wtorek, 17 kwietnia 2018

Sezon otwieramy Halą Łabowską


Osobiście kilka rajdów już mam za sobą, ale rodzinnie to dla nas otwarcie sezonu (inna sprawa że materiał ponad tydzień czekał na publikację). Akurat sprzęgły się trzy zmienne, moje zmiany, pogoda i dzień tygodnia, w sumie nieczęsta to kombinacja. Mam w/g grafiku dwie soboty wolne co siedem tygodni, jedna bezpośrednio po nocnej zmianie, druga przed dniówką. Wystarczy że w jeden tydzień będę padnięty a w tydzień wcześniej będzie lało i rodzinny wyjazd musi czekać kolejne półtora miesiąca, no chyba że uda się wziąć wolne, ale inni też chcą wolne w soboty, więc musimy się dzielić. To główny powód że wypadów rodzinnych mamy mniej niż by się chciało.
Ale tym razem wyszło idealnie - żal by było nie skorzystać. 

Łabowa jest stosunkowo blisko, mapa i GPS podpowiadają kilka możliwych dróg dojazdu, wybieram szlak przez Grybów (Bardzo lubię Grybów) a potem na Nowy Sącz, koło browaru, rozglądnąć się co ostatnimi czasami uległo zmianie. W sumie to jest możliwość skrótu z tej trasy, ale jakoś przegapiam, nic to, dołożyliśmy raptem kilka minut, więc strata niewielka. 

ŁABOWA
 Krzyż nad Łabową
O tym że jest tam ptaszor, dowiedziałem się dopiero w domu, jako tako usiłując wyciągnąć coś ze zdjęć które inni uznali by za nie nadające się do przechowywania a co dopiero do publikacji.

 Parking w Łabowej i początek niebieskiego szlaku.
My jednak wybieramy opcję "leniwiec" i jedziemy cztery kilometry wyżej aż przejeżdżamy:

ŁABOWIEC
Łabowiec, to przysiółek Łabowej, tu kończy się ogólnodostępna droga, a na turystów czeka spory, parking. W sumie to nie żałuję - zaoszczędziliśmy nie tylko drogi i czasu, ale też przejścia, przez niespecjalnie piękną wieś.

 Na szlaku - już pierwsze zwiastuny wiosny - Lepiężnik biały. Na równinach kwitnie lepiężnik różowy, tu w górach biały. Znaczy białego można spotkać i na nizinach a różowego na pogórzu, ale generalnie trzymają się podziału terytorialnego.  

 Łabowiec Parking. 
Pierwszy z prawdziwego zdarzenia szlakowskaz, od Łabowej.
 
 Nawet mi się udało "zamrozić" wodę w strumieniu.

Powoli acz raźno pniemy się  pod Wargulszańskie Góry, mało kto kojarzy tę nazwę, ja też kojarzę ją dopiero z mapy. Prawdopodobnie to nazwa dzierżawcza, bo w pobliskiej Łomnicy Zdroju jest przysiółek o nazwie Wargulce...

Antykaskadowa zapora na potoku.

Wypróchniały pień, te "ostrza" które widzicie skierowane do środka, to nie jest naturalna odmiana "żelaznej dziewicy", ale miejsca skąd wyrastają konary, czyli coś co w drewnie pociętym na deski nazywamy sękami. Łatwo też dostrzec iż drzewo za życia stało w miejscu w którym miało znaczne zróżnicowanie oświetlenia, czyli na stromym zboczu, albo skraju gęstego lasu. 
 
Jeden z wodospadów przy szlaku - trzeba przyznać ze atrakcyjnie zrobiony.
Oczywiście nie możemy sobie odpuścić i schodzimy z Miłoszem w dół, aparat ustawiamy na pieńku, ręką przygniatam sterczące wyschnięte zeszłoroczne badyle, odpalam samowyzwalacz i ... one się podnoszą. Trudno. 

A to kolejny wodospadzik

Jałowiec - rzadko już spotykany w stanie "dzikim" podobnie jak cis.

a tu nie wodospad, ale wodoschodki...

