środa, 25 marca 2020

Rowerowy Dzień Kobiet

Rany ale mam obsuwę z terminami - I tak podarowałem Wam dzielenie się moimi spacerami z Aurą.  Choć kto wie... może jeszcze do nich wrócę, bo jak na razie koronawirus nas uziemił. Owszem coś tam się kręci czy łazi - ale wszystko z dala, ostrożnie. No dobra - wkrótce przeczytacie o rowerowym wyrypie, a potem może o moich łazęgach z Aurą... Ale teraz na tapetę biorę -  dziewczyny! 

Nie wiem jak Wy ale ja o takim pomyśle nie słyszałem ani nie czytałem - zakładam że jest autorstwa moich starszych bikolegów (czyt. bajkolegów - żeby nie było iż są bi ;) ) - czyli brawa dla tych Panów.

Paniom też brawa - bo dzielnie z dystansem walczyły, a nie wszystkie mają poziom wytrenowania Mai Włoszczowskiej - ponadto gdyby nie one cała impreza drastyczne straciła by na sensowności, zatem chwała Wam dziewczyny.



Zobacz trasę w Traseo

 Zbiórka jak zwykle na placu Kazimierza.
A co niech i Adaś oko nacieszy!

 Prezes!

 Jeszcze jakieś rozmowy - czekamy aż się wszyscy zbiorą. 
i za chwileczkę w drogę.

Trasa, prosta lekka i przyjemna - Piotr, znaczy prezes, rozplanował ją z uwzględnieniem najsłabszych potencjalnie uczestników. Brawa.  Ruszamy. Przez miasto jest jeszcze całkiem Ok. Peleton się trzyma. Ale potem... no potem to już nawet nie bardzo mam do kogo gadać bo się rozproszyli jak szpaki pod ostrzałem.  A szkoda, bo po drodze mijamy kilka ciekawostek.

 Np. to - kupa piachu... niby nic ciekawego... ale! Kto wie że to... Wydma?! Tak wydma nadmorska! Onegdaj, niedawno na przełomie eocenu i oligocenu circa about około 34 milionów lat nazad szumiało tu całkiem fajne morze! A nad tym morzem wiatry, jak zwykle z przewagą północno zachodnich (tak nam zostało do dziś dnia!) usypywały takie oto malownicze wydmy. Więc jak komuś się marzy spacer po wydmach, to nie musi kolebać się nad Bałtyk, albo inne Adriatyki lecz... siada na rower jedzie na Sztorcową Górę kilka kilometrów na wschód od Tarnowa i ... już jest na wydmach! W zasadzie mógł by nawet poszukać bursztynów... aczkolwiek nie słyszałem by ktoś znalazł... Choć pewnie Maciej i tak mnie pod tym względem poprawi ;) 

Albo - dzwonnica! Zwykła prosta, do tego bez dzwonów... tylko kościoła BRAK!!! Brak kościoła tłumaczy i brak dzwonów! Ale nie tłumaczy obecności dzwonnicy! Prawda? No choćbyście kombinowali nie wiem jak, to nie tłumaczy! A sprawa wygląda w ten sposób że jeszcze sto lat z niewielkim okładzikiem kościół w tym miejscu był! Nie nie spłonął, nie zabrała go woda ani nic z tych rzeczy - ludzie przetoczyli go na rolkach w całkiem inne miejsce! A dzwonnicy nie ruszyli... ma głębokie fundamenty i pewnie by się rozpadła podczas transportu.

A jak by kogoś interesowało to tu ma link do mojego wpisu jeszcze z poprzedniego bloga 

No ale nic - wreszcie pora dojechać! 
 I śmy dojechali... 

A ja sobie taką blond laskę wyrwałem! A co?... tyle że to akurat lasek nie laska!  Ale trudno nikt nie jest doskonały ;)

 Wyżera na całego - obiady po 12 zeta na naszą cześć. Pietro - czyli szef tego interesu świetnie dba o gości. Osobny lokal w którym możemy zachowywać się głośno! A tak w ogóle - poza czytającymi tego bloga rowerzystami, są też osoby spoza grona bicyklopozytywnych, więc wymagana jest drobna dygresja. Zapewne niejedna osoba zauważyła że cykliści są głośni... krzyczymy do siebie zamiast mówić! Dla wielu to irytujące. I ja to rozumiem! Naprawdę rozumiem... tylko niech osoba poirytowana naszą głośnością spróbuje podczas jazdy na rowerze rozmawiać szeptem... powodzenia! Ale dziś nikt nam nie przeszkadza swoim szeptaniem - możemy być głośno, przekrzykiwać się, nawoływać, śmiać. oczywiście w między czasie jedząc, pijąc i częstując się firmowymi ciasteczkami. A nasze dziewczyny drogie, jeszcze się prócz lizaków, przez Piotra wręczanych, załapały na gadżety od... no też Piotra... np, całkiem fikuśnie breloki pamiątkowe. 

