Masa sprzętu gospodarskiego. Gdzieś indziej pewnie niszczał by w komórkach (wyjaśnienie dla młodych - komórka to małe pomieszczenie gospodarcze, niekoniecznie telefon) lub "zdobił"  nowobogackie posesje.

Stare wydawnictwa.
Często druki lokalne, które były dostępne wyłącznie dla mieszkańców Żabna i okolic. 


Ząb mamuta i nieco lokalnych paleo i archeo drobiazgów.
A skąd w Żabnie ząb mamuta? - Maciej pewnie mnie poprawi... i o to chodzi. Otóż to lokalne znalezisko wygrzebane gdzieś z pokładów żwiru nad Dunajcem, tylko wiecie - w czasach gdy spacerowały tu Mamuty, to Dunajec bynajmniej nie płynął tak jak płynie, czyli na północ gdzie łączy się z Wisłą, tylko na... wschód! do Morza Czarnego! Dacie wiarę? No ja też nie mogłem - ale są ludzie o których wiem że "sprzedają" najlepszą wiedzę w tym zakresie, więc się od nich uczę. Zatem prawda jest taka że w żwirowiskach pradoliny Dunajca niejedną już taką ciekawostkę znaleziono. 


A i kolekcja judaikow niemała. W Żabnie dużo Żydów żyło, setki lat żyło... Ale potem przyszedł Gross i różnej maści popaprańcy i okazuje się że jesteśmy antysemitami... 

Militaria

Pamiątki po Powstańcach, AKowcach, Sybirakach



A także niemały zbiór dewocjonaliów zabytkowych, większość to twórczość ludowa, niezwykle szczera, naiwna. Ale i bardzo wartościowa - szkoda że doceniana głównie przez lokalnych zapaleńców.


A dla mnie najcenniejsza była rozmowa z twórcą, kustoszem i przewodnikiem tego miejsca. Otóż od lat nurtuje mnie zagadka Żabieńskiego kurhanu. W zasadzie nurtowała. Ale teraz już wiem. Wcale to nie taki pradawny obiekt, jak podawały różne "źródła". Co nie znaczy że mało ciekawy! Ba, bardzo ciekawy. Bo wszystko wskazuje na to że doszło tu do dużego pomoru, na który jednocześnie nałożyły się waśnie na tle wyznaniowym. Temat do dalszego rozpoznawania - ale już przynajmniej wiem z której strony szukać! 

A że nic nie trwa wiecznie, przeto i my musimy gościnne progi opuścić. 

A przed nami jeszcze ... Mistterium! 

 Czyli pyszna wyżera pośród zacnego grona Sokołów w gościnnych wnętrzach Restauracji Missterium.
Że na zdjęciu nie ma żarła? No bo jak wjechało, to już nikt o robieniu zdjęć nie myślał...

Tu w zasadzie kończą się  wspólne przygody, ci z silną wolą albo pod presją okoliczności - wracają najkrótszą drogą do Tarnowa - garstka tych którzy nie mają dość samozaparcia, by oprzeć się czarowi roweru jedzie dookoła... Ja z nimi.

 
A pierwszy przystanek tuż przed mostem na Dunajcu. W kilku słowach opowiadam o operacji Gorlicko-Tarnowskiej - pokazuję cmentarze poległych w walce, cóż tu więcej gadać? Straszna jatka.

A my odbijamy na Velo Dunajec



 I przy wtórze radosnego miotania mięchem usiłujemy kręcić pod wiatr...
 O łatwiźnie tego zadania niech świadczy czas jaki upłynął między pierwszym zdjęciem a ostatnim z powyższej trójki ... około pół godziny ;) 


 A wysiłek wzmagał w nas pragnienie odpoczynku...

Na szczęście już po minięciu Ostrowa odbijamy nieco na wschód i wiatr z wmordęwindu robi się na baksztag... nadal wnerwia, ale przynajmniej kolana mniej bolą... 

 A czekał nas jeszcze podjazd po Zbylitowską Gorę - Zgłobice - no tak dwojacznie, bo z jednej strony drogi jest Zbylitowska Góra, a z drugiej Zgłobice, a droga środkiem... taka cwaniara!


A to jeszcze zabieram ekipę żeby zobaczyła ciekawostkę przy klasztorze Sacre Coeur i grotę maryjną wielce malowniczą.


 A Później?...
Cóż, rozwiązujemy resztę ekipy na Dworzec docieramy w czwórkę, wsadzamy Kasię do pociągu i rozjeżdżamy się do domów...


W końcu każda przygoda musi się skończyć żeby mogła zacząć się nowa. 

Znacie Ulicę Sezamkową?
Sponsorem dzisiejszej audycji była literka?... to kolejny konkurs.