sobota, 9 czerwca 2018

Z Jackiem i Piotrem na Jamnej

Jamna:
Miejsce magiczne, miejsce tragiczne, miejsce uświęcone, miejsce piękne, miejsce niezwykłe, miejsce bogate...miejsce życzliwe wędrowcom. Czy trzeba jeszcze kogoś zachęcać? 
Na początek garść linków:
Schronisko dobrych myśli
Chatka Włóczykija
Bacówka
Gajówka
Dom św. Jacka

Jak na małą pogórzańską miejscowość, zagubioną w lasach już sama ilość ofert musi zdumiewać. 
A to tylko (i aż) miejsca gdzie można się przespać, zjeść, pomodlić, odświeżyć. Dodajcie do tego ponad setkę kilometrów szlaków które można przejść w okolicy, dziesiątki kapliczek, kościołów, miejsc pamięci, głazów, wychodni skalnych, roślin z rodzaju most wanted znanych z kart czerwonej księgi, lasów, pól, punktów widokowych, zwierząt i ... ludzi. Dobrych, mądrych życzliwych ludzi którzy tam zamieszkują. Czy można się oprzeć? 
Wreszcie last but not least, najlepsza w tej części wszechświata szarlotka serwowana w Schronisku Dobrych Myśli. 

No więc po ostatniej w kieracim cyklu nocy, pakujemy się z kolegami w samochód (tym razem ja powożę) i śmigamy na Jamną. Dojazd tradycyjnie wybieram przez Zakliczyn i Paleśnicę - nie wiem czemu, pewnie z przyzwyczajenia. Znam ten szlak od czasów harcerskich, gdy właśnie jadąc "robotnikiem" do Paleśnicy zaczynaliśmy nasze przygody. Parkuję tradycyjnie przy Kościele, sanktuarium pw. Matki Bożej Niezawodnej Nadziei. Zbieramy się z chłopakami i ruszamy na szlak. Trasa jest w pełni moim pomysłem, wyciąłem z niej elementy niekonieczne a męczące, za to wstawiłem to co uważam za istotne i nadające temu rajdowi sens.

Zobacz trasę w Traseo

ODCINEK PIERWSZY - NA WIEPRZKA 
Tak to już dziwnie jest że jak się wjedzie na szczyt, to potem trzeba schodzić w dół, niby nic trudnego, ale zawsze gdzieś po czaszką kołacze się myśl o czekającej przy powrocie wspinaczce...


 Jamnejskie krajwidoki

Trudno od nich oczy oderwać, trudno jednak maszerować, mając oczy przytwierdzone do horyzontu. Chcąc nie chcąc patrzymy przed siebie i pod nogi, asfalt asfaltem ale... 
Wkrótce zresztą wchodzimy w las i tam już widoków zdecydowanie mniej, za to więcej cienia, co przy warunkach jakie panowały w tym dniu, jawi się jako bardzo korzystny barter.

WIEPRZEK
 Wieprzek jest wychodnią skalną, nie głazem jak to niekiedy przewodniki i strony www podawać raczą. 

 Jego górna część to gruboziarnisty piaskowiec świętokrzyski, dół zaś to znacznie starsze osady. 

 Miewa też malowniczą szatę roślinną.

 i szczeliny kuszące do penetracji.

 Zakładam że inskrypcja stara, dziś już nikomu nie chciało by się pieczołowicie i bardzo starannie ryć kamienia. Ot chwycił by za spraya i z wymalował coś w typie: 
"Alan koha Andrzelike".
 
 Na miejscu tablica z legendami o pochodzeniu skały. 
Szamamy po energetyku (wszyscy trzej jesteśmy po nocnej zmianie, więc batoniki i napoje bardzo ułatwiają nam istnienie). 

Ale że to dopiero "punkt kontrolny" przeto wypada, tuptać dalej. Przed nami zaś.

DROGA NA SIEKIERCZYNĘ 
 A przy drodze ot taki malowniczy wąż gałęziak

 Albo mostek, który wprawdzie nieobowiązkowy ale...

 którego nie mogłem sobie odmówić...

Tym sposobem zeszliśmy do Siekierczyny, i zaczęliśmy na powrót zdobywać wysokość idąc

W STRONĘ BUKOWCA
 A tam znów lasy, a w lasach kamyczki, takie nieco większe, kilkudziesięciotonowe, obrywy ze zboczy, lub wypłukańce. Sporo ich. Cienia jakby mniej, tym bardziej że prawie połowa odcinka to trasa prosto na południe a południe się zbliża więc słoneczko operuje nam w ślepka i twarzyczki, jakieś ukojenie dają daszki czapek, no powiedzmy iluzoryczne ukojenie...
Wreszcie jednak docieramy na 

BUKOWIEC
(w zasadzie powinienem napisać do Bukowca, bo to miejscowość nie nazwa geograficzna, ale tak jak jest zdecydowanie lepiej brzmi)  
 
 I już kościół w Bukowcu widać.

