wtorek, 21 lipca 2020

Tam gdzie San do Wisły domierza

Staszek napisał na mesendżerze wieczorem, akurat powoli zbierałem się do pracy na nocnej zmianie.
- "jedziesz jutro do Sandomierza?"

Ba, no jaka mogła być odpowiedź? Wiadomo że jadę! Uzgadniamy godzinę na ósmą trzydzieści, bo muszę jeszcze wrócić, coś młodym do jedzenia kupić, przebrać się i mogę jechać. U  mnie zawsze proces decyzyjny jest szybki. Na rowerze mi wygodnie? - no to kupuję a nie szukam po sklepach, Buty są wygodne - kupuję i tyle! Tak samo kobiety - któraś mi się podoba - to się zakochuję, a jak się zakochuję to także szybko i na amen ;)

Znaczy jadę... Będę niewyspany? Trudno, nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni. Więc w czym problem?

Przed wyjściem do pracy, szykuję jeszcze rzeczy na następny dzień i jadę... samochodem - samochód to dwadzieścia minut wcześniej i zakupy po drodze. No cóż jestem też pragmatykiem ;)

Cała noc w radosnym oczekiwaniu, rano kawa i trochę magusiów w ramach śniadania i jazda do domu, po drodze Biedronka, a potem kolejna kawa i kolejne garście magusiow -  mówię Wam to naprawdę genialna propozycja - lekka, w miarę smaczna, daje się zjeść z kawą czy piwem!  Podobno można je też jeść z (wybaczcie obrzydliwość...) ... mlekiem - ble... fuj...

Umawiamy się pod sądem, a że w okolicach jest jeszcze kolejna Biedra no to zaglądam i kupuję sobie mini pizzę - jednak jeść się chce i jeszcze jedną butelkę picia - w plecaku mam już cztery - ale ja lubię pić w trasie.

Wkrótce podjeżdża Stanisław i ... Ela - no to niespodzianka! Jedziemy w trójkę. Bajka! Prowadzi Stach, jest lepszym kierowcą ode mnie (szczerze mówiąc 99.99% populacji to lepsi kierowcy) i w ogóle, całkiem mi tam z tyłu przytulnie. Fakt, faktem bagażnik na haku to potęga - mój przypinany do tylnej klapy, to przy tamtym prowizorka - z drugiej strony... szkoda inwestować jakieś duże sumy, w coś czego używam kilka razy do roku... no teraz może ciut częściej - ale niewiele.

Jazda jest płynna, szybka i ... chętnie bym się zdrzemnął ;) Ale jakoś mi głupio, dlatego dzielnie walczę z powiekami i usiłuję trzymać fason. Na szczęście sprawnie dojeżdżamy i nieco ruchu pomaga mi w walce z Morfeuszem. Zaczynamy od... kawy, ale na kawę jedziemy na rowerach...

Pierwsze widoki Sandomierza z siodełka

Taki urokliwy budynek mijamy po drodze

A zaraz potem zajeżdżamy pod sandomierską informację turystyczną, zaopatrujemy się w mapki, i pamiątki, kartki pocztowe i rozglądamy się w koło.


Nas Troje a kawa poprawia nam nastroje


należę do osób w których szarlotka wyzwala ciągoty filozoficzne

Szarlotkę zjedli, kawę wypili możemy jechać dalej, ba nawet kartkę pocztową zdążyliśmy do Tarnowskiej Korby wysłać! A przed nami szmat świata, bo skoro już tu jesteśmy, to trzeba by teren zapoznać jak najlepiej. Tym bardziej ze ja np. w Sandomierzu byłem razy wiele, ale nie na rowerze i okolice samego miasta znam słabo, by nie rzec wcale. Na szczęście Stanisław orientuje się tu zdecydowanie lepiej... Z drugiej strony rozlana Wisłą odcina nas od szlaku i musimy szukać drogi alternatywnej. Ale Wiecie, w każdym miejscu i czasie znajdą się ludzie dumni z tego swojego miejsca i czasu i zawsze chętni by dzielić się swoim miejscem i czasem z innymi. Taki człowiek spotkał nas w kilka chwil po tym jak dość bezradnie staliśmy z rowerami na wiślanym wale i kombinowali jak dojechać tam gdzie chcemy. Podjechał, zagadnął, poprowadził, wskazał drogę już na sam koniec...