W sumie to mega farciarz ze mnie - na przyszłość muszę stosować ten sam myk - dziewczyny pozamawiały sobie np. pizzę, całe porcje - ale jak to dziewczyny, są w stanie bez zaburzeń równowagi zjeść 2/3 porcji... reszta zostaje! Zgadnijcie kto z poświęceniem czyści talerze?!

Niestety nic nie trwa wiecznie i zbierać się stamtąd trzeba. 

Zobacz trasę w Traseo

 Ale jeszcze pamiątkowe zdjęcie i niestety nie ma tu Ani ani jej e-bikowej ekipy. Fotograf się pośpieszył nim oni wychynęli z czeluści lokalu! A szkoda barwny to i urodziwy (z drobnym acz muskularnym) wyjątkiem team.

Tak dobrze widzicie - ten kolo w środku w żółtej kurtce i gajerze to ja! A co?! Nasze dziewczyny są tego warte - cała trasa w garniturze i pod krawatem!


Dzielimy się na kilka podgrup - jedni jadą najkrótszą do Tarnowa, inni jeszcze pohasać po lasach i wertepach ja z grupą sokolą pod buzdyganem Marka. robimy trasę spokojna, stateczną, asfaltową, ale za to chyba najdłuższą i najbardziej widokową. 

 Ale niestety znów  towarzystwo się rozpierzcha i zmuszony jestem nawijać do nader ograniczonego grona słuchaczy. 

 leśny parking
 i tablice edukacyjne.

 O np.  taka kapliczka słupowa. Jak ta w Lipinach.
Znacie proweniencję takich budowli? 
Otóż w dawnych czasach, to były... kierunkowskazy dla podróżujących! Czemu wysokie - aby je było z daleka widać -  często jeszcze na górze palono mały ogień - który w czasach gdy niebo nie było zaśmiecone naszymi nocnymi iluminacjami był widoczny z daleka - ot rodzaj śródpolnych... latarni morskich!  Doświadczony wędrowiec potrafił dzięki nim nawigować z dokładnością dzisiejszego GPSa.  Z czasem gdy straciły na znaczeniu, z różnych zresztą przyczyn, ale głównie dlatego że rozwój miast i osad (zauważyliście że przy głównych szlakach średniowiecza, miasteczka są rozsiane co mniej więcej 20 kilometrów, czyli w odległości jednego dnia wędrówki piechura, a duże miasta co kilometrów 40 - jeden dzień dla karawany kupieckiej podróżującej na wozach konnych?) spowodował że zmieniły się zasady podróżowania, zostały przekształcone w... kapliczki właśnie.  

 A tradycja takich kapliczek domkowych? 

 Tak one też służyły podróżującym! Ich historia sięga jeszcze czasów antycznych! Serio - na pewno wielu z Was widziało te maleńkie świątynki w Grecji, Macedonii czy Turcji. Spotkacie je też we Włoszech czy na południu Francji. Zazwyczaj otwarte, w formie groty, wiaty  lub właśnie małego domku. Budowano je dla wędrowców - zazwyczaj do wnętrza wkładano posążek jakiegoś bóstwa, bynajmniej nie po to by temu bóstwu w takim miejscu oddawać cześć! Ludzie - komu by się chciało leźć ileś tam kilometrów od osady żeby pomodlić się do posążka Zeusa, Westy czy innego praindoeuropejskigo patałacha posądzanego o nadprzyrodzone uzdolnienia? Od modlitwy były ołtarzyki domowe i świątynie w osadach z kapłanem i wygodami. No ale skoro bóstwo tyle czci i chwały odebrało od ludzi w miastach i wioskach, to niech "odpracuje" te ofiary i odpędza złe moce, demony czy strachy od tych miejsc na pustkowiach gdzie nocują wędrowcy, pielgrzymi czy kupcy. Z czasem gdy zapanowało chrześcijaństwo dawne figurki zastąpiono nowymi ale główna funkcja miejsc pozostała niezmienna. I tu znowu rozwój osadnictwa położył kres temu zwyczajowi - aczkolwiek znam osoby które nocowały w takich kapliczkach... nie żebym się chwalił... A te maleństwa... no cóż! Gdy coś traci swe pierwotne funkcje maleje, ewolucja obejmuje wszystko... popatrzcie na swoje ogony ;)


Skansen na żywo! 

