środa, 6 czerwca 2018

Kalwaria Zebrzydowskich

Właśnie tak! Nie Kalwaria Zebrzydowska jak to mamy w "oficjalnych papierach" ale właśnie Kalwaria Zebrzydowskich. To oni powołali to miejsce do istnienia, oni dali teren i fundusze. W zasadzie miałem tego świadomość od tzw. "zawsze" ale jakoś nigdy nie podchodziłem do kwestii zaimka dzierżawczego w tak zasadniczy sposób. Dopiero słowa księdza kustosza tego sanktuarium zwrócił moją uwagę na tę kwestię. 

Pielgrzymka. Może nie taka jak szlakami Św. Jakuba, tylko wygodnym busem, ale jednak pielgrzymka. Zdarzenie duchowe, przede wszystkim. Nie żeby się nie rozglądnąć, nie cyknąć telefonem jakieś fotki, nie zachwycić jakimś detalem, nie dostrzec ciekawostki, ale to wszystko obok głównego celu jakim jest udział w nabożeństwie. Jest czas wędrówki, czas zwiedzania i czas modlitwy. Można je zgrabnie połączyć, ale zawsze trzeba wiedzieć czemu dać pierwszeństwo. Na pielgrzymce pierwszeństwo ma zawsze modlitwa. 

Pamiętam nauczkę sprzed lat, gdy w tej samej Kalwarii byliśmy z Marzenką. Całkiem niedawno po ślubie, zachwyceni światem, życiem i sobą nawzajem. Wtedy pielgrzymkę organizowała tam nasza dawna parafia. Oczywiście byliśmy na mszy, ale... No właśnie, wyszedł nam się z tego wyjazd turystyczno zabawowy, w którym element duchowy został zepchnięty do minimum  Zdjęcia robiłem wtedy starym Zenitem (technologia cyfrowa znajdowała zastosowanie głównie w satelitach szpiegowskich) lustrzanką. Każdy kto fotografował lustrzanką doskonale wie że widzi to co fotografuje, ostrość, przesłonę a zwłaszcza obiekty. Tymczasem po wywołaniu, okazało się że zdjęcia są kiepskie a na jednym w środku kadru jest... palec! Uznałem to za palec Boży i od tej chwili skrupulatnie przestrzegam zasady by pielgrzymki były pielgrzymkami a nie turystyką sakralną. 

Ten wyjazd to także była okazja do przetestowania aparatu z serii Hammer który nabyłem po tym gdy w moim Larku padła bateria... swoją drogą co za precyzja w ustalaniu czasu żywotności sprzętu, tuż po okresie gwarancyjnym... Test obejmował zarówno łapanie śladu GPS, jak i nawigację oraz fotografię.  I muszę przyznać że wypadł co najmniej zadowalająco. Jedno jest pewne, od tej chwili na wypady już Fuji nie zabieram, co zdecydowanie poprawia mi komfort wędrówki a także oszczędza nerwów. 

Trasa dojazdu, "łapana" z wnętrza busa. 

Zobacz trasę w Traseo

Na miejscu już trasy nie nagrywałem, mając świadomość częstego wstępu do pomieszczeń. 

Oczywiście zaczynamy od Mszy, a potem Droga Krzyżowa na koniec popas w restauracji przy Domu Pielgrzyma. 

A był bym zapomniał. Wyjazd jest zorganizowany przez ekipę z miejsca gdzie Marzenka pracuje, i cały czas przebiega pod czułym acz czujnym okiem księdza kapelana.

A teraz kilka zdjęć: 

























Wybaczcie że bez opisu, ale chyba w takim miejscu i okolicznościach nie miał by on sensu. Jak ktoś był, to sobie przypomni, tych którzy nie byli nieodmiennie zachęcam.

21 komentarzy:

  1. Jestem z pierwszej grupy - wiele lat już minęło od mojego jedynego pobytu w Kalwarii Zebrzydowskiej. 3 nieudane zdjęcia zrobiłam. Odświeżyłam sobie wspomnienia sprzed lat. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Palca nie było, ale Zenit i owszem. Slajdy się wtedy robiło kolorowe. Wysyłane do Bydgoszczy do wywołania - kolory przedziwne uzyskiwali w tym wywołaniu.

      Usuń
  2. Mam Hammera w wersji teoretycznie survivalowej. Dostałem za darmo, więc w zęby mu nie zaglądam, ale bydlę jest wyjątkowo wkurzające, gdyż zablokowany i włożony do kieszeni piszczy przy każdym ruchu nogi. Zdjęć nie obiłem, więc nie mogę się wypowiadać, ale wkrótce zrobię (tylko czemu i komu?) i napiszę recenzję:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie ma włączoną opcję "kontakt z ciałem"...
      Jak nie ma wbudowanego krzesiwa i wędki to nie jest to wersja surwiwalowa ;)
      Gotkiewicz robiący zdjęcia smartfonem był by równie inspirującym widokiem jak Hołowczyc ścigający się na hulajnodze... Turgieniew jako Rosjanin pewnie skomentował by to słowami "... i straszno i smieszno"...
      Co innego ja, który po prostu zamieniłem nadpsutą hybrydę małpy z wołem upierdliwą w przenoszeniu niczym pijawka na pośladku, na niezepsutą idiotenkamerę, która jest poręczna i rejestruje mniej więcej to co chcę.

      Usuń
    2. W moim canonie jest i wifi, i gps, ale nigdy nie korzystalam z tych opcji, choc kuszą, moze czas zaczac? ;)
      W Kalwarii bylam raz, ale ja koscioly, tuzdziez wszelkie zespoly klasztorne traktuje w kategoriach nie duchowych, a zabytkowych, wiec patrze na nie z perspektywy zwiedzacza i wole, oczywiscie, kiedy nie ma w nich nikogo, co sie, owszem, zdarza:)

      Usuń
    3. W sumie to ma, gdyż jak przypieprzysz tym czymś w kamień, to iskry lecą, a jak rybie w łeb, to masz kolację ;)) PS. Obiecuję, że gdy tylko zobaczę Hołowczyca na hulajnodze (też jest z Olsztyna), to trzasnę mu ... oczywiście fotę mu trzasnę i to właśnie telefonem:)

      Usuń
    4. Ikroopko - wifi się przydaje przy wymianie zdjęciami, albo pokazywaniu ich na ekranie telewizorów. GPS jeśli robisz np. zapis trasy i chcesz mieć punkt z koordynatami przestrzennymi. zastosowań jest wiele, ale nie ma chyba sensu szukać ich na siłę.
      W Kalwarii zebrzydowskich raczej trudno trafić na pustkę...

      Wojciech - czyli krzesiwo jest, ale zabijania ryby nie uznaję, bo ja wpierw trzeba złowić. Zatem sprzęt pół surwiwalowy. (choć można by rozważyć czy do gniazda słuchawkowego nie dało by się upchnąć pół kilometra superwytrzymałej nanożyłki wraz z grafenowym haczykiem do samodzielnego montażu ;-) ).

      Usuń
  3. Witaj Maciej.
    Wspaniała wędrówka. Co prawda nie byłem tak, ale zwiedzała je moja żona z najmłodszą córką i wnukami. Dużo opowiadali i wiele zdjęć zrobili.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie.
    Michał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście sporo tam takich wielopokoleniowych pielgrzymek rodzinnych. Piękny widok, trzy a czasem cztery pokolenia.

      Usuń
  4. Jako żem nie była czuję się zachęcona.
    Miałam nadzieję, że historia zatoczy koło i znowu będzie palec na jednym ze zdjęć. I cieszę się, że wśród duchowości znalazłeś zdjęcie na rzecz tak przyziemną jak robienie zdjęć chociaż z mojego punktu postrzegania świata od duchowości do fotografii całkiem blisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem obyło się bez palca... byliśmy grzeczni ;-).

      A wiesz że na Jamnej jeden z Ojców potrafi wygłosić kazanie w dwóch zdaniach? Brzmi ono mniej więcej tak: "Co ja wam tu będę dużo gadał, jak dla Was najlepszym świadectwem o Bogu są te góry w które ruszacie? To poczekajcie do końca liturgii i idźcie się modlić na szlaku".
      Znam ludzi którzy do robienia zdjęć mają wręcz mistyczne podejście i sądzę że oni bardziej wielbią Boga wciskaniem migawki niż niejedni "klepaniem pacierzy".

      Usuń
  5. Z tymi pielgrzymkami różnie bywa. Zwykle w kościołach znajduję chwilę i na modlitwę i na zwiedzanie, przy okazji fotografowanie. Najczęściej ta druga część zajmuje więcej czasu. Ale tak musi być, inaczej każde takie miejsce należało by odwiedzić dwa razy. Raz w celu religijnym, drugi raz typowo turystycznym.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - tylko sęk w trym by Bogu co boskie oddawać, a ludziom co ludzkie. Za pierwszym razem najwyraźniej zapomniałem o tym pierwszym.

      Usuń
  6. Piękne zdjęcia.
    Najbardziej podobały mi się domki - kapliczki na trasie
    dróżek Jezusa i Maryi.
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To urocze miejsce, choć architektonicznie raczej misz masz stylistyczny. Ale na pewno robi wrażenie i może się podobać.

      Usuń
  7. no nie wiem, czy Bóg groził palcem za robienie fotek w świętym miejscu...przecież zachwytem co On stworzył, czy człowiek pod Jego czujnym okiem, to jest piękna modlitwa do Niego...a jeszcze utrwalenie na kliszy wszystkiego co nas otacza i wracanie przez całe życie do Tych miejsc...to piękne hymny wychwalające Stwórcę
    .
    Pozdrawiam...a fotki śliczne więc......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać za mało myślałem o świętości miejsca, a za wiele o jego atrakcyjności turystycznej.

      Usuń
  8. Nigdy tam nie byłam, ale chętnie kiedyś pojadę. Szkoda tylko, że mamy tak daleko..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odległości to największy problem, zwłaszcza gdy przejezdność naszych dróg jest tak bardzo ograniczona. Z drugiej strony, ten region jest tak piękny, atrakcyjny i tyle ma ciekawostek w sobie zawartych, że warto tu przyjechać na kilka dni - a wtedy odległości przestają być takie straszne.

      Usuń
  9. Ważne miejsce dla mnie. Jak już wiesz, też tam byłem niedawno, ale po Was. Lubię tu przebywać dla duchowości. Tutaj już prawie 2 lata temu obchodziłem swoje 65 urodziny, tutaj zawsze zahaczam przy okazji bytności w Lanckoronie i stąd zawsze wracam podbudowany.
    Mam zamiar niebawem tu wrócić na kilka dni, ale prywatnie, nie grupowo. Niebawem - może oznaczać kilka tygodni lub miesięcy.
    Nigdy też nie zapomnę tłumów pielgrzymich na Drodze Krzyżowej w Wielki Piątek sprzed kilku lat.
    Skromna i ciekawa Twoja relacja.

    OdpowiedzUsuń