 Lecz nim dotrzemy wpierw memento mori...
czego akurat w 30 stopniowym upale, pełnym słońcu, już przetuptanych kilometrach i oczach piekących z niewyspania dziwnie nie trzeba nam przypominać. 

 CIEŃ!!! wreszcie cień i to z jakimi widokami! 

Zastanawialiście się czemu ten chór tak daleko sięga w głąb nawy? Bo obecny kościół pw. Niepokalanego serca NMP, to dawna cerkiew grekokatolicka z Kamiannej, pochodząca z 1805 roku, a odbudowana z przekształceniem w 1949. Konsekrowano go już jako świątynie rzymskokatolicką w 1955 roku. Zatem to co widzicie nad głowami to nie chór a babiniec.

 tablica wewnątrz przedsionka.

Opuszczamy już zbawczą poświęconą ziemię, przed nami przyrodniczy szlak wychodni kamiennych, znanych jako
DIABLE SKAŁY
 Urwisko, a w zasadzie gładko wyprofilowana ściana skalna,

 Punkt widokowy

 I znów urwisko.
Jak widać teren łatwy, i można iść z zamkniętymi oczami...
(w prosektorium będą mięli mniej roboty) 

 Na półce skalnej - nie widać tego na zdjęciu ale dziesięć centymetrów od mojej nogi, zaczyna się dziesięciometrowa ściana... pionowa ściana...

 Leśna wychodnia
 (nie mylić z leśnym wychodkiem) 

 A tu ciekawostka. Zjawisko krasowe w niekrasowym terenie! 
Przed nami zapadlisko. Otóż jak łatwo dostrzec te skały są silnie spękane i składając się ze słupów poprzecinanych szczelinami. Owe szczeliny właśnie tworzą jaskinie nietoperzowe, z których ten teren słynie. Teraz wystarczy że w pewnym momencie wlot do takiej jaskini ulegnie na skutek erozji powiększeniu i już teren się zapada, tworząc właśnie takie leje. 

Skała Batalionów Chłoposkich.

Uhonorowali się jak mogli (zgadnijcie o kim piszę?). Prawda jest taka że Bataliony Chłopskie na siłę wpasowano w narrację o Armii Ludowej, jako tych co w wizjonerskim szale już w 40 roku wiedzieli że będzie ona "ludowa". Z racji okupacji komunistycznej, nie sposób było oficjalnie się od tego odciąć, więc już tak zostało. 
W rzeczywistości wielu bojowników BCh było także żołnierzami AK i wspólnie prowadzono wiele akcji. A do odejścia "chłopów" z ZWZ doszło tylko ze względu na wzmożenie tam wpływów piłsudczykowskich - co po latach sanacji i klęsce wrześniowej było samo w sobie kuriozalnym nieporozumieniem.
Bohaterom chwała.

Trzech wspaniałych ;-) 

Sobie nie mogłem darować. 

Takich jaskiń powstałych na skutek spękania piaskowców mamy pod nogami mnóstwo - znają je wyłącznie nietoperze, bo w nich zimują. Gdy ziemia się obsypie daje nam właśnie takie groty, nim obsypie się całkiem widzimy zapadliska, jak kilka zdjęć wyżej. 

Powoli wychodzimy ze skalnego rezerwatu, czeka nas w zasadzie ostatni odcinek rajdowy czyli szlak 
BUKOWIEC - JAMNA

Zaraz na początku szlaku urocza stara figura Chrystusa Frasobliwego.

Fundacja Jakuba i Marianny Brończyków 1877 
Jakób "poprawiony" w czasie remontu na Jakuba.

Wilczomlecz sosnka (jak tuszę, ale mogę się mylić...)

Kwitnące czernice

I takie wielgaśne serce pozostawione przez drwali. Być może na polecenie ducha Pogórza? specjalnie abym miał co przywieźć Marzence.

JAMNA
Kaplica nabudowana nad piwnicą w której podczas bitwy partyzanckiej ukrywała się ludność cywilna.
pierwsze ofiary niemieckiej zemsty za przegraną bitwę. Matka z dziećmi.

