środa, 13 czerwca 2018

Rodzinnie na Jamnej

Wiekopomna (to od wieka... tego trumiennego?) chwila. Udało mi się zebrać 5/6 rodziny (Mas.kotka zdecydowanie odmówiła wyjazdu) i śmignąć z nimi na Jamną. Generalnie tym razem najbardziej zależało Mikołajowi, bo ma tam zaplanowany biwak harcerski i chciał wcześniej poznać teren z którego wystartują i szlak jakim będą szli. Nie powiem, zaimponował mi, tak zachowuje się rasowy, odpowiedzialny przewodnik. Żadnej improwizacji, kluczowe elementy muszą być dobrze dograne, bo chodzi tu o bezpieczeństwo i komfort osób które mu zaufały. 

Tam w ogóle jest problem z transportem, w zasadzie kursuje już tylko Feniks (odrodzony z popiołów dawnego PeKaeSu) i to niezmiernie rzadko. W niedzielę będą musieli wracać tuż przed 8 wieczorem, bo wcześniej nie jedzie nic.  Choć kombinujemy jeszcze inne opcje powrotu, ale to nie temat na dziś. Dobrze że więc rozpoznał okolicę wcześniej. Drogę mniej więcej kojarzy, bo prowadziłem tam kiedyś ich klasę, ale dobrze sobie szlak przypomnieć, żeby nie nadganiać lub nie błądzić po paryjach.  Czyli potrzebna pomoc taty, a jak tata to i mama, zaaferowana urodą miejsca i opowieściami o najlepszej w tej części wszechświata szarlotce zjadanej na tarasie z widokami takimi że brak słów. Miłosz nie bardzo chciał jechać, rozanielony wizją kilku godzin swobodnego dostępu do komputera, bez konkurencji starszego brata. Aura to wiadomo - na wypady pierwsza. 

Nieco ściga nas czas, bo po południu muszę być w pracy, ale jakoś damy radę. 

Jazda do Siekierczyny nie jest uciążliwa, z zaparkowaniem także nie ma problemów, zaraz za szkołą jest pętla i przestronny szutrowy plac. A potem już w ruch idą własne nogi i zaczyna się przygoda. 


Zobacz trasę w Traseo

Podejście nie jest męczące, wprawdzie cały czas pod górę, ale najbardziej strome miejsca są zalesione, a na odsłoniętych miło dmucha wiatr chłodząc rozgrzane ciała.

 Poziomkowanie.
Całe łany poziomek ułożone w pionie 
(poziomka w pionie... hmmm ciekawostka ;-) ) 
Sporta wyżera, w sumie to takie same mamy w ogródku, ale zawsze te "dzikie" bardziej smakują. 
 
 Detal z kościoła p.w. Matki Bożej Niezawodnej Nadziei
Przegapiony ostatnio. Przy okazji trafiamy na dwie zakonnice sprzątające przybytek. Niezwykle miłe osoby. Wywiązuje się rozmowa, która w sumie mogła by trwać bardzo długo.
 
 Teren Bacówki - ci którzy znają miejsce już zdążyli się zorientować jak wiele się zmieniło. 

 Widok z tarasu.

 I tarasowa selfie
(Aura pilnuje zejścia, jakoś nie wiem czemu, nie ma talentu do wspinania się po stopniach)


 Czekan Ojca Pawła Kozaka 
Prowincjała Polskiej Prowincji Dominikanów

 Samoszydera...
do tego założyłem tył do przodu...
 
 Ale szarlotka bezsprzecznie pyszna.

 Młódź pojęcia nie mając o tym co dobre (pojęcie przychodzi z wiekiem, a młódź z definicji wieku nie posiada) zajada lody...
 
 I znów widoki...

 I mądra sekwencja do zapamiętania...
a potem powrót.

 Znów odwiedzamy miejsce pamięci. 

 Kolejny z detali, którego nie pokazałem wcześniej. 

Niestety trzeba już wracać, schodzimy tą samą drogą. Nie ma czasu na obejście przez Bukowiec, ani na wizytę przy Wieprzku - czyli będzie pretekst by kiedyś znów tu Marzenkę zabrać. 

Do zobaczenia na szlaku.

27 komentarzy:

  1. Nie ma to, jak rodzinny wypad, korzystajcie, póki młodzi jeszcze się słuchają. Potem zostaną tylko wycieczki we dwoje (co też ma swoje plusy). Ta szarlotka wygląda bardzo smakowicie, zawsze można zaproponować wersję z lodami. Bardzo przyjemna wycieczka, piękna okolica a i smakołyki na trasie niczego sobie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starszy i tak pojechał z nami tylko dlatego że to była jego inicjatywa. Ma teraz biwak harcerski na Jamnej i byliśmy ustalić pewne szczegóły.

      Usuń
  2. Czyli jednak udało się zebrać całą Załogę:) Poziomkowanie piszesz ... Ostatni raz oddawałem się temu nałogowi jakieś 35 lat temu, gdy wracałem do domu z tuzinami źdźbeł tymotek z nanizanymi czerwonymi koralami (w ten sposób, swoją drogą, transportowało się też kiełbie złapane w Kanale Kuwaskim) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama się zebrała... Jak Młodemu zależy to drogę do Taty zna...