Rezerwat Przyrody Łabowiec

W zimie szlak którym idziemy zamienia się na ścieżkę narciarską 

Kokorycz
Żywiec  gruczołowaty /g zgodnych głosów Łucji, Stanisława i Ani
przepraszam za niedopatrzenie.
Rozdroże pod Kobylarką 840 m npm

straszydło leśne

Buczyna karpacka.
 Jeszcze świetlista, nie porosła liśćmi. 

Jak widać rośnie prawie na gołych skałach. 

Kobylarka Przełęcz 925 m npm

Na Halę 1 kilometr...
nic to, zdawałoby się. 

Niby nie daleko ale niektórych zwala z nóg ;-) 

Problem w tym że prawie pod wierzchołkiem jest jeszcze masa śniegu, co zdecydowanie utrudnia życie wędrowcom. Raz że nogi się ślizgają, a dwa że przy silniejszym stąpnięciu, warstwa zlodowaciała ustępuje i noga zapada się grzęznąc w śnieżnej paciarze.
 
Po drodze znalazłem małą karteczkę z zapisanymi zakupami; masło, pieczarki i parę innych produktów. Nic szczególnego w mieście, ale tutaj? Opowiadam moim iż być może ktoś chodzi na dół do wioski codziennie po zakupy. Zostaję uznany za wariata...

Już niby tak blisko...

a jednak daleko na odległość zapadających się prawie po kolana nóg. 

No dobrze to już Hala Łabowska - do schroniska zostały kroki.


Ale za to oko można nacieszyć panoramą doliny Popradu.

 
wreszcie jesteśmy

papu...
(ciąg dalszy historii karteczki z zakupami)
W schronisku zagaduję do szefa o tym schodzeniu w dół po zakupy. Potwierdza moją wersję! On sam jedzie kawałek skuterem śnieżnym, dokąd ma śnieg, potem z plecakiem robi kilka kursów do i od samochodu, którym dowiózł towary tak wysoko jak się dało...
I co głupio im teraz?!

Kącik pamięci w świetlico/jadalni schroniska.

Patron schroniska



Robimy samojebkę żeby posłać znajomym MMS'a (jak złapiemy zasięg), a Miłosz trzaska nam niespopdziewankę.

Pomnik 
Pamięci Żołnierzy oddziały "Żandarmeria"
Polskiej Podziemnej
Armii Niepodległościowej
z dowódcą
Stanisławem Piórą "Emirem"
i księdzem kapelanem
Władysławem Gurgaczem TJ,
zabitych przez komunistów w roku 1949


Chrystus Frasobliwy

Hala Łabowska Schronisko PTTK 1035 m npm


Chmury psuja zdjęcia, ale widoki mieliśmy znakomite, tylko na matrycy to się wszystko marnie zapisało. 
Super było, ale pora schodzić, z obawą by na "lodowcu" nie pokiereszować odnóży, ale jakoś się udało. 
Wracamy tą samą trasą, miałem w planach pętlę, ale trudno.

Wilczomlecz lancetowaty - stawiam - ale mogę się mylić.
Migdałolistny - błąd odkryty przez Stanisława

dwoja na kłodzie przy każdej pogodzie 

A w drodze powrotnej to i Marzenka się pokusiła o "życie na krawędzi" ;-) 

No bo Milosz to prawdziwy hardcore! 

A wodospad sobie płynie i za nic ma nasze wygłupy...

W pewnym momencie nad głowami przelatuje nam coś dużego i pierzastego.
Stawiam że to myszołów, ale z takiego zdjęcia nie sposób się wyznać. 

I pierwiosnka wypatrzyłem przy szlaku. 

A to już koniec wypadu, dochodzimy do parkingu.

Postanawiam wracać trasą alternatywną, czyli kierujemy się na Krynicę, z trasy tej zjeżdżamy na przełęczy Huta (zwanej też Krzyżówką) i z punktu widokowego pod Hutą trzaskam jeszcze  zdjęcie Słońca zachodzącego w Beskidzie Sądeckim.

a na zakończenie teletubisie mówią pa pa 
My zaś mówimy do zobaczenia na szlaku.