Jeden z piękniejszych motywów w krajobrazie Polski, wiem że niejednemu wadzi... trudno

A to nasz cel, nie jedyny, jeden z wielu... ale pierwszy.

Pięknie prawda?

Rozlegle... a tam w dali to ... San domierza do Wisły!

A teraz skok pół miliarda lat wstecz. Dużo to czy mało? Trudno powiedzieć, co w sumie za różnica czy pod tobą jest 10 metrów czy 10 kilometrów wody? Co dla ludzi znaczy tysiąc lat? Tysiąc jeszcze można sobie wyobrazić, dwa tysiące, trzy... A sto tysięcy? Kto umie sobie wyobrazić sto tysięcy lat, a milion? Ba - ale nasza współczesność geologiczna to kilkadziesiąt milionów lat! Serio! Orogeneza Alpejska która w największym stopniu przyczyniła się do ukształtowania naszego kraju (przynajmniej w części południowej) zaczęła się 60 milionów lat temu! To już dla nas abstrakcja na temat abstrakcji... No to zejdźmy kilkadziesiąt metrów w dół, w kierunku Wisły i zobaczmy świat który kształtował się prawie dziesięć razy wcześniej - tak, tam są odsłonięte skały które mają 500 milionów lat! Można dotknąć świata sprzed połowy miliarda lat. Umiecie to sobie wyobrazić?  Ziemia ma 4 miliardy lat - te skały to 1/8 jej wieku! Możecie sobie wyobrazić potężny 500 letni dąb, obok niego jętkę jednodniówkę? No to wyobraźcie je sobie i pomyślcie że to zaledwie ułamek interwału czasowego o którym mówimy...

Szanowni Państwo - ta skała jest DWA RAZY starsza niż dinozaury!


Fascynujące jest takie obcowanie z czymś co było już strasznie stare, w czasie gdy najstarsze ze zwierząt które umiemy sobie wyobrazić były jeszcze bardzo, bardzo młode.

Jak ktoś się wpatrzy to Elę i Stacha na górze zobaczy.

I wiecie co, to jest kwintesencja ludzkiego życia. Dano nam zaledwie ułamek promila czasu - ale dano nam też możliwość, by ten czas wykorzystać dynamicznie. Dano nam przywilej chodzenia po skałach nim... sami staniemy się na powrót skałami.


Jedziemy dalej, jak zwykle zapominam plecaka... i co jest szydera? Chwilę wcześniej rozważasz sobie trwanie setkami milionów lat, a potem kręcisz jak głupi na powrót pod górę bo zapomniałeś plecaka...  Brzmi jak scenariusz Monthy'rgo Python'a ... lubię ich! 

Czarne chmury się zbierają ale nas pociąga

Szlak przygody

Choć wcześniej jeszcze musimy jechać w góry. Góry Wysokie... sero zobaczcie sami


Góry Wysokie były, więc czas na wąwozy głębokie... Akurat tego w Świętokrzyskiem nie brakuje!

a oto jeden z nich...

A trasa pełna jest lokalnych ciekawostek.


Składamy też wizytę Zawiszy Czarnemu. Wiecie Zawisza jest mi bliski zarówno jako harcerzowi jak i dlatego ze to mój de facto ziomal! Wszak wżenił się w Rożnów. A skoro o Zawiszy mowa to już zapewne się domyślacie że jedziemy do... Garbowa. I zaprawdę powiadam Wam - warto jechać - bo choć sam Garbów to nijakie miejsce z "izbą pamięci" - to jednak drogi które doń prowadzą - są... no są po prostu piękne!