      Sugeruję kupić obiektyw makro i wtedy pewnie jakieś poziomki uda się upolować ;)

      Usuń
    2. Coś wiem na ten temat:)) Poziomki traktuję wyłącznie jako obiekt obżarstwa, a nie obiekt pod obiektyw:)

      Usuń
  3. Im dzieci starsze, a każdy ma własne zajęcia, to co raz trudniej zebrać się całą rodziną na jakąś wycieczkę. Nam się to udało ostatnio w maju i wybraliśmy się do pobliskiego ogrodu botanicznego na spacerek. Teraz pewnie nie prędko zdarzy się podobny moment. A takie wycieczki zawsze się miło wspomina.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie jestem zwolennikiem kurczowego trzymania dzieci przy sobie. Super jest gdzieś razem pojechać, ale nie na przymus.

      Usuń
  4. Witaj Macieju.
    U mnie zebrać całą rodzinę na wycieczkę, to ogromne wyzwanie logistyczne. Najpewniej niemożliwe do wykonania.
    Fajna wycieczka po nieznanych mi terenach.
    Pozdrawiam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  5. Młodzież jeszcze dorośnie do szarlotki. Wpadną z własnymi dziećmi do schroniska i z nostalgii za dzieciństwem sprawdzą, co to rodzice przed laty jadali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Sam w ten sam sposób odkrywałem świat moich rodziców.

      Usuń
  6. Jamna i okolice to moje ukochane rejony. Pamiętam, jak tam była tylko bacówka i zapadnięte chałupy, a o asfalcie na drodze nikt tam nie słyszał. O kościele i Dominikanach także. I w kilkanaście lat z zapadłej wioski zrodziła się górska "metropolia" z gigantyczną w stosunku do całkowitej liczby chałup ilością miejsc noclegowych. Pamiętam, jak w piątek po szkole jechaliśmy PKSem do Jastrzębiej i potem szliśmy szlakiem do bacówki, żeby rano w sobotę "uderzyć" do jaskini w Bukowcu. Wtedy jeszcze nie była zakratowana, a proboszcz w Bukowcu miał 20 metrową drabinę sznurową i wypożyczał ją domorosłym jaskiniowcom , chcącym zdobyć Diablą Dziurę. A łatwo nie było, trzeba było się namozolić, zeby dotrzeć do puszki z książkę wejść. Eh, to były czasy. Dziś też są fajne, ale...... .
    A niedawno też wyciągnąłem tam swoją rodzinę w liczbie 4/4 i obróciliśmy do Wieprzka i z powrotem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pamiętam "dziką" Jamną i jeszcze można było wtedy znaleźć ślady po dawnych chałupach, piwnice i resztki zabudowań gospodarczych. A asfalt sięgał tylko Paleśnicy.

      Usuń
  7. Poziomki... coraz mniej ich, a tak bardzo lubię... Fajnie, że mogliście spędzić razem wolny czas. A mądra sentencja na koniec spowodowała, że o mały włos, a oplułabym monitor. Także ten... Z letnim pozdrowieniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu poziomek nie brakuje. Dwa dni temu byłem ze szkolną wycieczką w Polichtach, prócz poziomek były też maliny i cześnie.

      Usuń
  8. Super selfie.
    Jaka fajna rodzinka; zapewne wyprawa również się udała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie selfie, aparat obsługiwał Miłosz.

      Usuń
  9. Zawsze jestem pełna podziwu dla pasjonatów rodzinnych podróży. Zazwyczaj Starszy nade wszystko przekłada pobyt przed komputerem tym razem skusił się na wspólny wyjazd. Jestem niemal pewna, że będzie go pamiętał i często wspominał. Marzence pozazdrościć tych pachnących poziomek.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mikołaj także woli komputer, ale tu chodziło o przygotowania do biwaku harcerskiego którego był organizatorem.
      Dziś zwiozłem im szpej a oni sami wracali przez lasy do Jastrzębiej. Świetna drużyna. Dwie noce w namiotach, ognisko, ślubowanie Miłosza... Będą pamiętać.

      Usuń
  10. ach, pamiętam jak jeszcze nie dawno (haha) też tak poziomeczki zbierałam...zawsze nawlekane zostawały na źdźbło trawy nadziewane... by przynieść do domu i pochwalić się pięknymi koralikami i jakże smacznymi, z których mamusia pyszne smakołyki robiła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze wolałem konsumpcję na miejscu.

      Usuń
  11. ojej, przerwe na poziomki to i ja bym zrobiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u nas w lasach musiały by to być dłuuugie przerwy, bo tyle smakołyków.

      Usuń
  12. I pomyśleć, że są tacy co to potrafią rodzinie zafundować jedynie sobotni lub niedzielny spacer po "wielkim sklepie". Ale Wy jesteście niedzisiejsi. Jestem pewna, że twoi synowie to fajne i mądre chłopaki, nawet jeśli czasem komputer jest największym priorytetem. I pewnie przyjdzie czas, kiedy już dorosną i zmądrzeją, że sami się sobie będą dziwić jak kiedyś lody mogli jeść zamiast szarlotki z widokiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdacydowanie. Chłopaków mamy wspaniałych, czerwone paski, najwyższa punktacja na egzaminie gimnazjalnym w szkole, świetny pomysł na życie, duża aktywność, sport...
      A jak wolą lody od najwspanialszej szarlotki w tej części wszechświata, to trudno ;)

      Usuń
  13. Zapamiętam poziomki w pionie. Zapamiętam wyższość szarlotki nad lodami... i wspaniały Was rodzinny wypad w plener.
    Serdeczności dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i Mikołajowi ten rekonesans wiele dał, więc była to naprawdę udana i owocną rodzinna impreza.

      Usuń