 To jest, istnieje... ciągle jeszcze.

 Myślę że gmina mogła by zadbać o takie miejsca - nie żeby remontować, ale zabezpieczyć właśnie w takiej malowniczej postaci - by nie niszczało bardziej, by nie znalazł się jakiś burak z zapalniczką (albo deweloper) 

 Tam gdzieś na horyzoncie Kokocz, nieco niższa Krakówka bliżej Świniogóra - marnie to widać muszę zainwestować w lepszy sprzęt. 

Grupa rwie się i rozrywa, zmęczenie daje o sobie znać. Ale to już opłotki Tarnowa. 

 A po pięknym dniu... piękny zachód słońca.
Kochane dziewczyny - dziękuję Wam - bez was przecież by tego nie było.

32 komentarze:

  1. A ja dziękuję za ciekawe opowieści podczas tej wycieczki, poza tym za cierpliwość dla dwu pań jadących na samym końcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj - Taka rola. Stado jest święte, razem wyjechaliśmy, razem wracamy!

      Usuń
  2. Przy tak intensywnego planu wycieczek, nie ma co się dziwić, że nie masz czasu na ich opisywanie. Wycieczka bardzo fajna. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam czas na opisywanie - ale doszło mi sporo znajomości związanych z aktywnością rowerową i siłą rzeczy żywi ludzie choćby przez telefon czy komunikatory mają pierwszeństwo - pozdrowienia z Pogórzy

      Usuń
    2. Przepraszam, że się wtrącę ;) ale tu na blogu, czy też na innych mediach społecznościowych też są żywi ludzie :D Jesteśmy tak samo żywi, jak te osoby, które poznałeś podczas aktywności rowerowej ;)

      Usuń
  3. Fajna impreza, aż zazdroszczę dziewczynom :) u nas takich rowerowych imprez nikt nie organizuje. Raz lub dwa razy w roku odbywa się tylko krótki rajd rowerowy, który zawsze przebiega tą samą trasą. Niestety nie ma takich zorganizowanych grup, które się spotykają, żeby wspólnie pojeździć. Ale teraz to już nie ma znaczenia, bo nie można jeździć w grupie :(
    Bardzo ciekawa ta historia przydrożnych kapliczek. Dzięki Tobie dowiaduję się dużo nowych rzeczy. Szkoda, że ja podczas jazdy rowerem nie mam takiego towarzysza, który uprzyjemnia jazdę ciekawymi opowieściami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale macie teraz okazję, skrzyknąć się przez fejsa czy instagram, zagadać i stworzyć jakąś fajną grupę rowerową, biegacką lub ogólno sportową. Będzie w sam raz po przejściu tego draństwa.

      A przewodnik... zawsze się znajdzie - będzie grupa, ktoś spontanicznie zacznie proponować trasy, ktoś inny o nich opowiadać...

      Usuń
  4. Niezła ekipa, rzeczywiście, fajne zdjęcia. Podziwiam mapki. Zdjęcie ze zwierzakiem - super.
    katasta227

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! - wpadaj częściej. Ekipa jest super - co ważniejsze tu de facto były cztery grupy i kilka podgrup - łączy nas rower i poszczególnie ludzie - ale jak widać można się dogadywać i wspólnie organizować fajne akcje.

      Lama Jaś ;) ...

      Mapki to Traseo - wejdź i zobacz, w razie czego służę pełnymi instrukcjami jak obsługiwać - ale to bajecznie proste.

      pozdrower!

      Usuń
  5. Bardzo interesujące są kapliczki. Zauważyłam, że jedna z nich
    znajduje się na cmentarzu. Może się pomyliłam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przydrożny krzyż, nie cmentarz - ale tak masz rację, niejedna kapliczka w swym otoczeniu kryje pochówki o których dziś już nikt nie pamięta.

      Usuń
  6. Witaj Macieju.
    Lubię twoje wycieczki, wszelkimi środkami lokomocji.
    Trasy super i wiele moich klimatów.
    Pozdrawiam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zaś dziękuję za kolejny wpis, w którym nie brakuje zarówno ciekawych informacji i ładnych zdjęć, jak też pełnej ciepła atmosfery oraz przyjemnego w odbiorze pióra. Zachód słońca na ostatnim zdjęciu faktycznie piękny, acz najbardziej ujęła mnie całuśna fotka ze zwierzaczkiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całuśna alpaka po prostu ;) i dzięki za docenienie.

      Usuń
  8. Super sie czyta. Widać, że człowiek z pasją.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie zaplanowana trasa - ja zawsze uważam, że grupa jest tak silna, jak jej najsłabszy uczestnik i zawsze silniejszemu łatwiej się dostosować do słabszego niż odwrotnie. I nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.
    Poza tym - bardzo Ci dziękuję za historię kapliczek. Nigdy tak na nie nie patrzyłam, a teraz otworzyłeś mi oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz to trochę jak z wojskiem wspólnie tworzy nową jakość. Ci słabsi włożą ciut więcej wysiłku, silniejsi odpuszczą i już jest fajnie.
      Dzięki.

      Usuń
  10. Super, super, ale czy spodnie też miałeś od garnituru? Jakoś sobie nie wyobrażam jazdy tylu kilometów w takim stroju.

    OdpowiedzUsuń
  11. No super. Wracając z Czarnej do Tarnowa przejechaliście przez "całe moje życie". Nie straszyło przypadkiem przy krzyżu w lesie? Nie wołał ktoś - koszuli... koszuli?. W Lipinach to były cmentarz choleryczny. Drewniany dom w Łękach Dolnych jest własnością prywatną, więc gmina raczej dbać o niego nie będzie. A szkoda, bo chyba najbardziej urokliwy w całej okolicy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz! Ta Kapliczka mnie intrygowała usadowieniem! Czyli de facto to latarnia umarłych! Trzeba będzie głębiej w temacie pogrzebać - ale nigdzie nie widziałem czaszki - a powinna być na cmentarzu cholerycznym.

      Usuń
  12. Historia z dzwonnicą niesamowita, podziwiam Cię za wyszukiwanie takich smaczków. A co do skansenu zgoda, powinno się dbać o takie miejsca dla przyszłych pokoleń, by widzieli, że istniało życie przed Internetem i jak kiedyś ludzie żyli. I by deweloper nie zrobił z tego jakiegoś koszmarku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa lata temu spłonął piękny zrębowy ponad stu letni dom na zachodnich zboczach Góry św.Marcina - na jego miejscu już stoi jakieś betonowe... coś!

      A o kościele znajdziesz też tu - jest krótki filmik z wnętrza kościoła- oczywiście mojego autorstwa. Ale przed zmianą bloga.
      http://maciejmakro.blogspot.com/2017/05/60-kilometrow-z-koscioem-na-rolkach-w.html

      Usuń
  13. Podoba mi się ta fotorelacja. Widzę, że cykliści są świetnie wyposażeni. To nie jest pospolite ruszenie. A że głośni? Myślę, że to dobrze. Mają dużo do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to mocna ekipa - nie wszyscy mają super sprzęt - ale niektóre maszyny to... pierwsza liga!

      Usuń
  14. Też lubię długie wycieczki rowerowe! To dobry sposób na ruch w te weekendy bez gór i podróży.
    No i przede wszystkim życie towarzyskie!
    W moim mieście co niedziela od wiosny do jesieni o 10.00 zbiórka.
    No, a teraz... kicha! Areszt! :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też - wiesz ile imprez JUŻ nam przepadło? Trasę na topienie Marzanny szykowaliśmy przez kilka dni - było parę wariantów, w zależności od pogody, siły uczestników itp... ale wirusa nie braliśmy pod uwagę! - Teraz mamy rajd wkoło Tarnowa i kilka "kuchennych,, rowerowych, rewolucji" - ale terminy są ... hipotetyczne.

      Usuń
  15. Uradowałeś mnie widokiem tych starych domów. Szkoda ich, niejedną historię by opowiedziały. Jeśli takowe spotykam na moich szlakach zostają uwiecznione aparatem i często potem tylko taki ślad pozostaje.
    Ciekawą mieliście wycieczkę. Hejka.

    OdpowiedzUsuń