Ot i sam Zawisza! W rzeczy samej wizja bardziej artystyczna niż historyczna

I już, już wracaliśmy... I już, już byliśmy na ostatnim odcinku drogi, gdy nagle zachciało mi się zobaczyć "Ruiny baszty obronnej" na które prowadziła strzałka... Jasne że pojechali za mną! Wpierw był asfalt, potem szuter, potem błoto, potem koleiny z wodą i błotem, potem już dół pełen błota a potem... a potem już nawet nie było drogi! tam NIC nie było! dzicz w formie bez małą pierwotnej! Zero wskazówek, zero ruin (może były na wzgórzu ale nikt nie wpadł na pomysł żeby tam pokierować). Daliśmy radę! No kto jak nie my? Trening w "Niskim" na coś się przydał. Tyle że cała przeprawa bez tych ruin to ciut bez sensu, a w między czasie dopadły nas chmury! Chmury krążyły już od dawna - od początku w zasadzie - ale jedna poszła przodem, druga bokiem, trzecia tyłem i... wróciła! Nagle zrobiło się ciemno a potem... mokro! Bardzo mokro, to nawet nie był deszcz po prostu lało wiadrami i do tego ciskało piorunami! A my w samym centrum tego draństwa, w sadzie, bez jakiegokolwiek schronienia! Co możemy zrobić? Schować się pod karłowatą jabłonką? Absurd. Zatem jedziemy, modląc się by kolejne wyładowanie  nie zrobiło z nas zapiekanek. Jedziemy środkiem strumienia, w zasadzie to droga, ba ulica nawet, ale teraz to strumień, rwący, szumiący, groźny... CZAD!!!

Tuż przed Sandomierzem deszcz ustaje, wpierw łagodnieje, a potem zanika.




Mokrzy do imentu, wjeżdżamy do miasta - jesteśmy głodni i ciut zziębnięci. Wpadamy do pierwszej lepszej po drodze (faktycznie lepsza) restauracji. Zamawiamy kawę i placki ziemniaczane z gulaszem. Spłoszona kelnerka wpada na pomysł by... powycierać nam krzesła... Nasze oczy wyrażają jedno słowo: "serio?". Czy Ona na serio chce nam wycierać stołki, skoro jesteśmy mokrzy CALI!!!! Bo woda zdążyła już dotrzeć wszędzie! Odwodzimy ją od tego pomysłu, delikatnie sugerując że zależy nam na jedzeniu i piciu bardziej niż na suchych krzesłach.

Wkrótce wjeżdża kawa - naprawdę dobra, za jakiś czas placki! Naprawdę warte swojej ceny! Zaczyna także znowu padać... Z determinacją fatalistów, pomimo sugestii kelnerki po prostu chowamy placki pod balkon i nadal jemy. Wszak w żaden sposób to naszego stanu przemoczenia nie zmieni... prawda?

Jednak wychodzi słońce, wespół z wiatrem szybko suszy nasze ciuchy - no to urok współczesnych tkanin sportowych - szybko schną, trzymają ciepło, chronią przed wiatrem i łatwo wyrzucają pot na zewnątrz - magia! ;)


A w samym lokalu taki artefakt! ... no była nam ta restauracja pisana


Wyschnięci i zadowoleni, najedzeni i napici jedziemy w kierunku samochodu. Ba, ale cóż nasze suchości znaczą wobec woli nieba z którą "zawsze zgadzać się trzeba"? Nic nie znaczą - więc nim jeszcze dotrzemy pod zbawczą skorupę karoserii - znów jesteśmy mokrzy, cali, kompletnie, zupełnie i na przestrzał, przelał i przedmuchał... CZAD!!!

W domu trzeba szybko się przebrać, sprzęt wysuszyć, zakonserwować i jechać do pracy na noc... a za dwa dni jedziemy na winnice, ale to nic, to zabawa - bo na trzeci dzień czeka nas 60 km wyryp wkoło Tarnowa... Będzie się działo!!!

ps. Czemu nic nie mówicie? Był bym o mapce zapomniał!!!


15 komentarzy:

  1. Na Twoim miejscu nie jeździłabym do Sandomierza, przecież tam co tydzień kogoś mordują:-) :-) :-) /o.Mateusz/ :-) :-)
    Ale Góry Pieprzowe? o, tak, tam są ciekawostki różne, i geologiczne, i botaniczne; o, nie! tam też przyozdobili krajobraz białymi słupkami, na których wisi światłowód? to powinno być zabronione; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety - brak jest uregulowań odnośnie ochrony krajobrazu, znaczy jakieś tam są, ale zasadniczo beznadziejnie nieskuteczne.

      Też się z tego najniebezpieczniejszego miejsca w Polsce, śmialiśmy przy kawie ;)

      Usuń
  2. Byłam w Sandomierzu lata temu, ale wspominam z przyjemnością to stare Miasto. Rynek, kamieniczki mają niepowtarzalny nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, pięknie. I te Góry Pieprzowe jakby mniej zakrzaczone niż przed laty.
    Ruiny baszty "na sucho" obejrzysz sobie u mnie na blogu ;).
    Co do dróg - masz rację, one są wymarzone do jazdy rowerem, piechur się męczy nadmiarem asfaltu. Ale i tak są malownicze. Nawet dla piechura.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uper sprawa, nie ma to jak spontan...!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Macieju.
    W Sandomierzu nie byłem, ale mój pacjent był tam tydzień temu i porobił mi ciekawe zdjęcia i nagrał film.
    Znam San, ale ten w Bieszczadach. Lubię oglądać jak dopływ łączy się z główną rzeką. Widywałem kilka na Odrze.
    No cóż, nie można mieć wszystkiego.
    Fajna wędrówka, opisy i zdjęcia.
    Pozdrawiam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Wiem, że to brzmi jak jakieś "srogie piguły", ale to są śniadaniowe chrupki zbożowe ;)

      Usuń
  10. Już w innych kuluarach pisałem o bardzo dobrym odniesieniu do czasu geologicznego. Przewinięcie w myślach tylu milionów lat wstecz, wedle ludzkiego postrzegania czasu rzeczywiście nie jest możliwe. Napiszę jeszcze o źródłach i tym co obrazują, bo szczerze to czasem nie rzucają pełnego światła. Orogeneza alpejska jako złożony proces, rzeczywiście nasila się ok. 60 mln lat temu, ale jeszcze 20 mln lat temu większość Karpat była jeszcze pod wodą i nawet na skałach Tatr odkładały się wówczas warstwy fliszu i wówczas z pewnością nie poznalibyśmy karpackiego Krajobrazu. Jeszcze pod koniec pliocenu - circa. 3 mln lat temu, krajobraz wciąż różnił się od znanego nam dzisiaj, nawet część rzek płynęła zupełnie gdzie indziej. Tyczy się to również okolic Gór Pieprzowych, bo wody Wisły płynęły wówczas w okolice Berlina :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ty zapomniałeś plecaka, a Jula co rusz buty zdejmowała w Gorcah A potem rączką pokazywała że but został. Chciała boso zajść cwaniara. W Sandomierzu nie byłam wieki temu. Widzę Ele i Staszka, widzę.. jak przez mgłę ale widzę. Dobrze żeś Maćku zrobił żeś o tą basztę zahaczył. Miła wycieczka była, fajnie tak W większym gronie pojeździć. Pozdrawiam Cię serdecznie i całą Ekipę Beskidnicka. Dobrze, że się nie dajecie się Korona - Pierdolcowi tak trzymać.

    OdpowiedzUsuń