Niedawno dostawione rzeźby symbolizujące partyzantów poległych podczas bitwy.
Wnętrze piwnicy.
bezręki Chrystus, wisi na ścianie za piwnicą, tu widać Go przez zachowane okienko. 

Kapliczka płaskorzeźbiona.
"Przechodniu pozdrów Mnie!
Przecież to Ja pierwszy Cię umiłowałem!
To Ja jestem Zbawicielem"

Gajówka

Rozstaje.
Na prawo stara bacówka - na lewo Schronisko Dobrych Myśli.

Ekspozycja plenerowa.

Widoki z tarasu.

Samo schronisko.

Popas na tarasie - szarlotka i kawusia ja
piwo (Szwejk z Grybowa) i szarlotki koledzy. 
W takim miejscu, z takimi widokami i w takim towarzystwie... nie każdemu jest dane! 

A po skończonym odpoczynku, zbieramy się do powrotu.
Lekkie podejście i już jesteśmy przy "starej" Bacówce. Jej korzenie koncepcyjne sięgają początku lat 70 z inspiracji Edwarda Moskały, lecz powstała dopiero w 1985 roku.
Po burzliwych dziejach obecnie jest obiektem prywatnym i już niewiele przypomina dawne małe schronisko.
Niedawno wybudowany taras widokowy. Do tego rozbudowywany kompleks mieszkalny, tudzież infrastruktura, bardziej przypominają obiekty hotelowe typu SPA niż miejsca odpoczynku dla wędrowców. 

A oto widoki z tarasu. 
Jak się dobrze wpatrzeć to świetnie widać błękit zalewu rożnowskiego a za nim od prawej licząc: pasmo Szpilówki, Kopiec o Beskid Wyspowy.

Ostatni punkt to kościół p.w. Matki Bożej Niezawodnej Nadziei




I to już tyle. W Tarnowie czekają na nas rodziny. Pakujemy się w samochód i wracamy, tym razem nie poprzez Paleśnicę, ale w dół do Siekierczyny, przez Kąśną i Ciężkowice.



Do zobaczenia na szlaku.



16 komentarzy:

  1. Przeczytałam i obejrzałam z zainteresowaniem - jeszcze nie byłam w tych miejscach. No, ale, że tam piaskowiec świętokrzyski... jakby bliżej się zrobiło. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piaskowiec ciężkowicki, ale ze zerodowanych Gór świętokrzyskich. Byłaś bardzo blisko, bo to dwie godziny marszu z Kąśnej.

      Usuń
  2. Takie niesamowite krajobrazy i ciekawe miejsca można zobaczyć tylko w Polsce. Ciężkowice, Tuchów są mi dosyć dobrze znane.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Polska to bardzo bogaty przyrodniczo, geograficznie i geologicznie kraj.
      Pozdrowienia

      Usuń
  3. A już myślałam, że tym razem wybrałeś się na festiwal piosenki turystycznej "Pod słońce":-) nam nie było dane, choróbsko nie pozwoliło i musieliśmy odwołać rezerwację z wielkim żalem; za to dane nam było we wcześniejszych latach siedzieć na tym tarasie, podziwiać widoki, smakować szarlotkę i pić piwo zmieszane z kwasem chlebowym, pycha! któreś skałki zwiedziliśmy, szkoda, że asfaltowane są te cudowne szutrowe dróżki, ale w końcu każdy chce doświadczyć wygody; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam czasy gdy o asfalcie nie było tam mowy. Festiwal był w planach, ale wypadła pielgrzymka pracownicza od Marzenki (termin ustalony już rok wcześniej), i pojechaliśmy na nią.

      Usuń
  4. Witaj Macieju.
    O lala, aleś mnie przegonił po ciekawych miejscach.
    Co tam warto było.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny wpis tez o Jamnej, tylko że teraz już rodzinnie.

      Usuń
  5. Wieprzek fajny, a nawet bardzo fajny, ale gdy czytam o 10 metrach pod stopami, to robi mi się zimno nawet przed komputerem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niska skała ma 50 cm wysokości i tyle mi wystarczy!

      Usuń
  6. Piękne krajobrazy, skały.
    I jak zawsze mnóstwo ciekawych rzeczy - ciekawostek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Jamna to piękne krajobrazy, ale najważniejsze jest to czego się na blogu przedstawić nie udaje - klimat

      Usuń
  7. tak, tak nie każdemu tak dane... oj, miła wędrówka...wspaniale widoki i skały...kamienie, które tak lubię...
    miłego dreptania:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawe wędrowanie i taka sama relacja. No cóż, nie znam tych stron i chłonę z przyjemnością to wszystko co pokazujesz i opisujesz. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń